22.07.2024, 14:44 ✶
Chata odpowiadała swoim stanem wrakowi człowieka, który ją zamieszkiwał. Drewno, z którego ją zbito, obłaziło z farby, pod którą kryły się poczerniałe deski. Ściany obwieszono gustownymi dekoracjami w formie wystrzępionych sieci rybackich. Po podwórzu walała się sterta śmiecia: zardzewiałe wiadra, połamane wiosła, para sparciałych kaloszy, inne ciężkie do zidentyfikowania przedmioty. Przed domem wyciągniętego na piach stolik z drewnianej skrzynki zastawiony pustymi flaszkami, dookoła niego stały niskie beczki: na jednej z nich spoczywał znudzony właściciel chaty. Pod jego nogami dzieciak bawił się śmieciami, od czasu do czasu biegł przez plażę ku morzu czy coś pokrzykiwał.
Woody najchętniej wytargałby pijaka spod tej gównianej chałupy za kołnierz i wysłał na morze w dziurawej łajbie bez wioseł. Zobaczy się, czy zdoła sam wrócić do brzegu.
Znęcanie się nad rzezimieszkiem nie wchodziło jednak w grę, gdy patrzyło mu na ręce grono prawych i bohaterskich. Musiał załatwić to tak, jak Longbottomowi przystało, nie w stylu Nokturnu.
Spojrzał z dezaprobatą na czmychającego za niego przed siostrą Thomasa, po czym przeszedł bez ociągania do rzeczy:
— Nie rozpędzaj się z tym handlowaniem. Żeby przehandlować skarb, musielibyśmy mu przynieść czternastokaratowy złoty bimber. Chłop może i pijany jak szpadel, ale skoro położył łapska na skarbie, to pewno rozumuje, że trafiło mu się coś cennego.
Pomysł z alkoholem sam w sobie był jednak niezłym tropem, który dobrze ugryzła Nora.
— Upić, upić, to jakaś myśl. Do nieprzytomności najlepiej, a przynajmniej, żeby widział podwójnie.
Z westchnieniem spojrzał w dal — tam, gdzie zniknęło za ich plecami obozowisko — i wyciągnął różdżkę. Pod wpływem niemal niemego Accio wkrótce na horyzoncie ukazała się mknąca ku nim przez plażę butelka, która wylądowała miękko w dłoniach czarodzieja.
— Poświęcimy dla pięknej damy naszą niebiańską nagrodę. — Thomasowi z bólem serca zaprezentowana została rakija, wybrana przez Woody’ego do tego zadania ze względu na swoją moc.
Nim mężczyzna wyruszy na swoją misję, musieli ustalić jeszcze dokładny plan. Skrzynia majaczyła w głębi głównej izby rybackiej chatki. Być może prażyło słońce, być może rybak był już wstępnie podpity, ale nie mogli wiedzieć na pewno, ile czasu zajmie doprowadzenie go do właściwego stanu. Nie należało polegać jedynie na tym. Po chwili namysłu Tarp ponownie wyciągnął różdżkę, a od strony obozu nadleciał kolejny przedmiot: niewielka buteleczka ze stoiska z drinkami.
— Chłopiec, którego ściągnęła Brenna, będzie nam tam dziś pichcił drinki z niespodzianką — zaczął, oglądając buteleczkę, aby upewnić się, że dotarła do niego właściwa. — Jeden przygotowuje się z eliksiru niewidzialności. Taki to gadżet imprezowy, nic profesjonalnego czy pierwszej jakości. Niezbyt trwały, niedokładny, ale tyle o ile działa. Łatwiej wam się będzie wślizgnąć, jak trochę was rozmyje. Pewno zostanie kosmyk włosa czy falbana sukienki, ale zawsze to bezpieczniej. I od razu tamten smarkacz z głowy, bo przecież gówniarza nie upiję. — Zadowolony z efektu oględzin wcisnął butelkę Norze. — Kropelka lub dwie na język i będziecie mieli parę minut przewagi.
Wziął się pod bok i raz jeszcze omiótł wzrokiem scenę, na której rozegrać się miała ich zuchwała kradzież. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale… no, nie było co ukrywać: Woody dopuszczał w razie kłopotów po prostu opcję przemoc. Ich było czworo, rybak jeden, bo bachora nie liczył.
