Ruda nie do końca była zadowolona z tego, jak to wszystko się potoczyło. Powinna zamknąć Camerona w namiocie i sama wziąć udział w wyścigu. Mądra jednak Heather po szkodzie... Właściwie to nie do końca spodziewała się, że może się to skończyć aż tak źle, wiedziała, że Lupin nie jest jakoś super sprawny fizycznie, ale nie spodziewała się, że z jego formą jest aż tak źle. Cóż, będą musieli trochę nad tym popracować bo nie była to pierwsza sytuacja, w której przez to zrobił sobie krzywdę.
Udało jej się przepchnąć do niego mimo tłumu, który go otaczał. Była zmartwiona, w sumie to trochę zmartwiona, a trochę wkurwiona, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Nie miała zamiaru jednak robić mu tu scen przy wszystkich, na pewno powie mu co o tym myśli trochę później, bo nie zamierzała udawać, że nic się nie stało.
- Spadłeś z miotły dla mnie, niezła próba. - Nie powinna może mu teraz jeszcze dogryzać, ale nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Cameron powinien mieć świadomość, że akurat w tym przypadku nie musiał w ogóle angażować się w ten wyścig, latanie na miotle było czymś, co potrafiła robić z zamkniętymi oczami, bez mniejszego problemu by to wygrała, a teraz musieli martwić się jego stanem zdrowia.
Basilius zastosował wszystkie środki jakie miał pod ręką, aby uśmierzyć ból Camerona. Heather podziękowała mu za to, że doprowadził go do względnego porządku.
- Idziemy do domu? - Cóż, nie wydawało jej się, żeby dobrym pomysłem było pozostanie na imprezie, na pewno chłopaka bolała ta ręka, ale wolała się upewnić co o tym sądzi. Nie miała pojęcia dlaczego tak dziwnie się dzisiaj zachowywał - jakby postradał rozum.