10.01.2023, 01:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 01:18 przez Julien Fitzpatrick.)
- Chyba Chirstie - poprawił go automatycznie - Chociaż ja tez mam szczęście, to prawda, typ mógł mnie trafić tym Crucio, gdyby nie twoja tarcza. - przyznał, bo w sumie nie był pewien, do czego, widocznie jeszcze skonfundowany i w szoki, Cameron pije tym stwierdzeniem.
Wypowiadając te słowa na głos uświadomił sobie, że faktycznie - miał okropnie dużo szczęścia. Co jakby Cameron nie użył takiego zaklęcia? Co jeżeli zaklęcie trafiło nie Charliego, a Krukona albo dopiero co uratowaną dziewczynę? Charles przymknął na chwilę oczy powstrzymując się od wybuchu, bo emocje kumulowały się w nim, z każda sekundą, coraz mocniej. Nie był pewien, czy wylałoby się to z niego płaczem czy krzykiem, ale nie chciał robić przedstawienia, więc milczał. Cała ich trójka przeżyła właśnie ten sam szok, odczuwała paraliżujący strach, po tym jak adrenalina przestał krążyć w żyłach i napędzać do kolejnych, brawurowych akcji.
Czuł się winny. Był przyzwyczajony, że sam rzuca się na ratunek innym, że bierze udział w bójkach, jak zawsze w szkole, ale nic z sytuacji, z której pare minut temu uciekli nie przypominało młodzieńczych igraszek, agresywnych podrygów w murach zamku. To, ze naraził siebie mu nie przeszkadzało, ale mógł dwa razy pomyśleć zanim wciągnął w to też Lupina, nie że obchodził się z nim jak z jajkiem, bo wiedział, ze chłopak ma swoje za uszami, ale... był na siebie po prostu zły, że nie pomyślał dwa razy, że był nierozważny, a powinien być tym starszym, odpowiedzialnym.
- Powinienem mieć jakieś eliksiry w szafkach, poszukam czegoś i ci pokaże - zwrócił się do Camerona. Może orłem w uzdrowicielstwie nie był, ale zdawał sobie sprawę, że czary działały jedynie doraźnie, a na faktyczne zagojenie się obrażeń potrzebne były specjalne specyfiki, nic dziwnego, że Lupin wspomniał o Mungu.
Ruszył w stronę niewielkiej kuchni, która od salonu odgrodzona była drzwiami dwuskrzydłowymi. Otworzył jedne z nich i nie zamknął za sobą, ale zniknął za 'winklem', słychać było jedynie jego mocowanie się z szafkami, kubkami i fiolkami, prawdopodobnie przeróżnych specyfików, o których wspominał.
Sama blondynka mierzyła Camerona odrobinę oceniającym spojrzeniem, gdy ten się jąkał, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. odprowadziła Rookwooda spojrzeniem, ale też nie skupiała się na nim jakoś specjalnie długo.
- Nie wywlókł mnie znikąd, wracałam do domu po paru drinkach z koleżankami. One wszystkie poszły w druga stronę, ja mieszkam z rodzicami w niemagicznym Londynie. Te wszystkie, no wiesz, zranienia są od tego, że jest ślisko, mało z nich pochodzi faktycznie od zaklęć. Po prostu uciekałam przed nim... jak ostatni tchórz, jakbym nie umiała się bronić. - widać było, że była na siebie zła. Pozwoliła Cameronowi w spokoju zająć się jej zranieniami, ale zacisnęła usta, oczy się zeszkliły - I teraz jeszcze zacznę beczeć, jak ostatnia ofiara. - przetarła oczy wolną ręką i pociągnęła nosem. Nie miała zamiaru się rozpłakać, na jej twarzy można było zobaczyć determinację, ale też chwilowe momenty skupienia, gdy próbowała wciąż pare głębszych oddechów, by się uspokoić.
Charlie wrócił z tacką w rękach i położył ją na stole. Znajdowały się na nich podpisane fiolki z eliksirami, trzy herbaty i do połowy pełna butelka rumu, jak i trochę bandaży i plastrów. Magia działała dobrze, ale czasami trzeba było niektórym zranieniom dać czas, aby zagoiły się naturalnie.
