18.07.2024, 11:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 11:47 przez Anthony Shafiq.)
Południowe Stragany, Château des Dragons
rozmawiając sobie z Lorien, Lyssą i Jonathanem (próbując rozpaczliwie tańczyć pośród skazanego na porażkę ułożenia chronologicznego dialogów) idziemy do sąsiadującego stanowiska Konwenu do Sebastiana i Morpheusa.
rozmawiając sobie z Lorien, Lyssą i Jonathanem (próbując rozpaczliwie tańczyć pośród skazanego na porażkę ułożenia chronologicznego dialogów) idziemy do sąsiadującego stanowiska Konwenu do Sebastiana i Morpheusa.
– Oby nie... – zareagował na sugestię Lyssy dotyczącą pobytu jakiegokolwiek opalookiego w rezerwatach Rowle'ów. – Nasz klimat wybitnie by im nie służył. Pozostaje cieszyć się rzeźbą lub planować wyjazd do Australii. Osobiście obiecałem sobie, że powrócę tam za dziesięć lat i już odmierzam miesiące. Przedziwna kraina, specyficzna w swym odcięciu od większych kontynentów, ale bardzo ciepła i duchowo bogata. – Shafiq lubił wysokie temperatury, więc nawet prymitywizm australijskich przestrzeni mu nie przeszkadzał. No i opalookie... Cały swój pobyt spędził w ich rezerwacie, ciężko było więc o negatywną opinię na temat chociażby pająków gigantów.
Już miał wyrazić swój entuzjazm na zbliżające się z Lorien spotkanie, gdy podszedł do nich Jonathan ze swoim jowialnym, równie kwiecistym co zjadliwym powitaniem.
– Cóż to słyszę w Twym głosie? – mlasnął. – Zdaje się... kwaskowata gorycz porażki. Przypomnij mi ile Twoich strzał doleciało w ogóle do tarczy? Mmm... Tahiro, podaj proszę mojemu przyjacielowi słodki rocznik sześćdziesiąty, aby mógł przepłukać usta. I jeszcze jedną butelkę dla naszego sąsiada, nie miałem jeszcze okazji przywitać się z wielebnym Macmillanem – przyznał swobodnie, sam racząc się francuskim winem i absolutnie mimochodem ściągając szarfę, o której zwyczajnie zapomniał. Miłość niestety ogłupiała.
– I właśnie dlatego jutro koniecznie musimy się zobaczyć kochana – odpowiedział na zarzut "nic nie mówienia", pozostawiając dla niej punktowanie ślubu wziętego dosłownie z "wolnej stopy", o którym pewnie nawet by się nie dowiedział, gdyby nie był na nim świadkiem. – Chodźmy więc, szanowna lożo, zobaczmy, cóż też moi sąsiedzi mają nam do zaoferowania.
Jonathan otrzymał od egzotycznej piękności zarówno zakorkowaną butelkę jak i wypełniony różowym trunkiem kieliszek. Na roczniku 60. próżno było szukać ruchomego zdjęcia dyplomaty z małym smokiem, a jego opis wskazywał na to, że z powodzeniem można było to wino sprzedawać również wśród mugoli. Anthony wierzył, że wypracowane niemagiczną ręką metody są lepsze dla winorośli, dlatego też jeśli komuś chciał winem sprawić przyjemność, sięgał po wersję wyzutą z magii. To znaczy... nie była to kwestia wiary. Wystarczyło mieć jako tako wyrobiony gust. Drugą butelkę zabrał sam Shafiq, pozostawiając Tahirze w spadku swoją szarfę. Zdecydował, by na razie nie decydować o jej losie, choć najprawdopodobniej nie będzie on zbyt miły, dla tegoż kawałka materiału.
