22.07.2024, 00:55 ✶
W ten właśnie sposób odkrywał, że nie wiedział wszystkiego o wszystkim. Nie wiedział wszystkiego o sobie, o nim, o świecie, o wypowiadanych tu słowach, o uczuciach dyrygujących teraz jego ciałem i pchających go do robienia rzeczy, których jeszcze mocniej nie rozumiał. Najdziwniejsze w tym nierozumieniu było to, w jaki sposób ich jestestwa stykały się ze sobą - jakby wcale nie musiał wiedzieć, jakby mógł po prostu... testować, a każdy wykonywany ruch wydawał się być tym dobrym, bo wywoływał w nim reakcje. Niestety Vakela coś takiego nie zadowalało. Nie wiedział do końca, o co Morpheusowi chodzi, a tym samym nie wiedział, co mógłby mu odpowiedzieć, jak powinien zachować się, żeby wciąż budować wokół siebie wrażenie kogoś ciekawego. Bał się powiedzieć prawdę o tym, że nigdy nikt nie dotykał go w ten sposób, nie spoglądał na niego takim wzrokiem pełnym głodu i pożądania, nikt... nie trawił go duszą. I nie, nie chodziło wcale o to, że Dolohov tego nie chciał - wręcz przeciwnie, jak nigdy wcześniej usiłował mieć kogoś blisko i zatrzymać tak przy sobie już na zawsze, ale tym, co paradowało pomiędzy wierszami, był strach, za którego przed chwilą karcił Longbottoma. Domagał się od niego bezpośredniości, uderzenia w niego tym wszystkim, co w sobie trzymał i dusił, a kiedy to dostał, kwitła w nim jednocześnie radość, ale i... niepewność, tonąca gdzieś pod szaleństwem chwili. Vakel spoglądał na jego oczy przykryte ciemnymi rzęsami. Wypuścił oddech ze swojej klatki piersiowej, rozluźnił uścisk palców na ubraniu Morpheusa i przymknął swoje powieki, ale nie do końca - pozostawił je lekko rozchylone, zupełnie tak jak swoje wargi, wciąż wspominające pocałunek sprzed chwili. Przyklejony do niego, oddający się temu dotykowi, z rumianymi policzkami, Dolohov wyglądał bardzo, ale to bardzo niewinnie, może nawet zbyt niewinnie jak na to, do czego zamierzał posunąć się za moment Morpheus. Nie zakochawszy się w nikim przez te wszystkie lata, Vakel nie do końca zdawał sobie sprawę z przyczyn takiego stanu rzeczy, ale to właśnie był punkt, od którego miał zacząć nad tym myśleć. Jednak nie był zepsuty, przynajmniej nie do końca. Ale zaraz zepsuje się bardziej, intensywniej, zapewne bardzo nie po drodze oczekiwaniom jego ojca, bo otrzymywał właśnie przyspieszony kurs cielesnych pieszczot i zasiewał w swoim umyśle bardzo dziwaczne ziarno - takie, z którego kiełkowały myśli, że być może groźna odgryzienia palca również zawierała w sobie erotyzm i on zaczął to dużo wcześniej, niż wydając z siebie stłumione stęknięcie, czując na skórze nacisk cudzych zębów. Czegokolwiek nie zechciałby tu udawać, na jakiego znawcę nie postanowiłby się wykreować... Nawet ze swoimi umiejętnościami grania kogoś innego, brakowało mu wiele, aby przykryć reakcje własnego ciała i filigranową aparycję.
Strach. Strach miał wielkie oczy jego ojca i wpatrywał się w niego nachalnie, nawet jeżeli starego Dolohova nie mogło tutaj być. Nie widział tego, prawda? Tego jak jego syn, łamiąc wszelkie szkolne przykazy, objął Morpheusa wokół szyi i uwiesił się na nim, przyciskając ich do siebie ciało do ciała. Serce mu biło, w głowie szumiało i wciąż nie wiedział.
- Nie wiem - ale nie mógł przyznać się tak po prostu, próbował to przekuć w jakiś dalszy flirt, kontynuując swoją narrację sprzed chwili. Miał wyjść na... figlarnego. Jak dziewczyna. No jasne, że nie był dziewczyną, ale... Wiele dziewczyn flirtowało z nim, a on potrafił to naśladować. Stworzyć wokół siebie tę aurę, zniżyć głos na granicę szeptu, po tym jak Longbottom nerwowo wyjrzał za otwarte drzwi. - Opowiesz mi o tym. O tym co chcesz ze mną zrobić. - Zabrał jedną z rąk owiniętych wokół jego karku, ale tylko po to, żeby zacząć bawić się kołnierzem białej koszuli. - Może ci wtedy na to pozwolę. - Morpheus przed momentem przesunął nim jak szmacianą lalką i z jednej strony nie podobało mu się to, a z drugiej nie potrafił wyzbyć się z głowy pomysłu, że mógłby dać mu zrobić coś więcej. Jedna z tych scen, które utkwiły ci w pamięci już na zawsze. Przypomina ci się zawsze, kiedy ktoś choćby odrobinę sugeruje, że twoje łóżkowe upodobania są nieco dziwne, a ty śmiejesz się nerwowo albo zbywasz go milczeniem, bo ma rację, a ty wiesz, skąd to się wzięło. Kiedy miałeś piętnaście lat, twój starszy kolega ugryzł cię w szyję i to zostało z tobą już na zawsze. Później chciałeś już tylko więcej. - To dlatego wstydziłeś się mnie przeprosić? Bo myślałeś o mnie w nocy...?
Strach. Strach miał wielkie oczy jego ojca i wpatrywał się w niego nachalnie, nawet jeżeli starego Dolohova nie mogło tutaj być. Nie widział tego, prawda? Tego jak jego syn, łamiąc wszelkie szkolne przykazy, objął Morpheusa wokół szyi i uwiesił się na nim, przyciskając ich do siebie ciało do ciała. Serce mu biło, w głowie szumiało i wciąż nie wiedział.
- Nie wiem - ale nie mógł przyznać się tak po prostu, próbował to przekuć w jakiś dalszy flirt, kontynuując swoją narrację sprzed chwili. Miał wyjść na... figlarnego. Jak dziewczyna. No jasne, że nie był dziewczyną, ale... Wiele dziewczyn flirtowało z nim, a on potrafił to naśladować. Stworzyć wokół siebie tę aurę, zniżyć głos na granicę szeptu, po tym jak Longbottom nerwowo wyjrzał za otwarte drzwi. - Opowiesz mi o tym. O tym co chcesz ze mną zrobić. - Zabrał jedną z rąk owiniętych wokół jego karku, ale tylko po to, żeby zacząć bawić się kołnierzem białej koszuli. - Może ci wtedy na to pozwolę. - Morpheus przed momentem przesunął nim jak szmacianą lalką i z jednej strony nie podobało mu się to, a z drugiej nie potrafił wyzbyć się z głowy pomysłu, że mógłby dać mu zrobić coś więcej. Jedna z tych scen, które utkwiły ci w pamięci już na zawsze. Przypomina ci się zawsze, kiedy ktoś choćby odrobinę sugeruje, że twoje łóżkowe upodobania są nieco dziwne, a ty śmiejesz się nerwowo albo zbywasz go milczeniem, bo ma rację, a ty wiesz, skąd to się wzięło. Kiedy miałeś piętnaście lat, twój starszy kolega ugryzł cię w szyję i to zostało z tobą już na zawsze. Później chciałeś już tylko więcej. - To dlatego wstydziłeś się mnie przeprosić? Bo myślałeś o mnie w nocy...?
with all due respect, which is none