Coś wisiało w powietrzu? Być może.
Widząc, że Tristan wyraził zainteresowanie jej osobą, skupiła na nim swoją uwagę. Dziwny mężczyzna. Taki milczący. Jak to zawsze mówiła Terry'emu? Nie ufaj łysym oraz tym, co podejrzanie mało gadają. Nigdy nie wiesz kiedy i czym Ciebie zaskoczą.
Nie od razu zareagowała. Nie od razu powiedziała cokolwiek więcej. Na początku po prostu się przyglądała. Raz rzemieślnikowi, raz jego wyrobom. Myślała. Można było prawie, że zauważyć, jak poruszały się te wszystkie mechanizmy w jej głowie. Można było prawie zauważyć tę parę, która niemalże buchała uszami.
- Duży wybór. - wreszcie skomentowała, oglądając się na Matthew, który pojawił się na miejscu w chwilę po niej. - Nie do końca. - odpowiedziała na jego pytanie. - Mówiłam Ci chyba, że prowadzę sklep? Niedaleko stąd, na Alei Horyzontalnej? - zapytała, bo w sumie to... z tej ich całej rozmowy sporo rzeczy wpadało jej jednym uchem i zaraz wypadało drugim. Nie była w stanie bardziej się skupić i takie tam. Nie na dłuższą metę. - I wyobraź sobie, że przyszedł dzisiaj do mnie klient z prośbą o zwrot pieniędzy. - na tym na razie zakończyła, pozwalając sobie znów spojrzeć na stoisko, na zaprezentowane przez Tristana broszki. Wzięła nawet jedną do ręki. Obejrzała. kilka razy nacisnęła na kamienie, sprawdzając przy tym na ile stabilnie zostały osadzone. Wreszcie odłożyła przedmiot z powrotem na miejsce. Sięgnęła też do wnętrza swojej torby. Jeśli jednak ktokolwiek wciąż podejrzewał, że chciała tu cokolwiek kupić, najpewniej musiałby się w tym momencie rozczarować. Z torby wyjęła bowiem identyczną broszkę. No prawie identyczną względem tych Tristanowych. Pozbawioną jednego z kamieni. Był nim fluoryt, który również znalazł się w rękach rudowłosej. Musiał wypaść. - O ile się nie mylę, jest to pańska własność. Proszę o zwrot 14 sykli za tę oto broszkę. I do tego o 10 kolejnych sykli za straty moralne. A także świadome wprowadzanie w błąd klientów. - podniosła lekko głos, nie będąc w stanie utrzymać pod kontrolą własnego poirytowania na wcześniejszą sytuację. A do tego na bezczelność tych tu straganiarzy. Bo jak to inaczej określić? Straganiarze sprzedają na straganie, prosta sprawa. I cholernie często oszukują. Takim nie wolno ufać. Sama zyskała dzisiaj na to dowód.
Mówiąc to wszystko, świadomie zignorowała kolejne pytanie Matthew. Te o idealny kamień. Matthew, który nie do końca był tego świadomy. Nie wiedział, że idąc w to miejsce razem z Penny, najpewniej postanowił wskoczyć prosto w ogień. No cóż. Co kto lubi, prawda?