— Wezmę tylko jedną, wielebny, o oceniającej Matce, ale poproszę też... Książkę kucharską jeszcze i kolorowankę. — poprosił i już miał zapytać o cennik egzorcyzmów oraz wizytę domową, gdy usłyszał znajomy. Wyciągnął rękę z zapłatą w stronę kapłana, patrząc na nowoprzybyłych. — Reszty nie trzeba...
Antoniusz i Lorien to jedno, znał oboje długo, nawet jeżeli z Antoniuszem utrzymywali, że to tylko luźna znajomość. Zobaczył jednak ducha swojej przeszłości czy raczej, nasienie tego ducha. Krew spłynęła mu z twarzy na widok panny Mulciber. Wszędzie by rozpoznał te rysy, które dzieliła ze swoim ojcem. Wszędzie rozpoznałby rysy kobiety, która odebrała mu jego szczęście. Chyba musiał się napić, ale nie mógł teraz zawrócić do Chateau de Dragons.
Kolejna noc, po której wpisuję w sennik twoje nazwisko. Kolejna noc, po której zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się zapomnieć. Mam w gabinecie sto dwadzieścia osiem zegarów. Napisałem już tyle artykułów o upływie czasu, mierzyłem go na tyle sposobów, zaczytywałem się w we wszystkich możliwych próbach jego ujęcia.
Próbował nie słyszeć jego głosu w myślach. Wyobrażenia o jego głosie. Bolała go głowa, coraz silniej, hałas, brokat, za dużo wszystkiego, a teraz jeszcze spokój oazy kowenu naruszyła ona. Dowód jego słabości. Wielokrotnie zastanawiał się, czy gdyby jego zmieniacz czasu działał na więcej godzin, gdyby mógł bardziej się cofnąć, czy poświęciłby życie Lyssy dla swojego szczęścia. Odpowiedź brzmiała: tak.
Dlatego się utrzymał na twarzy uśmiech.
— Wygłupy Brygady Uderzeniowej i brokat. Nawet chłoszczyć nieszczególnie dobrze daje sobie z nim radę. Lorien, mon coeur, jak dobrze cię widzieć. Małżeństwo ci służy. Kim jest twoja towarzyszka, czy to twoja pasierbica? — zapytał, gotów ucałować dłoń nie tej Mulciber, udając, że nie wie, na kogo patrzy. Ucałował policzki kobiety. Jego wzrok, który Anthony znał na wskroś dobrze, mógł kłamać dla wszystkich, ale przyjaciel wiedział, że Morpheus chce się ulotnić, jak najszybciej.