21.07.2024, 08:04 ✶
Pan Robert.
Lorien zacisnęła usta w wąską kreskę, bliska wyprowadzenia Richarda z pokoju w tej samej sekundzie. Ale to by tylko pogorszyło sytuację. Musiała więc siedzieć i znosić upokorzenia i opowieści o cholernych kurach. Czy innych cyrkowcach.
Mogła tylko liczyć, że szwagier wykaże się odrobiną zdrowego rozsądku i nie przesadzi. Trzeba było dać Sophie te głupie żetony i zostawić sprawę w spokoju. Kilkadziesiąt galeonów wte czy we wte. Idiotka. Dała się podejść jak dziecko. A teraz będzie musiała jeszcze przekonać panią Delacour, że tym razem jest zupełnie inaczej. Pozostali nigdy nie awansowali do pozycji męża prawda?
- Radzimy sobie.- Odpowiedziała łagodnie, choć prawdopodobnie każdy przy stole mógł zauważyć, że temat dla pani Mulciber był wyjątkowo niezręczny. Nie była w stanie nim manipulować tak jak opowieściami o szczęśliwym małżeństwie, radości z obserwowania jak jej pasierbica dorasta. Fakt, nie była pogrążona w żałobie, bo Lorien zwyczajnie nie miała w życiu na nią czasu. Odchorowała swoje, odsunęła od siebie kompletnie Roberta i wróciła do codziennej pracy jak gdyby nic się nie stało. Ale to była ostatnia rzecz, o której miała ochotę rozpowiadać przy ruletce. Do jasnej cholery, gdzie to wino?!
- Dziękuję Agnes.- Powiedziała tym samym tonem co wcześniej, tym razem jednak kurczowo zaciskając palce na kolanach, mnąc czerwony materiał sukienki. Magipsychiatra? Tylko tego jej jeszcze było potrzeba! Weź się w garść idiotko. To tylko głupia paplanina Delacour.- Pozwól, że porozmawiamy o tym później, dobrze? W bardziej… kameralnym gronie.- Dwuosobowym najlepiej.
Już się nie uśmiechała. Ale z drugiej strony nie strąciła też jej ręki, pozwalając na kontakt tak długo jak to było konieczne. Nawet jeśli cichy głosik w głowie kazał jej stamtąd uciekać. Nie spodobało jej się spojrzenie rzucone przez pasierbicę, ale odpowiedziała jej tylko ostrzegawczym uniesieniem brwi. Biedna Sophie wychowana przy Robercie musiała doskonale wiedzieć, kiedy w czyimś spojrzeniu kryła się cicha nagana. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy ile Lorien tym wszystkim ryzykowała - o czym Agnes mogła zacząć rozpowiadać na lewo i prawo. Tajemnice, które na zawsze powinny zostać zamknięte gdzieś tam na Morzu Północnym. Z dala od świata i innych ludzi. Wszystko to by odciągnąć choć trochę uwagę stołu od cholernego Wydarzenia Randkowego.
Próba nieszczególnie udana, bo oto słyszały opowieść o zaaranżowanym małżeństwie jakiejś Marcelle ze starszym mężczyzną. Wielkie ay way. Nie odpowiedziała nic na tą historię, bo… Nie miała po prostu nic do powiedzenia. Bez względu na ogromne starania matki, ojciec zawsze trzymał swoją jedyną córkę z dala od całego aranżowanego cyrku. Nawet kosztem bycia jednym z nielicznych czystokrwistych facetów starego pokolenia, którym faktycznie zależało na szczęściu swoich dzieci - w tym przypadku raczej jednak życiu.
Przeniosła spojrzenie na Camille, jej już z kolei słuchając z zainteresowaniem. Głównie wyłapując nazwisko Anthony’ego. Z drugiej jednak strony coś musiało być na rzeczy między nią, a tym chłopakiem od Sophie. Rzuciła młodszej Delacour pytające spojrzenie, ale nie odezwała się ani słowem. Już wystarczyło, że jedną z nich Agnes wzięła pod ostrzał.
Nie zdążyła wyprowadzić Celine z błędu, ale na szczęście nie była to rzecz na której musiała się specjalnie skupić. Richard zainterweniował, a Lorien jedynie skinęła nowoprzybyłym kobietom głową na przywitanie. Wyjątkowo zaaferowana wszystkim innym co działo się przy stole i na stole. Miała się grzecznie usunąć, sprzedać historyjkę o tym, że musi porozmawiać z kilkoma ludźmi zanim ci oddadzą się morzu alkoholu, ale Agnes zarządziła ostatnią rundę. Ostatnią, a może potencjalnie i jedną z kolejnych? Okay. Mogła jeszcze moment zostać.
Upiła wina, odstawiając kieliszek na tyle bezpiecznie, by nie zdołał się przewrócić przy nieuważnym ruchu.
- Czarne.- Zadecydowała nagle, bardziej mówiąc do samej siebie niż kogokolwiek konkretnego przy stole. Nawet jeśli cały wieczór obstawiała czerwienie, teraz czuła znajomą potrzebę zmiany. Jakiejkolwiek. Przesunęła na czarne pole 5 żetonów. Następnie po pięć na liczby 13, 2, 28. Żadne szczególne liczby.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Lorien zacisnęła usta w wąską kreskę, bliska wyprowadzenia Richarda z pokoju w tej samej sekundzie. Ale to by tylko pogorszyło sytuację. Musiała więc siedzieć i znosić upokorzenia i opowieści o cholernych kurach. Czy innych cyrkowcach.
