— Ja dowiedziałem się, że ten mężczyzna jest politykiem i filantropem. Wykonuje zawód, który pozwala mu na decydowanie o tym, co może być legalne w naszym świecie. Handel magiczny. — Odpowiedział na słowa swojej przyjaciółki, chociaż dopuszczał do świadomości to, że to nie będzie właściwe dla niej skojarzenie. Przecież Olivia nie musiała interesować się polityką. Jak dotąd nie zdradzała jakiegokolwiek zainteresowania tym aspektem świata czarodziejów, choć pozory mogły mylić. Jego polityka nieszczególnie interesowała.
Nie ukrywał, że w tym momencie najbardziej interesowała reakcja przyjaciółki na podarowane jej książki. To och, szeroki uśmiech i ten uścisk były tym, czego w jakimś stopniu oczekiwał. Było to bardzo miłe. Trzymając koszyk objął przyjaciółkę ramieniem, uśmiechając się radośnie.
— Cała przyjemność po mojej stronie. Z tymi książkami masz szansę nie tylko wywoływać bólu brzucha u swoich gości, ale również stać się doskonałą kucharką. — Zapewnił ją co do swoich intencji. Pozostawał optymistą, co do powziętego przez Olivię zamiaru. Gotowanie nie było tak trudne, jak się wydawało. W większości przypadków należało postępować według przepisu. Wtedy wszystko będzie dobrze. — Bardzo miło mi to słyszeć. — Po otrzymywaniu przyjacielskiego buziaka mógł uznać to za najlepsze podziękowanie, na jakie mógł liczyć. Nie było co doszukiwać się w tym geście drugiego dna.
— Jeśli ty twierdzisz, że żyjesz pod kamieniem to ja również... wiem tyle, że jest kapłanką. Tak jest napisane na okładce. Nie mogę powiedzieć, czy ona nawet istnieje i czy naprawdę ma na imię Fantazja. Kupiłem te książki na stoisku kowenu. — Odpowiedział półszeptem. Nie mógł powiedzieć, aby spotkał kapłankę Fantazję osobiście.
Mimo prowadzenia rozmowy z Olivią, Leon zwrócił uwagę na małe zamieszanie z udziałem jednej z klientek i jej towarzysza. Postanowił się w to nie wtrącać dopóki nie będzie tego wymagać sytuacja. Nie było to jego stoisko i nie został poproszony o pomoc.