– Wszelki duch naszą Matkę chwali, jak miło widzieć. Ojcze Sebastianie? Pomyślałem, że po dniu pełnym obowiązków i spiekoty lampka dobrego wina... Nie, nie... to nie barter, oczywiście mam czym zapłacić za ojca... mmm... wspaniałości. – Przekazał wino, po czym pozwolił sobie oczom prześlizgnąć się po asortymencie. – Believer (n.) a person addicted to love? – Zapytał z powątpiewaniem. – Co prawda uznaje się, że protoindoeuropejskie troszczyć się i kochać, czyli leubh znajduje się u korzeni tego słowa, ale żeby od razu wiązać to z uzależnieniem? – Obejrzał się w kierunku swoich towarzyszy, jakby szukając u nich zrozumienia i wtedy dostrzegł Morpheusa. – Na bogów! Panie Longbottom, co się stało z pana włosami!? To jakaś nowy specyfik Potterów gwarantujący brokatowy ich poblask i ... lśniące czernią piegi na uchu?
Już miał wyrazić swój entuzjazm na zbliżające się z Lorien spotkanie, gdy podszedł do nich Jonathan ze swoim jowialnym, równie kwiecistym co zjadliwym powitaniem.
– Cóż to słyszę w Twym głosie? – mlasnął. – Zdaje się... kwaskowata gorycz porażki. Przypomnij mi ile Twoich strzał doleciało w ogóle do tarczy? Mmm... Tahiro, podaj proszę mojemu przyjacielowi słodki rocznik sześćdziesiąty, aby mógł przepłukać usta. I jeszcze jedną butelkę dla naszego sąsiada, nie miałem jeszcze okazji przywitać się z wielebnym Macmillanem – przyznał swobodnie, sam racząc się francuskim winem i absolutnie mimochodem ściągając szarfę, o której zwyczajnie zapomniał. Miłość niestety ogłupiała.
– I właśnie dlatego jutro koniecznie musimy się zobaczyć kochana – odpowiedział na zarzut "nic nie mówienia", pozostawiając dla niej punktowanie ślubu wziętego dosłownie z "wolnej stopy", o którym pewnie nawet by się nie dowiedział, gdyby nie był na nim świadkiem. – Chodźmy więc, szanowna lożo, zobaczmy, cóż też moi sąsiedzi mają nam do zaoferowania.
Jonathan otrzymał od egzotycznej piękności zarówno zakorkowaną butelkę jak i wypełniony różowym trunkiem kieliszek. Na roczniku 60. próżno było szukać ruchomego zdjęcia dyplomaty z małym smokiem, a jego opis wskazywał na to, że z powodzeniem można było to wino sprzedawać również wśród mugoli. Anthony wierzył, że wypracowane niemagiczną ręką metody są lepsze dla winorośli, dlatego też jeśli komuś chciał winem sprawić przyjemność, sięgał po wersję wyzutą z magii. To znaczy... nie była to kwestia wiary. Wystarczyło mieć jako tako wyrobiony gust. Drugą butelkę zabrał sam Shafiq, pozostawiając Tahirze w spadku swoją szarfę. Zdecydował, by na razie nie decydować o jej losie, choć najprawdopodobniej nie będzie on zbyt miły, dla tegoż kawałka materiału.
stoisko z dewocjonaliami
– Wszelki duch naszą Matkę chwali, jak miło widzieć. Ojcze Sebastianie? Pomyślałem, że po dniu pełnym obowiązków i spiekoty lampka dobrego wina... Nie, nie... to nie barter, oczywiście mam czym zapłacić za ojca... mmm... wspaniałości. – Przekazał wino, po czym pozwolił sobie oczom prześlizgnąć się po asortymencie. – Believer (n.) a person addicted to love? – Zapytał z powątpiewaniem. – Co prawda uznaje się, że protoindoeuropejskie troszczyć się i kochać, czyli leubh znajduje się u korzeni tego słowa, ale żeby od razu wiązać to z uzależnieniem? – Obejrzał się w kierunku swoich towarzyszy, jakby szukając u nich zrozumienia i wtedy dostrzegł Morpheusa. – Na bogów! Panie Longbottom, co się stało z pana włosami!? To jakaś nowy specyfik Potterów gwarantujący brokatowy ich poblask i ... lśniące czernią piegi na uchu?