Morpheus stawał się przejrzysty coraz bardziej, najpierw znikały mu kończyny, stając się półprzezroczyste, a później reszta ciała, aż jego obecność dało się oznaczyć jedynie unoszącym się w powietrzu kieliszkiem. Nie czuł nic, ale sam nie mógł dojrzeć swoich palców. Sięgnął jeszcze, chociaż nieco niewprawnie, jak śmiesznie, gdy nie widać, gdzie dokładnie jest ręka, po kolejny kawałek grillowanego boczku. Wychował się w Warowni, a to obligowało do bycia mięsożercą i polubienia się z pewnego rodzaju odstępstwami od arystokratycznej normy. Wataha wilków bardziej niż sztywniaki z balów charytatywnych, a Morpheus też miał swoją specjalny płat w mózgu, zwany Płatem Longbottoma, który odpowiadał za wyłączanie myślenia.
— To chyba ten drink — stwierdził, kończąc go na raz i odkładając na stolik ostrożnie, aby przez przejrzystość niczego nie zbić.
— Nie jestem aż tak niski — burknął na Jonathana, po czym kontynuował, jak gdyby nigdy nic. — Martwię się o nich, już raz wycelowano atak w Thomasa, a na służbie nie jest trudno...
Głos mu się urwał i chociaż nie mogli tego zobaczyć, ostatnie słowo brzmiało głucho i tak szczególnie obco, wiedząc, że wieszczy. Przypatrywał się pustym spojrzeniem w plamy po swoim wylanym piwie, w piasek, którego kryształy rozsypywały się na wietrze nadchodzącym z morza. W wietrze i tym, co mówiły diuny, kryła się bardzo często przyszłość.
Profil (nowy znajomy)
Filiżanka (nagroda za pracę)
Otrząsnął się, dosłownie, czego towarzysze jego rozmowy też nie mogli zobaczyć, bo nadal był głosem bogów, przepowiednią niesioną przez wiatr.
— Jonathan, poznasz kogoś nowego, a Ty, Clemensie dostaniesz nagrodę za swoją pracę. Może gratis do tej wypchanej mantykory co będzie straszyć bardziej niż twoja twarz.