Aryaman Birla
Aryaman przesunął palcem po swoim kołnierzyku, zaciągnął się papierosem i strzepnął go do popielniczki. Zgniótł końcówkę w dekadenckiej mieszance spalonych marzeń i kryształu, zagaszając żar. Nawet nie patrzył na smutne żetony, które mu pozostały.
— Gratulacje pani Lestrange. Mi najwidoczniej przyszło mieć szczęście w miłości tego wieczoru — jego głos zabrzmiał lepko, jak palce po miodowym deserze w cieniu drzew, gdy słońce spieka skórę i nadaje jej pięknego słonecznego zapachu, lniane sukienki wydymają się od bryzy morskiej, a na ustach osiada sól, smakowania przez drugie, jako przyprawa do deseru.
— Bądźcie spokojni. Nie zamierzam zastawiać sentymentalnych podarków z diamentami. Postawię na złoto, bo wielce się je szanuje i zdobywa się nim miłość. — Utkwił wzrok na Anthony'm i sięgnął na kark. Coś pstryknęło i Birla zdjął z szyi złotą obrożę, zawieszając sobie ją na palcu. — Pas. Żałuję, że nie można wymienić jej przy stole. Wrócę do państwa za kolejkę.
Spojrzenie, pionowe źrenice, nadal miał utkwione w swoim przyjacielu, jakby rzeczywiście bawili się w perwersyjną gierkę też poza spojrzeniami widowni, która mogła oglądać spektakl miękkich ruchów. Leniwy ruch, mrugnięcie i przeniesienie wzroku na Erika, prawie jakby go zapraszał do współuczestnictwa. W skórze Birli nie było to tak obleśne, ale nadal było, więc nie myślał o tym zbyt mocno, próbując zżyć się z rolą maskotki Shafiq'a, a wykluczyć to, co czyniło go Morpheusem, na przykład pokrewieństwo z Erikiem. Dopił swoje whisky, zamykając przy tym oczy. Chciał zobaczyć, jakie kto ma karty, tak dla sportu.
Nawet jego Anam Cara nie musiał wiedzieć, że to zrobił. *
Skłonił się damom i ruszył w stronę rzeczoznawcy, nadal balansując złoty okrąg na dwóch palcach.