18.07.2024, 23:55 ✶
przy ognisku z Alastorem, Alexandrem, Millie i Eden
- Ee... można tak powiedzieć, że ten. Ale tak, robię fasolki. To ja - rzucił, niby to skromnie, ale wciąż uśmiechając się do nowo poznanego mężczyzny z właściwą dla siebie ciepłota i wesołością, jakby nie miał żadnych zmartwień pod słońcem. - Bell? - Bertie się przez moment wyraźnie zastanawiał, obracając to nazwisko w głowie parę razy. - Czy przypadkiem nie od tych Bellów, którzy mają cyrk? Widziałem parę występów, ostatni chyba na Lammas, no był fantastyczny! W ogóle wszystkie te pokazy są takie łapiące za serce, albo sprawiają że człowiek wstrzymuje oddech, no coś pięknego... - rozmarzył się nawet troszkę, wspominając te ich wszystkie popisy, ale otrząsnął się wreszcie, przypomniawszy sobie o kiełbasie. - W sumie chyba mam dzisiaj ochotę na ognisko właśnie. Ze zaczarowane szczypce do grilla to nieziemska robota, ale co usiąść sobie z patykiem przy ognisku, to usiąść sobie z patykiem przy ognisku - pokiwał głową, uśmiechając się lekko.
- Nie spodziewałem się ani tego jak się zaprezentujesz na scenie - miał na myśli oczywiście całe swoje nieudane zaklęcie, jej zielone włosy i modyfikacje na ostatnią chwilę. - Tak samo jak i nie podejrzewałem, że zdzielisz tak biednego Morpheusa. Napisałem potem do niego czy jest cały i wysłałem mu fasolki, żeby mu tak źle nie było - westchnął, wyraźnie wciąż współczując Longbottomowi, nawet na samo tylko wspomnienie całej tej scenki z sabatu.
- Oh, Eden - westchnął i może w pierwszym momencie brzmiał, jakby podłapał jej wyraźnie zawoalowane intencje, ale wcale tak nie było. - To w sumie wręcz genialny pomysł! Prześwietny. Gdzie ja miałem głowę przez te wszystkie lata. Powiedz mi, masz może więcej takich pomysłów? Moglibyśmy się umówić na spotkanie i je omówić, co ty na to? - zapytał, wyraźnie powoli, acz stabilnie, nakręcając się na zapoczątkowany przez nią pomysł. - Że też wcześniej na to nie wpadłem. Na przykład w Azji wodorosty są jednym z podstawowych elementów diety. Morska woda może też brzmi kontrowersyjnie, ale w niektórych wysokopoziomowych restauracjach, gdzie eksperymentuje się z jedzeniem, coś takiego też nie powinno brzmieć aż tak szokująco...