21.07.2024, 18:49 ✶
Ktoś mi kiedyś w żartach powiedział, że jestem kocim psychopatą. Chyba faktycznie tak było. Biegłem przez ulicę rozchichotany, roześmiany, chociaż popełniałem przestępstwo. Adrenalina skoczyła, przybrała na sile, więc biegłem w podskokach, radując się, że Berty mnie zauważył, że będzie gonił... Każdy by gonił przecież! Ale - niestety - kiedy tylko się obejrzałem za siebie po kilkudziesięciu krokach, okazało się, że nic z tego, że zabawy nie będzie, że chichot mógł się zakończyć wraz z zabawą.
Ale halo! Halo-halo! Pobaw się ze mną. Błagam pobaw się ze mną, proszę bardzo.
A może lepiej kupić sobie mleczko pocieszenia? Hah! Nie było co błagać o uwagę, skoro mogłem sobie kupić magię w butelce. Albo butelek magii nawet sześć! Nie musiałem się przecież cofać, kiedy mogłem przeć do przodu i realizować kolejne kocie plany, a było ich z reguły w liczbie nieskończonej. Tyle, ile gwiazd było widocznych nocą na niebie.
Podrzuciłem fajnie brzdąkającą sakiewkę do góry, łapiąc ją z powrotem. Zabrzdąkała uroczo, tak uroczo, że pewnie by to powtórzył, ale... ktoś za mną zaczął krzyczeć coś o sakiewce...? Tej sakiewce?! Poczekaj, poczekaj! - tak krzyczał, tak krzyczał. Dokładnie tak KRZYCZAŁ I CHYBA SIĘ TU ZBLIŻAŁ. Pomyślałby ktoś, że jednak marzenia się spełniały.
Roześmiałem się beztrosko i diabolicznie, beztrosko diabolicznie albo diabolicznie beztrosko, podskoczyłem kilka razy w miejscu żeby dać temu leniwcowi nieco forów, po czym ruszyłem przed siebie rozweselony, dumny z własnych poczynań, a co! Ja mogłem być dumny! Hihi. Goń mnie! Goń mnie, goń mnie, goń mnie! I spróbuj złapać, a jak złapiesz, to może postawię nam drinka. Albo mleczko i drinka, drinka i mleczko, albo drinka z mleczkiem. O tak!
I tak uciekałem, nieco się popisując, póki faktycznie mnie nie dorwał...?
Ale halo! Halo-halo! Pobaw się ze mną. Błagam pobaw się ze mną, proszę bardzo.
A może lepiej kupić sobie mleczko pocieszenia? Hah! Nie było co błagać o uwagę, skoro mogłem sobie kupić magię w butelce. Albo butelek magii nawet sześć! Nie musiałem się przecież cofać, kiedy mogłem przeć do przodu i realizować kolejne kocie plany, a było ich z reguły w liczbie nieskończonej. Tyle, ile gwiazd było widocznych nocą na niebie.
Podrzuciłem fajnie brzdąkającą sakiewkę do góry, łapiąc ją z powrotem. Zabrzdąkała uroczo, tak uroczo, że pewnie by to powtórzył, ale... ktoś za mną zaczął krzyczeć coś o sakiewce...? Tej sakiewce?! Poczekaj, poczekaj! - tak krzyczał, tak krzyczał. Dokładnie tak KRZYCZAŁ I CHYBA SIĘ TU ZBLIŻAŁ. Pomyślałby ktoś, że jednak marzenia się spełniały.
Roześmiałem się beztrosko i diabolicznie, beztrosko diabolicznie albo diabolicznie beztrosko, podskoczyłem kilka razy w miejscu żeby dać temu leniwcowi nieco forów, po czym ruszyłem przed siebie rozweselony, dumny z własnych poczynań, a co! Ja mogłem być dumny! Hihi. Goń mnie! Goń mnie, goń mnie, goń mnie! I spróbuj złapać, a jak złapiesz, to może postawię nam drinka. Albo mleczko i drinka, drinka i mleczko, albo drinka z mleczkiem. O tak!
I tak uciekałem, nieco się popisując, póki faktycznie mnie nie dorwał...?