22.07.2024, 11:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 11:47 przez Anthony Shafiq.)
Myśl dominowała nad emocją, nad parzącym jadeitem, który zainfekował starą duszę. Przecież nie tak łatwo było go sprowokować. Przecież nie patrzył za odchodzącym Aryamanem, w myślach nie obdzierał go niespiesznie ze skóry. Przecież nie myślał, och jak bardzo nie myślał o Elliocie, o parze chłodnych błękitnych oczu nadziewanych z rozmysłem na dwie srebrzyste zęby długiego widelca do mięs. Niemniej stracił do reszty ochotę na grę, otulając ciekłą zazdrość mdlistą wonią tytoniu i goryczą dopitej whisky.
Dopiero trącenie jego kostki, przywróciło go do stołu. Uśmiechnął się nieznacznie, zwracając się do Erika:
– To zabawne, gdy to mówisz, kiedy właśnie zamierzałem pasować. Cóż, widocznie te asy utopiły mi się w przydomowym basenie pod koniec lipca. – Nie żebym narzekał, kąciki ust rozsunęły się szerzej, a kłucie w klatce piersiowej nieco ustąpiło, w zaufaniu, że jego rozmówca zrozumie aluzje. Każdy jeden w końcu od zarania dziejów przywoływał tę starą śpiewkę, zdanie w którym dopisuje Ci albo szczęście w kartach, albo to w życiu uczuciowym. Oczywiście, każde szczęście niosło ze sobą pewną cenę. Cóż, trzeba będzie oswoić się z nową paletą wewnętrznych doświadczeń, obudować słabość odpowiednimi strategiami. To później.
– Ten teatr... – westchnął odwracając się ku Lorraine – zdecydowanie podupada, ciężko w dzisiejszych czasach o dobrą artystyczną strawę w zadowalających warunkach. I tak nigdy za nim nie przepadałem, preferując eteryczność Francuzów, liryzm Włochów, czy dramatyzm Niemców. No może poza Wagnerem, wiadomo, któż byłby w stanie dźwignąć Wagnera... W ogóle – podjął z nową energią – z przyjemniejszych tematów, mój przyjaciel zamierza napisać sztukę. Chyba będę próbował dopomóc mu w tej sprawie, w znalezieniu odpowiedniego miejsca i sponsorów, bowiem z teatrem Selwynów mu nie po drodze, mimo, że wywodzi się z tamtej rodziny. – Dobry, bezpieczny temat rozluźnił mu barki.
W razie pytającego spojrzenia krupiera gestem potwierdził swoje wycofanie się z rozgrywki.
Dopiero trącenie jego kostki, przywróciło go do stołu. Uśmiechnął się nieznacznie, zwracając się do Erika:
– To zabawne, gdy to mówisz, kiedy właśnie zamierzałem pasować. Cóż, widocznie te asy utopiły mi się w przydomowym basenie pod koniec lipca. – Nie żebym narzekał, kąciki ust rozsunęły się szerzej, a kłucie w klatce piersiowej nieco ustąpiło, w zaufaniu, że jego rozmówca zrozumie aluzje. Każdy jeden w końcu od zarania dziejów przywoływał tę starą śpiewkę, zdanie w którym dopisuje Ci albo szczęście w kartach, albo to w życiu uczuciowym. Oczywiście, każde szczęście niosło ze sobą pewną cenę. Cóż, trzeba będzie oswoić się z nową paletą wewnętrznych doświadczeń, obudować słabość odpowiednimi strategiami. To później.
– Ten teatr... – westchnął odwracając się ku Lorraine – zdecydowanie podupada, ciężko w dzisiejszych czasach o dobrą artystyczną strawę w zadowalających warunkach. I tak nigdy za nim nie przepadałem, preferując eteryczność Francuzów, liryzm Włochów, czy dramatyzm Niemców. No może poza Wagnerem, wiadomo, któż byłby w stanie dźwignąć Wagnera... W ogóle – podjął z nową energią – z przyjemniejszych tematów, mój przyjaciel zamierza napisać sztukę. Chyba będę próbował dopomóc mu w tej sprawie, w znalezieniu odpowiedniego miejsca i sponsorów, bowiem z teatrem Selwynów mu nie po drodze, mimo, że wywodzi się z tamtej rodziny. – Dobry, bezpieczny temat rozluźnił mu barki.
W razie pytającego spojrzenia krupiera gestem potwierdził swoje wycofanie się z rozgrywki.