19.07.2024, 23:58 ✶
Umieram wewnętrznie
– Nie trzeba – rzucił do Brenny i wskazał swoją torbę, z której zaraz wyciągnął odpowiedni eliksir. – Sam wziąłem. Tak na wszelki wypadek... – Jakbyś na przykład ty się potłukła. Lub ktoś inny.
Spojrzał na Camerona z pewnym powątpiewaniem i pokręcił głową.
– Draśnięcie. Nie, to jest draśnięcie – wskazał na swój nadgarstek z niewielim zadrapaniem po upadku w piasek, a następnie wycelował palcem w rękę Camerona. – To jest złamanie.
Nagle coś zaczęło bardzo głośno biec po piasku. Odwrócił się na chwilę i aż rozbolała go głową, gdy zobaczył swój koszmar z Widermere teraz w akcji.
– A to najwyraźniej jest niedźwiedź – mruknął pod nosem w przeciwieństwie do Camerona umierając jedynie psychicznie i skierował spojrzenie na Heather. – Tak będzie żył. Szybko się zrośnie – zapewnił rudowłosa czarownicę, ale tak naprawdę ich oboje i skupił swoją całą uwagę na Lupinie.
– Jesteś pewny? – spytał spokojnie wyciągając różdżkę na wzmiankę, że chłopak nie chciał iść do szpitala. Nie, aby mu nią zagrozić oczywiście. Po prostu trzeba było nastawić rękę odpowiednim zaklęciem. – Cameronie, powinieneś chociaż odpocząć w domu. To nie będzie dla ciebie przyjemne kilka godziny.
Tekstu o tym, że czarodziej nie wziął pod uwagę wszystkich czynników po prostu nie skomentował. Nie warto było już za bardzo młodemu dopiekać, zwłaszcza że pewnie, prędzej czy później, i tak podejdzie tutaj Florence.
Złapał lepiej różdżkę.
– No dobrze. Nastawię ją na trzy – oznajmił, dalej mówiąc spokojnie tak by nie dokładać młodszemu uzdrowicielowi dodatkowego stresu. – Raz, dwa... – I wbrew wszelkim zasadom mówienia zrobię coś na trzy, Prewett naprawdę nastawił rękę dopieo po tym, jak powiedział trzy.