19.07.2024, 15:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 22:39 przez Anthony Shafiq.)
Bunt żywiołów trwał w najlepsze.
Wielkie przerośnięte gówno, które próbowało ich zgnieść u Abbotów, a teraz to dziwaczne różane monstrum, które zdawało się być rozumną istotą. Rozumną istotą pragnącą ich krzywdy w dodatku, wszak nic nie zrobili chwastowi, a ten zaatakował pierwszy.
Mieli się wycofać. Powinni na siebie uważać. Powinni uważać na swoją reputację, oni – stateczni i szanowani polityce wespół z dwójką wybitnych naukowców Komnaty Tajemnic. Powinni.
Anthony przeżywał jednak teraz swoją drugą młodość, czy może nawet pierwszą, bo w Hogwarcie nie da się ukryć, że pozjadał wszelkie rozumy i zachowywał się nad wyraz dojrzale jak na swój wiek. Teraz jednak jego ciało wypełniała magia koktajlu hormonalnego złożonego z fenyloetyloaminy, noroadrenaliny, dopaminy i serotoniny. Więc teraz zamiast się przejmować i zachowywać jak dorosła i ostrożna osoba, gwizdnął z aprobatą na widok uskakującego Jonathana, niepomny na jego zacięty wyraz twarzy. A potem Selwyn przyjął postawę bojową i chlasnął w potwora płomieniem, co wywołało u Anthony'ego niekontrolowaną absolutnie salwę śmiechu - mieszaniny ulgi i ekscytacji, reakcją na zagrożenie, które finalnie okazało się wyborną zabawą. Jeźdźcy apokalipsy. Wypadałoby sprowadzić na ziemię chociaż trochę chaosu, jeśli tak zamierzali nadal się tytułować.
Dodajmy, że nie martwił się o to, że spalą kogoś postronnego. W tej szklarni z pewnością nikt nie przeżyłby spotkania z różą.
– Incendio! – dołączył do szerzenia pożogi, choć wciąż chichotał, możliwym więc było całkiem, że zaklęcie nie pójdzie po jego myśli, nawet jeśli smocze serce znajdujące się w trzonie jego różdżki aż śpiewało z możliwości uwolnienia swojego potencjału, swojej destrukcyjnej natury.
Wielkie przerośnięte gówno, które próbowało ich zgnieść u Abbotów, a teraz to dziwaczne różane monstrum, które zdawało się być rozumną istotą. Rozumną istotą pragnącą ich krzywdy w dodatku, wszak nic nie zrobili chwastowi, a ten zaatakował pierwszy.
Mieli się wycofać. Powinni na siebie uważać. Powinni uważać na swoją reputację, oni – stateczni i szanowani polityce wespół z dwójką wybitnych naukowców Komnaty Tajemnic. Powinni.
Anthony przeżywał jednak teraz swoją drugą młodość, czy może nawet pierwszą, bo w Hogwarcie nie da się ukryć, że pozjadał wszelkie rozumy i zachowywał się nad wyraz dojrzale jak na swój wiek. Teraz jednak jego ciało wypełniała magia koktajlu hormonalnego złożonego z fenyloetyloaminy, noroadrenaliny, dopaminy i serotoniny. Więc teraz zamiast się przejmować i zachowywać jak dorosła i ostrożna osoba, gwizdnął z aprobatą na widok uskakującego Jonathana, niepomny na jego zacięty wyraz twarzy. A potem Selwyn przyjął postawę bojową i chlasnął w potwora płomieniem, co wywołało u Anthony'ego niekontrolowaną absolutnie salwę śmiechu - mieszaniny ulgi i ekscytacji, reakcją na zagrożenie, które finalnie okazało się wyborną zabawą. Jeźdźcy apokalipsy. Wypadałoby sprowadzić na ziemię chociaż trochę chaosu, jeśli tak zamierzali nadal się tytułować.
Dodajmy, że nie martwił się o to, że spalą kogoś postronnego. W tej szklarni z pewnością nikt nie przeżyłby spotkania z różą.
– Incendio! – dołączył do szerzenia pożogi, choć wciąż chichotał, możliwym więc było całkiem, że zaklęcie nie pójdzie po jego myśli, nawet jeśli smocze serce znajdujące się w trzonie jego różdżki aż śpiewało z możliwości uwolnienia swojego potencjału, swojej destrukcyjnej natury.
Kształtowanie II na magiczny ogień
Rzut N 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!