Mogła tylko liczyć, że szwagier wykaże się odrobiną zdrowego rozsądku i nie przesadzi. Trzeba było dać Sophie te głupie żetony i zostawić sprawę w spokoju. Kilkadziesiąt galeonów wte czy we wte. Idiotka. Dała się podejść jak dziecko. A teraz będzie musiała jeszcze przekonać panią Delacour, że tym razem jest zupełnie inaczej. Pozostali nigdy nie awansowali do pozycji męża prawda?
- Radzimy sobie.- Odpowiedziała łagodnie, choć prawdopodobnie każdy przy stole mógł zauważyć, że temat dla pani Mulciber był wyjątkowo niezręczny. Nie była w stanie nim manipulować tak jak opowieściami o szczęśliwym małżeństwie, radości z obserwowania jak jej pasierbica dorasta. Fakt, nie była pogrążona w żałobie, bo Lorien zwyczajnie nie miała w życiu na nią czasu. Odchorowała swoje, odsunęła od siebie kompletnie Roberta i wróciła do codziennej pracy jak gdyby nic się nie stało. Ale to była ostatnia rzecz, o której miała ochotę rozpowiadać przy ruletce. Do jasnej cholery, gdzie to wino?!
- Dziękuję Agnes.- Powiedziała tym samym tonem co wcześniej, tym razem jednak kurczowo zaciskając palce na kolanach, mnąc czerwony materiał sukienki. Magipsychiatra? Tylko tego jej jeszcze było potrzeba! Weź się w garść idiotko. To tylko głupia paplanina Delacour.- Pozwól, że porozmawiamy o tym później, dobrze? W bardziej… kameralnym gronie.- Dwuosobowym najlepiej.
Już się nie uśmiechała. Ale z drugiej strony nie strąciła też jej ręki, pozwalając na kontakt tak długo jak to było konieczne. Nawet jeśli cichy głosik w głowie kazał jej stamtąd uciekać. Nie spodobało jej się spojrzenie rzucone przez pasierbicę, ale odpowiedziała jej tylko ostrzegawczym uniesieniem brwi. Biedna Sophie wychowana przy Robercie musiała doskonale wiedzieć, kiedy w czyimś spojrzeniu kryła się cicha nagana. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy ile Lorien tym wszystkim ryzykowała - o czym Agnes mogła zacząć rozpowiadać na lewo i prawo. Tajemnice, które na zawsze powinny zostać zamknięte gdzieś tam na Morzu Północnym. Z dala od świata i innych ludzi. Wszystko to by odciągnąć choć trochę uwagę stołu od cholernego Wydarzenia Randkowego.
Próba nieszczególnie udana, bo oto słyszały opowieść o zaaranżowanym małżeństwie jakiejś Marcelle ze starszym mężczyzną. Wielkie ay way. Nie odpowiedziała nic na tą historię, bo… Nie miała po prostu nic do powiedzenia. Bez względu na ogromne starania matki, ojciec zawsze trzymał swoją jedyną córkę z dala od całego aranżowanego cyrku. Nawet kosztem bycia jednym z nielicznych czystokrwistych facetów starego pokolenia, którym faktycznie zależało na szczęściu swoich dzieci - w tym przypadku raczej jednak życiu.
Przeniosła spojrzenie na Camille, jej już z kolei słuchając z zainteresowaniem. Głównie wyłapując nazwisko Anthony’ego. Z drugiej jednak strony coś musiało być na rzeczy między nią, a tym chłopakiem od Sophie. Rzuciła młodszej Delacour pytające spojrzenie, ale nie odezwała się ani słowem. Już wystarczyło, że jedną z nich Agnes wzięła pod ostrzał.
Nie zdążyła wyprowadzić Celine z błędu, ale na szczęście nie była to rzecz na której musiała się specjalnie skupić. Richard zainterweniował, a Lorien jedynie skinęła nowoprzybyłym kobietom głową na przywitanie. Wyjątkowo zaaferowana wszystkim innym co działo się przy stole i na stole. Miała się grzecznie usunąć, sprzedać historyjkę o tym, że musi porozmawiać z kilkoma ludźmi zanim ci oddadzą się morzu alkoholu, ale Agnes zarządziła ostatnią rundę. Ostatnią, a może potencjalnie i jedną z kolejnych? Okay. Mogła jeszcze moment zostać.
Upiła wina, odstawiając kieliszek na tyle bezpiecznie, by nie zdołał się przewrócić przy nieuważnym ruchu.
- Czarne.- Zadecydowała nagle, bardziej mówiąc do samej siebie niż kogokolwiek konkretnego przy stole. Nawet jeśli cały wieczór obstawiała czerwienie, teraz czuła znajomą potrzebę zmiany. Jakiejkolwiek. Przesunęła na czarne pole 5 żetonów. Następnie po pięć na liczby 13, 2, 28. Żadne szczególne liczby.
5x czarne
5x 13, 2, 28 - łącznie 20 żetonów.
5x 13, 2, 28 - łącznie 20 żetonów.