- Myślę, że to normalne, że uciekałaś. każdy w twojej sytuacji by uciekał, przecież my też to zrobiliśmy. - chciał pomóc, dolał do swojej herbaty sporej ilości alkoholu, do tej Christie trochę mniej, bo nie wiedział ile lubi, a Cameronowi praktycznie tyle samo, ile sobie. Podsunął pozostałej dwójce napoje, kiedy drugi chłopak skończył ze swoimi formułkami.
- Pracuje jako Amnzejator. - powiedział nagle i przełknął ślinę opierając się o stół - Przez ostatni miesiąc widziałem okropnie dużo ofiar, które albo nie zdążyły uciec, albo nie było im to dane. Ciągłe ataki, włamania, podpalenia czy morderstwa. Zawalone budynki, smród czarnej magii. Rzuciłem Obliviate tyle razy w ciągu poprzedniego miesiąca, że wydaje mi się, że sam zaczynam zapominać na czym polegał świat bez takich tragedii. Mimo ciągłej pracy, wysyłanych ludzi czuje jakby ministerstwo nie dorównywało kroku, bo nie dorównuje i taka jest smutna prawda. - nie patrzył na Camerona ani na Christie, ciemne oczy miał wlepione w ścianę za nimi, w ruchomy obraz fal, które już dawno przestały szumieć, które tylko na obrazie miały rację bytu w swoim spokoju, bo każdy dźwięk i uczucie w nich zaklęte były jak odpływ, tylko taki wieczny, a sam Rookwood czuł się jak wyschnięta plaża, która niegdyś była część oceanu.
Odchylił głowę do tyłu i popatrzył w sufit, bo czuł jak oczy zaczynają go piec, gdy myśli o rodzinie, o rozmowie jaką odbył z Saurielem i o tych, które co jakiś czas sprawiały, że mieli z Fineasem ciche dni. Był po środku tego całego bałaganu, ale nie chciał narzekać, bo przecież byłby okropnym człowiekiem gdyby to robił, co mieli powiedzieć czarodzieje tacy jak Christie, w których wszystkie te działania były wycelowane?
Wypił dobre dwa łyki herbaty, aby pozwolić sobie się znieczulić, żeby o tym jeszcze przez chwilę nie myślec, chociaż dowody na to, że te okropne wydarzenia były jego rzeczywistością siedziały obok niego, miały jasne, blond włosy i bardzo ładne, zielone oczy, pare piegów na policzkach i drobne ramiona.
- Przepraszam, Cam, nie chciałem poruszać tego tematu, miałeś mieć przerwę od szkoły, a nie... a nie to. - wydusił w końcu z siebie, co spotkało się z parsknięciem Christie. Dziewczyna, jeżeli Cameron skończył swoje zabiegi chociaż na chwilę, złapała kubek z herbatą i wzięła pare łyków, sporych.
- Nie rób z siebie takiego męczennika Charles, nie pasuje ci. Jesteś chłopakiem, który skręciłby każdemu blanta i ewentualnie poszedł bić za garażami gnojka, który znęcał się nad innymi, nie pasuje ci ta powaga, nie daj temu wszystkiemu zgasić tego ognika frywolności, który masz w sobie. I ty też - spojrzała na Camerona - ani mi się waż słuchać jego smutnego gadania, powinny nas tylko takie sytuacje motywować do działania. Myślałam od dłuższego czasu nad dołączeniem do Brygady Uderzeniowej, myśle, że to jest dobry moment, aby to zrobić. - wyznała.
Sam Rookwood prawie zakrztusił się kolejnym łykiem herbaty, ale nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku pod nosem, spojrzał tez na Camerona, jak ten na to wszystko zareaguje, nie był pewien. Nie chciał już pytać o samopoczucie, bo jeszcze znowu by się spotkał ze zdecydowanym wyśmianiem ze strony ich nowej koleżanki, które była twardsza niż wcześniej przypuszczał.
- Dobra, dobra, spokojnie, mogłem dać sobie spokój z rumem i po prostu skręcić blanty, zrozumiano, psze Pani. - uniósł ręce w górę, w żarcie, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Pomyślał, że może powinien posłuchać Christie, a nie zanurzać się w swojej rozpaczy, wystarczy, że robił to w godzinach pracy, teraz nie musiał - czuł, ze był to winny też Lupinowi, który przyszedł się dobrze bawić, a nie uciekać przed Śmierciozercami, leczyć ich ofiary i słuchać o zburzonych budynkach.
