18.07.2024, 23:19 ✶
Przy spadniętym Cameronie z Atreusem
Możliwe, że powinien jakoś bardziej zainterweniować, widząc zdenerwowanie u Camerona jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu, ale Basilius wątpił, by jego interwencja cokolwiek dała, zwłaszcza, że młody uzdrowiciel wydawał się być bardzo zdeterminowany, aby brać udział w wyścigu. Pozostało mu więc jedynie bardzo ostentacyjnie przywołać swoją torbę, a potem, na prośbę Atreusa, wystrzelić z różdżki tęczowe iskry na znak startu, mając nadzieję, że nikomu nie stanie się krzywda.
No i oczywiście komuś stała się krzywda i był to Cameron, bo prawdę mówiąc o pozostała dwójkę nieszczególnie sie martwił.
No i drugi medyk tego pięknego dnia spadł dzisiaj z miotły.
– Cholera – zaklął i ruszył szybko, szybciej niż zwykle, świetna była ta muszla, w stronę spadnietego uzdrowiciela, obok którego, szybciej od niego samego, zmaterializował się już Atreus. jego kuzyn robiłby w sumie za dobry przewóz rannych, jak tak teraz o tym mówił.
– Wiesz, ogólnie to jak się nie wie, jak się lata, to warto to robić powoli i nisko nad ziemią – rzucił na dzień dobry do Lupina, klękając przy nim. Nie mógł niestety powiedzieć, że się nie lata wcale. Nie gdy sam przed chwilą to zrobił, ale jednak z większą ostrożnością. – Co cię boli?
W sumie to nie musiał się długo przyglądać, aby zlokalizować źródło kontuzji u Camerona.
– Nastawię ci ją – oznajmił już cieplejszym tonem, ostrożnie próbując ocenić jak źle było z ręką młodego. I tak się kończu rumakowanie i uznawanie się za lepszych od starszych. Zerknął na Atreusa. – Patrz, niby młodsi od nas, a to jednak im się łatwiej kości łamią. Mógłbyś przeganiać wszystkich, którzy będa próbować przeszkadzać mi w pracy?
Możliwe, że powinien jakoś bardziej zainterweniować, widząc zdenerwowanie u Camerona jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu, ale Basilius wątpił, by jego interwencja cokolwiek dała, zwłaszcza, że młody uzdrowiciel wydawał się być bardzo zdeterminowany, aby brać udział w wyścigu. Pozostało mu więc jedynie bardzo ostentacyjnie przywołać swoją torbę, a potem, na prośbę Atreusa, wystrzelić z różdżki tęczowe iskry na znak startu, mając nadzieję, że nikomu nie stanie się krzywda.
No i oczywiście komuś stała się krzywda i był to Cameron, bo prawdę mówiąc o pozostała dwójkę nieszczególnie sie martwił.
No i drugi medyk tego pięknego dnia spadł dzisiaj z miotły.
– Cholera – zaklął i ruszył szybko, szybciej niż zwykle, świetna była ta muszla, w stronę spadnietego uzdrowiciela, obok którego, szybciej od niego samego, zmaterializował się już Atreus. jego kuzyn robiłby w sumie za dobry przewóz rannych, jak tak teraz o tym mówił.
– Wiesz, ogólnie to jak się nie wie, jak się lata, to warto to robić powoli i nisko nad ziemią – rzucił na dzień dobry do Lupina, klękając przy nim. Nie mógł niestety powiedzieć, że się nie lata wcale. Nie gdy sam przed chwilą to zrobił, ale jednak z większą ostrożnością. – Co cię boli?
W sumie to nie musiał się długo przyglądać, aby zlokalizować źródło kontuzji u Camerona.
– Nastawię ci ją – oznajmił już cieplejszym tonem, ostrożnie próbując ocenić jak źle było z ręką młodego. I tak się kończu rumakowanie i uznawanie się za lepszych od starszych. Zerknął na Atreusa. – Patrz, niby młodsi od nas, a to jednak im się łatwiej kości łamią. Mógłbyś przeganiać wszystkich, którzy będa próbować przeszkadzać mi w pracy?