20.07.2024, 03:42 ✶
Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że on naprawdę przez większość czasu był spokojny i rozsądny. Nie tak rozsądny, jak chciałby być, ale jednak Prewettowi zazwyczaj nie brakowało oleju w głowie i często sam z siebie wybierał po prostu tę najbardziej bezpieczną dla wszystkich opcję. Nawet, gdy był młodszy.Po prostu czasem... Czasem i on potrzebował, by zaryzykować, by zrobić coś może nie do końca odpowiedzialnego, ale z jakiegoś powodu właściwiego, a że często nie mógł tego zrobić, a frustracja jedynie gromadziła się... Potem to jakoś tak samo z siebie wybuchało i nagle znajdować się pod ziemią, lub bez pieniędzy w kasynie. Podobnie było w dziedziństwie. Przez większość czasu siedział grzecznie i układał puzzle lub czytał książkę, bo tego chciał. Bo go to bawiło. Potem jednak widział, jak jego kuzyni się wygłupiają i też tak chciał, ale wiedział, że nie mógł. Tylko, że to uczucie nie znikało, a zamiast tego kumulowało się, tak że ostatecznie kończył robiąc coś jeszcze bardziej ryzykowanego. Na przykład wchodził na drzewo i z niego spadał.
Zresztą...
Czym innym były dla wygłupy i bezsensowne zabawy, a czym innym pomoc w znalezieniu zaginionego historyka magii w oszalałym lesie. Może dobrze, że nie wspomniał Florence o niedźwiedziu.
Basilius wciąż przygladał się trzymanej przez siebie miotle, a nieprzyjemne myśli, jakoś tak zeszły na drugi plan. Sam nieszczególnie latał na miotle, nawet w Hogwarcie – podobno nie byłoby to dobre dla jego zdrowia, zwłaszcza gdy miał te jedenaście lat. Udało mu się jednak załapać na jedną lub dwie lekcje podczas wakacji, gdy ktoś z rodziny latał dla zabawy.
– Hm... – mruknął, przyglądając się przedmiotowi z jakąś nostalgią i rozbawieniem. – Chyba próbowałem kiedyś wmówić Atreusowi, że wasi rodzice tak naprawdę znaleźli go kiedyś w lesie wraz z tą miotłą i liścikiem, że mogą go sobie wziąć. – Zmarszczył brwi. – A potem Electrze.
Laurenta i Icarusa chyba nigdy tak nie wkręcał. O tego pierwszego, jakoś zawsze za bardzo się martwił, a z tym drugim dzieliła go zbyt mała różnica wieku, aby się nabrał.
– Tak, bardzo wątpię by latała. Nadszedł jej czas – stwierdził po czym, jedynie dla zabawy, przymierzył się do siadu, tak jakby naprawdę miał na niej polecieć. Miotła ku jego zdziwienie jednak drgnęła i zanim Basilius zdążył się odsunąv, już był metr nad ziemią, łapiąc się na szybko drewnianego uchwyty. Serce zabiło mu mocniej, a on sam musiał odetchnął głęboko. Na całe szczęście miotła się zatrzymała.
– Wygląda, że jednak lata – powiedział, nieco rozbawiony w stronę Florence, gdy już pierwsze zaskoczenie minęło. – Chyba nie ma co dalej ryzykować. – I już miał schodzić. Bulstrode była mu świadkiem, że przecież chciał znaleźć się bezpiecznie na ziemi i nie robić niczego głupiego, kiedy miotła najwyraźniej miała inne zamiary i postanowiła nagle ponieść go jeszcze wyżej, ruszając przed siebie, wbrew jakiemukolwiek życzeniu Prewetta.
Zresztą...
Czym innym były dla wygłupy i bezsensowne zabawy, a czym innym pomoc w znalezieniu zaginionego historyka magii w oszalałym lesie. Może dobrze, że nie wspomniał Florence o niedźwiedziu.
Basilius wciąż przygladał się trzymanej przez siebie miotle, a nieprzyjemne myśli, jakoś tak zeszły na drugi plan. Sam nieszczególnie latał na miotle, nawet w Hogwarcie – podobno nie byłoby to dobre dla jego zdrowia, zwłaszcza gdy miał te jedenaście lat. Udało mu się jednak załapać na jedną lub dwie lekcje podczas wakacji, gdy ktoś z rodziny latał dla zabawy.
– Hm... – mruknął, przyglądając się przedmiotowi z jakąś nostalgią i rozbawieniem. – Chyba próbowałem kiedyś wmówić Atreusowi, że wasi rodzice tak naprawdę znaleźli go kiedyś w lesie wraz z tą miotłą i liścikiem, że mogą go sobie wziąć. – Zmarszczył brwi. – A potem Electrze.
Laurenta i Icarusa chyba nigdy tak nie wkręcał. O tego pierwszego, jakoś zawsze za bardzo się martwił, a z tym drugim dzieliła go zbyt mała różnica wieku, aby się nabrał.
– Tak, bardzo wątpię by latała. Nadszedł jej czas – stwierdził po czym, jedynie dla zabawy, przymierzył się do siadu, tak jakby naprawdę miał na niej polecieć. Miotła ku jego zdziwienie jednak drgnęła i zanim Basilius zdążył się odsunąv, już był metr nad ziemią, łapiąc się na szybko drewnianego uchwyty. Serce zabiło mu mocniej, a on sam musiał odetchnął głęboko. Na całe szczęście miotła się zatrzymała.
– Wygląda, że jednak lata – powiedział, nieco rozbawiony w stronę Florence, gdy już pierwsze zaskoczenie minęło. – Chyba nie ma co dalej ryzykować. – I już miał schodzić. Bulstrode była mu świadkiem, że przecież chciał znaleźć się bezpiecznie na ziemi i nie robić niczego głupiego, kiedy miotła najwyraźniej miała inne zamiary i postanowiła nagle ponieść go jeszcze wyżej, ruszając przed siebie, wbrew jakiemukolwiek życzeniu Prewetta.