Wypowiadając te słowa na głos uświadomił sobie, że faktycznie - miał okropnie dużo szczęścia. Co jakby Cameron nie użył takiego zaklęcia? Co jeżeli zaklęcie trafiło nie Charliego, a Krukona albo dopiero co uratowaną dziewczynę? Charles przymknął na chwilę oczy powstrzymując się od wybuchu, bo emocje kumulowały się w nim, z każda sekundą, coraz mocniej. Nie był pewien, czy wylałoby się to z niego płaczem czy krzykiem, ale nie chciał robić przedstawienia, więc milczał. Cała ich trójka przeżyła właśnie ten sam szok, odczuwała paraliżujący strach, po tym jak adrenalina przestał krążyć w żyłach i napędzać do kolejnych, brawurowych akcji.
Czuł się winny. Był przyzwyczajony, że sam rzuca się na ratunek innym, że bierze udział w bójkach, jak zawsze w szkole, ale nic z sytuacji, z której pare minut temu uciekli nie przypominało młodzieńczych igraszek, agresywnych podrygów w murach zamku. To, ze naraził siebie mu nie przeszkadzało, ale mógł dwa razy pomyśleć zanim wciągnął w to też Lupina, nie że obchodził się z nim jak z jajkiem, bo wiedział, ze chłopak ma swoje za uszami, ale... był na siebie po prostu zły, że nie pomyślał dwa razy, że był nierozważny, a powinien być tym starszym, odpowiedzialnym.
- Powinienem mieć jakieś eliksiry w szafkach, poszukam czegoś i ci pokaże - zwrócił się do Camerona. Może orłem w uzdrowicielstwie nie był, ale zdawał sobie sprawę, że czary działały jedynie doraźnie, a na faktyczne zagojenie się obrażeń potrzebne były specjalne specyfiki, nic dziwnego, że Lupin wspomniał o Mungu.
Ruszył w stronę niewielkiej kuchni, która od salonu odgrodzona była drzwiami dwuskrzydłowymi. Otworzył jedne z nich i nie zamknął za sobą, ale zniknął za 'winklem', słychać było jedynie jego mocowanie się z szafkami, kubkami i fiolkami, prawdopodobnie przeróżnych specyfików, o których wspominał.
Sama blondynka mierzyła Camerona odrobinę oceniającym spojrzeniem, gdy ten się jąkał, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. odprowadziła Rookwooda spojrzeniem, ale też nie skupiała się na nim jakoś specjalnie długo.
- Nie wywlókł mnie znikąd, wracałam do domu po paru drinkach z koleżankami. One wszystkie poszły w druga stronę, ja mieszkam z rodzicami w niemagicznym Londynie. Te wszystkie, no wiesz, zranienia są od tego, że jest ślisko, mało z nich pochodzi faktycznie od zaklęć. Po prostu uciekałam przed nim... jak ostatni tchórz, jakbym nie umiała się bronić. - widać było, że była na siebie zła. Pozwoliła Cameronowi w spokoju zająć się jej zranieniami, ale zacisnęła usta, oczy się zeszkliły - I teraz jeszcze zacznę beczeć, jak ostatnia ofiara. - przetarła oczy wolną ręką i pociągnęła nosem. Nie miała zamiaru się rozpłakać, na jej twarzy można było zobaczyć determinację, ale też chwilowe momenty skupienia, gdy próbowała wciąż pare głębszych oddechów, by się uspokoić.
Charlie wrócił z tacką w rękach i położył ją na stole. Znajdowały się na nich podpisane fiolki z eliksirami, trzy herbaty i do połowy pełna butelka rumu, jak i trochę bandaży i plastrów. Magia działała dobrze, ale czasami trzeba było niektórym zranieniom dać czas, aby zagoiły się naturalnie.
- Myślę, że to normalne, że uciekałaś. każdy w twojej sytuacji by uciekał, przecież my też to zrobiliśmy. - chciał pomóc, dolał do swojej herbaty sporej ilości alkoholu, do tej Christie trochę mniej, bo nie wiedział ile lubi, a Cameronowi praktycznie tyle samo, ile sobie. Podsunął pozostałej dwójce napoje, kiedy drugi chłopak skończył ze swoimi formułkami.
