18.07.2024, 12:24 ✶
Isaac zawsze cenił sobie zdanie Brenny, a praca którą wykonywała, była oczywiście dodatkowym atutem. Jej doświadczenie oraz trzeźwiejsze spojrzenie na sprawę, pomogą mu w podjęciu kilku ważnych decyzji. W końcu była w samym środku całego konfliktu. A Bagshot potrzebował kogoś, z kim będzie mógł przeprowadzić burzę mózgów, i kto nie będzie dawał mu pustych rad w stylu: “siedź cicho i po prostu żyj sobie dalej, po co się w to wtrącasz?”. Miał poczucie, że Brenna chciała mu pomóc i chyba wierzyła, że jest w stanie zrealizować swój pomysł.
-Nie chcę, żeby ludzie łapali za różdżki. Chcę, żeby nie bali sie głośno krytykować działań Voldemorta i żeby stali za sobą, zamiast patrzeć wilkiem i bać się, że będą nazywani szlamolubnymi. Chciałem zacząć od tego, że śmierciożercy są udawanymi patriotami, później pisać o rzeczach o których wspomniałaś. I…- Westchnął, uśmiechając się jakby coś go rozbawiło.-... nie, nie czuje się liderem, ale nie widzę nikogo innego, kto chciałby w tym momencie robić to co ja.- Powiedział, obserwując Brenne.-Wiec będę udawał, że mogę być głosem rozsądku i że wcale się nie boję. Nadal jestem zdania, że nie mam nic do stracenia. I nawet jeśli coś mi się stanie, ale dzięki temu uda mi się przekonać pięć osób, żeby przestały popierać Sama Wiesz Kogo, lub włączyły się jakoś w konflikt, to myślę, że warto. Statystycznie warto.- Wyjaśnił. Już dawno poukładał to sobie w głowie i na ten moment wydawało mu się, że jest gotowy aby ponieść możliwe konsekwencje.
-Mam tak bujną wyobraźnię, a jakoś nigdy nie poświęciłem kształtowaniu dość czasu.- Powiedział i uśmiechnął się nieco szerzej, kiedy więcej dmuchawców zaczęło porastać łąkę.- Jakie są twoje ulubione, Ziemniaczku? Kwiaty.- Zapytał, patrząc na Brenne błyszczącymi oczami, w których jak zwykle czaiły się chochliki rozbawienia.
Jeśli odpowiedziała, to spróbował je wyczarować. Jeśli nie, to wyobraził sobie frezje.
-Nie chcę, żeby ludzie łapali za różdżki. Chcę, żeby nie bali sie głośno krytykować działań Voldemorta i żeby stali za sobą, zamiast patrzeć wilkiem i bać się, że będą nazywani szlamolubnymi. Chciałem zacząć od tego, że śmierciożercy są udawanymi patriotami, później pisać o rzeczach o których wspomniałaś. I…- Westchnął, uśmiechając się jakby coś go rozbawiło.-... nie, nie czuje się liderem, ale nie widzę nikogo innego, kto chciałby w tym momencie robić to co ja.- Powiedział, obserwując Brenne.-Wiec będę udawał, że mogę być głosem rozsądku i że wcale się nie boję. Nadal jestem zdania, że nie mam nic do stracenia. I nawet jeśli coś mi się stanie, ale dzięki temu uda mi się przekonać pięć osób, żeby przestały popierać Sama Wiesz Kogo, lub włączyły się jakoś w konflikt, to myślę, że warto. Statystycznie warto.- Wyjaśnił. Już dawno poukładał to sobie w głowie i na ten moment wydawało mu się, że jest gotowy aby ponieść możliwe konsekwencje.
-Mam tak bujną wyobraźnię, a jakoś nigdy nie poświęciłem kształtowaniu dość czasu.- Powiedział i uśmiechnął się nieco szerzej, kiedy więcej dmuchawców zaczęło porastać łąkę.- Jakie są twoje ulubione, Ziemniaczku? Kwiaty.- Zapytał, patrząc na Brenne błyszczącymi oczami, w których jak zwykle czaiły się chochliki rozbawienia.
Jeśli odpowiedziała, to spróbował je wyczarować. Jeśli nie, to wyobraził sobie frezje.
Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 43
Akcja nieudana
Akcja nieudana