— Jeszcze by się przydał jakiś znak, żebyście wiedzieli, kiedy wkroczyć. — Zabębnił palcami o szkło, myśląc nad kolejnym szczegółem. — I może nie paradujcie ze skrzynią frontowymi drzwiami. Dasz radę translokować ją jakoś delikatnie przez okno, Tom?
Woody najchętniej wytargałby pijaka spod tej gównianej chałupy za kołnierz i wysłał na morze w dziurawej łajbie bez wioseł. Zobaczy się, czy zdoła sam wrócić do brzegu.
Znęcanie się nad rzezimieszkiem nie wchodziło jednak w grę, gdy patrzyło mu na ręce grono prawych i bohaterskich. Musiał załatwić to tak, jak Longbottomowi przystało, nie w stylu Nokturnu.
Spojrzał z dezaprobatą na czmychającego za niego przed siostrą Thomasa, po czym przeszedł bez ociągania do rzeczy:
— Nie rozpędzaj się z tym handlowaniem. Żeby przehandlować skarb, musielibyśmy mu przynieść czternastokaratowy złoty bimber. Chłop może i pijany jak szpadel, ale skoro położył łapska na skarbie, to pewno rozumuje, że trafiło mu się coś cennego.
Pomysł z alkoholem sam w sobie był jednak niezłym tropem, który dobrze ugryzła Nora.
— Upić, upić, to jakaś myśl. Do nieprzytomności najlepiej, a przynajmniej, żeby widział podwójnie.
Z westchnieniem spojrzał w dal — tam, gdzie zniknęło za ich plecami obozowisko — i wyciągnął różdżkę. Pod wpływem niemal niemego Accio wkrótce na horyzoncie ukazała się mknąca ku nim przez plażę butelka, która wylądowała miękko w dłoniach czarodzieja.
— Poświęcimy dla pięknej damy naszą niebiańską nagrodę. — Thomasowi z bólem serca zaprezentowana została rakija, wybrana przez Woody’ego do tego zadania ze względu na swoją moc.
Nim mężczyzna wyruszy na swoją misję, musieli ustalić jeszcze dokładny plan. Skrzynia majaczyła w głębi głównej izby rybackiej chatki. Być może prażyło słońce, być może rybak był już wstępnie podpity, ale nie mogli wiedzieć na pewno, ile czasu zajmie doprowadzenie go do właściwego stanu. Nie należało polegać jedynie na tym. Po chwili namysłu Tarp ponownie wyciągnął różdżkę, a od strony obozu nadleciał kolejny przedmiot: niewielka buteleczka ze stoiska z drinkami.
— Chłopiec, którego ściągnęła Brenna, będzie nam tam dziś pichcił drinki z niespodzianką — zaczął, oglądając buteleczkę, aby upewnić się, że dotarła do niego właściwa. — Jeden przygotowuje się z eliksiru niewidzialności. Taki to gadżet imprezowy, nic profesjonalnego czy pierwszej jakości. Niezbyt trwały, niedokładny, ale tyle o ile działa. Łatwiej wam się będzie wślizgnąć, jak trochę was rozmyje. Pewno zostanie kosmyk włosa czy falbana sukienki, ale zawsze to bezpieczniej. I od razu tamten smarkacz z głowy, bo przecież gówniarza nie upiję. — Zadowolony z efektu oględzin wcisnął butelkę Norze. — Kropelka lub dwie na język i będziecie mieli parę minut przewagi.
Wziął się pod bok i raz jeszcze omiótł wzrokiem scenę, na której rozegrać się miała ich zuchwała kradzież. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale… no, nie było co ukrywać: Woody dopuszczał w razie kłopotów po prostu opcję przemoc. Ich było czworo, rybak jeden, bo bachora nie liczył.
— Jeszcze by się przydał jakiś znak, żebyście wiedzieli, kiedy wkroczyć. — Zabębnił palcami o szkło, myśląc nad kolejnym szczegółem. — I może nie paradujcie ze skrzynią frontowymi drzwiami. Dasz radę translokować ją jakoś delikatnie przez okno, Tom?
piw0 to moje paliwo