- Pracuje jako Amnzejator. - powiedział nagle i przełknął ślinę opierając się o stół - Przez ostatni miesiąc widziałem okropnie dużo ofiar, które albo nie zdążyły uciec, albo nie było im to dane. Ciągłe ataki, włamania, podpalenia czy morderstwa. Zawalone budynki, smród czarnej magii. Rzuciłem Obliviate tyle razy w ciągu poprzedniego miesiąca, że wydaje mi się, że sam zaczynam zapominać na czym polegał świat bez takich tragedii. Mimo ciągłej pracy, wysyłanych ludzi czuje jakby ministerstwo nie dorównywało kroku, bo nie dorównuje i taka jest smutna prawda. - nie patrzył na Camerona ani na Christie, ciemne oczy miał wlepione w ścianę za nimi, w ruchomy obraz fal, które już dawno przestały szumieć, które tylko na obrazie miały rację bytu w swoim spokoju, bo każdy dźwięk i uczucie w nich zaklęte były jak odpływ, tylko taki wieczny, a sam Rookwood czuł się jak wyschnięta plaża, która niegdyś była część oceanu.
Odchylił głowę do tyłu i popatrzył w sufit, bo czuł jak oczy zaczynają go piec, gdy myśli o rodzinie, o rozmowie jaką odbył z Saurielem i o tych, które co jakiś czas sprawiały, że mieli z Fineasem ciche dni. Był po środku tego całego bałaganu, ale nie chciał narzekać, bo przecież byłby okropnym człowiekiem gdyby to robił, co mieli powiedzieć czarodzieje tacy jak Christie, w których wszystkie te działania były wycelowane?
Wypił dobre dwa łyki herbaty, aby pozwolić sobie się znieczulić, żeby o tym jeszcze przez chwilę nie myślec, chociaż dowody na to, że te okropne wydarzenia były jego rzeczywistością siedziały obok niego, miały jasne, blond włosy i bardzo ładne, zielone oczy, pare piegów na policzkach i drobne ramiona.
- Przepraszam, Cam, nie chciałem poruszać tego tematu, miałeś mieć przerwę od szkoły, a nie... a nie to. - wydusił w końcu z siebie, co spotkało się z parsknięciem Christie. Dziewczyna, jeżeli Cameron skończył swoje zabiegi chociaż na chwilę, złapała kubek z herbatą i wzięła pare łyków, sporych.
- Nie rób z siebie takiego męczennika Charles, nie pasuje ci. Jesteś chłopakiem, który skręciłby każdemu blanta i ewentualnie poszedł bić za garażami gnojka, który znęcał się nad innymi, nie pasuje ci ta powaga, nie daj temu wszystkiemu zgasić tego ognika frywolności, który masz w sobie. I ty też - spojrzała na Camerona - ani mi się waż słuchać jego smutnego gadania, powinny nas tylko takie sytuacje motywować do działania. Myślałam od dłuższego czasu nad dołączeniem do Brygady Uderzeniowej, myśle, że to jest dobry moment, aby to zrobić. - wyznała.
Sam Rookwood prawie zakrztusił się kolejnym łykiem herbaty, ale nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku pod nosem, spojrzał tez na Camerona, jak ten na to wszystko zareaguje, nie był pewien. Nie chciał już pytać o samopoczucie, bo jeszcze znowu by się spotkał ze zdecydowanym wyśmianiem ze strony ich nowej koleżanki, które była twardsza niż wcześniej przypuszczał.
- Dobra, dobra, spokojnie, mogłem dać sobie spokój z rumem i po prostu skręcić blanty, zrozumiano, psze Pani. - uniósł ręce w górę, w żarcie, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Pomyślał, że może powinien posłuchać Christie, a nie zanurzać się w swojej rozpaczy, wystarczy, że robił to w godzinach pracy, teraz nie musiał - czuł, ze był to winny też Lupinowi, który przyszedł się dobrze bawić, a nie uciekać przed Śmierciozercami, leczyć ich ofiary i słuchać o zburzonych budynkach.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you