09.01.2023, 20:15 ✶
- Ale nadal może boleć – sam jej to przecież przyznał, że może trudno go zabić, ale ból nadal istnieje. Victoria… Wcale nie chciała żeby go bolało, szczerze, nie życzyła mu przecież źle. Nie chciała, żeby Eryk go katował. Nie chciała też, żeby odczuwał ból zadawany przez kogokolwiek innego. A skoro sam się zaoferował, by ją osłaniać, to było w tym coś miłego – nawet jeśli wiedziała, że to nie było bezinteresowne. - Klątwa łaskotek może cię wywalić z kapci i przerzucić na drugi koniec pokoju – Rictusempra to nie było tylko śmieszne łaskotanie. A taniec-wygibaniec… ha! Ileż zamieszania to mogło zrobić. - Ale zdaję sobie z tego sprawę, wiesz? Wiem jak to wygląda. Jestem gotowa – Sauriel chyba zapomniał, że jej codziennością było ściganie czarnoksiężników, walka z nimi. A więc i bronienie się przed nimi. I to nie było tak, że przyjmowali cię do pracy aurora po szkole i cześć – nie. Przecież najpierw musiała pracować jako brygadzistka w Brygadzie Uderzeniowej, dopiero po czasie mogła złożyć swoją kandydaturę na aurora – i wtedy przechodziła trzyletni (!) kurs. Trzy lata się do tego uczyła, szkoliła, obserwowała, wykonywała polecenia i chodziła na akcje z aurorami. Nie była nieopierzona, to nie była jej pierwsza akacja. Ale miała wrażenie, że Sauriela zwodzi jej niepozorny i schludny wygląd.
- Byłoby więcej do podziwiania, gdyby nie był tak zakryty – hooh, myślał, że ją zawstydzi? Że się zamknie? Zająknie? Nie będzie wiedziała co mu odpowiedzieć? Czy może badał dalej sytuacje, na ile może sobie przy niej pozwolić? Victoria starała się dotrzymać mu tempa i nie chodziło wcale o to, że miał dłuższe nogi więc stawiał dłuższe i szybsze kroki niż ona. Tym niemniej… Gdyby się teraz odwrócił, to spąsowiałaby lekko dopiero pod ciężkim spojrzeniem, bo póki co brzmiało to tak, jakby nie do końca odfiltrowała co sama gada.
- Cykasz się? – przymrużyła lekko oczy, ale już faktycznie chciała wysforować się na przód, skoro Sauriel nagle zmienił zdanie, ale jednak się ruszył. - Och, ależ pan jest dobrze wychowany, panie Rookwood – podjęła tę glupią, bezsensowną wręcz giereczkę – tę gdzie czarnowłosy mial na twarzy przyklejony ten nieprawdziwy uśmiech i udaje kulturalnego dżentelmena przepuszczającego panie w drzwiach. - Taki mężczyzna to skarb – paplała dalej i pod koniec nawet prychnęła, ale nie jak rozjuszona kotka, tylko jakby próbowała powstrzymać śmiech. - Mam też inne zalety, jakbyś był zainteresowany.
- Byłoby więcej do podziwiania, gdyby nie był tak zakryty – hooh, myślał, że ją zawstydzi? Że się zamknie? Zająknie? Nie będzie wiedziała co mu odpowiedzieć? Czy może badał dalej sytuacje, na ile może sobie przy niej pozwolić? Victoria starała się dotrzymać mu tempa i nie chodziło wcale o to, że miał dłuższe nogi więc stawiał dłuższe i szybsze kroki niż ona. Tym niemniej… Gdyby się teraz odwrócił, to spąsowiałaby lekko dopiero pod ciężkim spojrzeniem, bo póki co brzmiało to tak, jakby nie do końca odfiltrowała co sama gada.
- Cykasz się? – przymrużyła lekko oczy, ale już faktycznie chciała wysforować się na przód, skoro Sauriel nagle zmienił zdanie, ale jednak się ruszył. - Och, ależ pan jest dobrze wychowany, panie Rookwood – podjęła tę glupią, bezsensowną wręcz giereczkę – tę gdzie czarnowłosy mial na twarzy przyklejony ten nieprawdziwy uśmiech i udaje kulturalnego dżentelmena przepuszczającego panie w drzwiach. - Taki mężczyzna to skarb – paplała dalej i pod koniec nawet prychnęła, ale nie jak rozjuszona kotka, tylko jakby próbowała powstrzymać śmiech. - Mam też inne zalety, jakbyś był zainteresowany.