Ręce mu opadły. Nie dosłownie, bo trzymał kieliszek, ale metaforycznie już tak. Czy to już zaliczało się do jakichś magicznych fenomenów ostatniego miesiąca, że dawna miłość pobudzała ogień, niekoniecznie miłości, wysyłając odpowiednio skonstruowany list?
— Za chwilę wydepczesz sobie dziurę w dywanie i gdzie drugi taki znajdziesz? — zapytał go. I on również westchnął. — Dwa pytania. Po pierwsze, wybacz mi i nakarm moją ciekawość, jak wygląda taki układ, przecież im nic nie działa — wskazał kieliszkiem okolice własnego krocza, nawiązując do faktu, że brak pulsu jest ściśle związany z brakiem erekcji oraz ostatecznie ejakulacji.
Miał na twarzy to samo spojrzenie, jak wiele lat temu, gdy Alcuin zaczął otwarcie przy nich mówić o tym, co Antoniusz powinien zrobić i jak powinno żyć i jak zamierza protestować wobec małżeństwa Shafiq'a z Edith. I chociaż w przypadku wilkołaków miał bardzo liberalne poglądy, zakorzenione w hipokryzji bliskiego pokrewieństwa z jednym i znajomości i z innymi, na przykład z Verą Travers. W przypadku jednak wampirów zastanawiał się, na ile ich egzystencja jest możliwa do określenia jako ludzka, a na ile są to standardy duchów, dusz które już nie do końca są istotami rozumnymi. Nie mają pulsu, nie żyją. W formie czysto teoretycznej potrafił znaleźć zrozumienie dla pragnienia stania się wilkołakiem, natomiast przy bladolicych pijawkach wola życia uciekała kominem.
— Moje drugie pytanie to... Jak ci pomóc się go pozbyć. Nie zamierzam biernie czekać, aż wydłubie mi trzecie oko. Mówię tutaj zarówno o ścieżce legalnej, jak i nieco mniej.
Założył nogę na nogę i postukał paznokciem w kieliszek wyczekująco. Nie próbował rozwiać ciężkiej atmosfery. Prawdą było, że w przypadku Morpheusa, mógł wyrządzić poważną krzywdę, po prostu przemieniając go w jednego z nocnych wędrowców. Pal licho fakt niesprawności seksualnej, ale Morpheus składała się w połowie przynajmniej z jasnowidzenia, daru który znikał, co udowodniono w wielu pracach naukowych, w przypadku nabycia klątwy lykantropii lub wampiryzmu. Oto jeden z największych strachów Morpheusa zaglądał mu w oczy.