21.07.2024, 19:12 ✶
Koło do losowania
Starałem się omijać aptekę, w której pracowała Avelina, szerokim łukiem. Pomimo trwającego właśnie Lammas, niestety potrzebowałem... czy też musiałem pojawić się na drobną chwilę w pracy. Drobną chwilę, która przerodziła się w kilka godzin intensywnej pracy, ale... Przynajmniej miałem okazję widzieć kości, badać kości, przysłużyć się społeczności magicznej. Przy okazji również unikać obowiązków domowych, domowników i myślenia o nadchodzącym ślubie Vespery, który mnie wewnętrznie bardzo stresował. Gubiłem się nieco w sobie, odkąd Vespera nie mieszkała już w posiadłości rodowej, a kiedy zamierzała przypieczętować swój związek na ślubnym kobiercu - a robiła mi to już trzeci raz - czułem się nad wyraz nieswojo i niepewnie.
Skierowałem swe kroki okrężną drogą i natrafiłem na festyn, o którym kompletnie zapomniałem, mimo że wielu pracowników Ministerstwa głośno o nim rozmawiało, żałując, że utknęło w pracy. Hałas był tu na wysokim poziomie, podobnie jak natężenie czarodziejów, ale nie zawróciłem z obranej sobie drogi. Nie chciałem zabłądzić pod niepowołane drzwi, więc stanąłem gdzieś nieopodal sceny i rozejrzałem się z zaciekawieniem. Nie przepadałem za tłumami, a szczególnie gawiedzią, ale w takich miejscach można było z reguły nabyć składniki do skomplikowanych rytuałów albo rzadkie zioła do kadzideł, czasami cenne artefakty w niższej cenie albo po prostu wyborne wino dla małżonki i siostry bliźniaczki. Albo dla siebie, bo również bywałem koneserem wina.
Ruszyłem pomiędzy ludźmi, nie dostrzegając w pobliżu znajomych twarzy. Szedłem przez tłum, nieco niekomfortowo w niektórych miejscach się miedzy nimi przeciskając, póki moim oczom nie ukazało się Koło Fortuny. Głupia zabawka dla dzieci, ale coś mnie podkusiło, może sama Matka, abym spróbował swojego szczęścia. Stanąłem w kolejce i zakręciłem, kiedy nadeszła moja kolej.
Starałem się omijać aptekę, w której pracowała Avelina, szerokim łukiem. Pomimo trwającego właśnie Lammas, niestety potrzebowałem... czy też musiałem pojawić się na drobną chwilę w pracy. Drobną chwilę, która przerodziła się w kilka godzin intensywnej pracy, ale... Przynajmniej miałem okazję widzieć kości, badać kości, przysłużyć się społeczności magicznej. Przy okazji również unikać obowiązków domowych, domowników i myślenia o nadchodzącym ślubie Vespery, który mnie wewnętrznie bardzo stresował. Gubiłem się nieco w sobie, odkąd Vespera nie mieszkała już w posiadłości rodowej, a kiedy zamierzała przypieczętować swój związek na ślubnym kobiercu - a robiła mi to już trzeci raz - czułem się nad wyraz nieswojo i niepewnie.
Skierowałem swe kroki okrężną drogą i natrafiłem na festyn, o którym kompletnie zapomniałem, mimo że wielu pracowników Ministerstwa głośno o nim rozmawiało, żałując, że utknęło w pracy. Hałas był tu na wysokim poziomie, podobnie jak natężenie czarodziejów, ale nie zawróciłem z obranej sobie drogi. Nie chciałem zabłądzić pod niepowołane drzwi, więc stanąłem gdzieś nieopodal sceny i rozejrzałem się z zaciekawieniem. Nie przepadałem za tłumami, a szczególnie gawiedzią, ale w takich miejscach można było z reguły nabyć składniki do skomplikowanych rytuałów albo rzadkie zioła do kadzideł, czasami cenne artefakty w niższej cenie albo po prostu wyborne wino dla małżonki i siostry bliźniaczki. Albo dla siebie, bo również bywałem koneserem wina.
Ruszyłem pomiędzy ludźmi, nie dostrzegając w pobliżu znajomych twarzy. Szedłem przez tłum, nieco niekomfortowo w niektórych miejscach się miedzy nimi przeciskając, póki moim oczom nie ukazało się Koło Fortuny. Głupia zabawka dla dzieci, ale coś mnie podkusiło, może sama Matka, abym spróbował swojego szczęścia. Stanąłem w kolejce i zakręciłem, kiedy nadeszła moja kolej.