09.01.2023, 18:26 ✶
Ojciec Fergusa nadal był nieobecny, zajmując się matką po wczorajszym wypadku z kociołkiem, gdy Celestyna Warbeck weszła zbyt mocno. Nadal śmieszył go ten rodzinny żart, choć wiedział, że powinien bardziej martwić się swoimi rodzicami. Jego mamie coraz częściej zdarzały się pomyłki w pracy, co świadczyło, że chyba zbliżał się czas emerytury. A z drugiej strony mógł skorzystać z tego, że i Geraint gdzieś zniknął, więc sklep pozostał w jego rękach. Ojciec w życiu by na to nie pozwolił, ale czego oczy nie widziały… I całe szczęście, że go tu nie było, bo gdyby zobaczył, w jakim stanie znalazły się drzwi do biura i że zionęła w nich gigantyczna dziura po wcześniej roztopionym zamku, chyba rozniósłby Fergusa na miejscu. Przyglądał się temu, siedząc na biurku i uśmiechając się głupio do kubka kawy. W tle leciała cicha muzyka z gramofonu, który przytargał z domu z pomocą paru zaklęć zmniejszających, by zbytnio się nie nadźwigać. Za nic nie potrafił skupić się na robocie, więc i za nic się nie zabierał. Szukał w głowie wymówek, jak wytłumaczyć rodzinie zniszczenia, ale jego myśli wciąż uciekały w zupełnie innym kierunku. Potrzebował czegoś, co by go rozproszyło i pozwoliło powrócić do rzeczywistości, ale jednocześnie tego nie chciał. Czy to normalne?
Dzyń, dzyń. Dzwonek sprawił, że drgnął, odstawiając dawno wystygłą kawę i zsuwając się na podłogę, by wyjrzeć z biura, kogo przywiało do sklepu. Nie spodziewał się dziś nikogo znajomego, ojciec krzyczałby już od wejścia, a wuj wyklinał dzwonek, który go drażnił. Musiał to zatem być jakiś klient.
- Dzień dobry – odparł na przywitanie, choć kusiło go powiedzieć po prostu cześć. Nie tylko ze względu na wiek kobiety, ale również dlatego, że wydawała mu się dziwnie znajoma. Kojarzył tę twarz, musiał ją gdzieś już widzieć, ale nie potrafił przypisać jej żadnego nazwiska. – W czymś pomóc? – dopytał, unosząc brew i oparł się na ladzie po przeciwnej stronie. Część włosów wywinęła mu się spod frotki, opadając na twarz i przesłaniając oczy, więc je odgarnął. Liczył na to, że załatwi sprawę szybko, bo gdy tylko znalazł sposób na odwrócenie uwagi, dotarło do niego, że zdecydowanie wolał pogrążać się we własnych myślach. Skąd on ją, na brudne gacie Merlina, znał?
Dzyń, dzyń. Dzwonek sprawił, że drgnął, odstawiając dawno wystygłą kawę i zsuwając się na podłogę, by wyjrzeć z biura, kogo przywiało do sklepu. Nie spodziewał się dziś nikogo znajomego, ojciec krzyczałby już od wejścia, a wuj wyklinał dzwonek, który go drażnił. Musiał to zatem być jakiś klient.
- Dzień dobry – odparł na przywitanie, choć kusiło go powiedzieć po prostu cześć. Nie tylko ze względu na wiek kobiety, ale również dlatego, że wydawała mu się dziwnie znajoma. Kojarzył tę twarz, musiał ją gdzieś już widzieć, ale nie potrafił przypisać jej żadnego nazwiska. – W czymś pomóc? – dopytał, unosząc brew i oparł się na ladzie po przeciwnej stronie. Część włosów wywinęła mu się spod frotki, opadając na twarz i przesłaniając oczy, więc je odgarnął. Liczył na to, że załatwi sprawę szybko, bo gdy tylko znalazł sposób na odwrócenie uwagi, dotarło do niego, że zdecydowanie wolał pogrążać się we własnych myślach. Skąd on ją, na brudne gacie Merlina, znał?