22.07.2024, 16:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 16:55 przez Lorien Mulciber.)
Stoisko kowenu
- Mistrz festynowego łucznictwa. To poważna sprawa Jonathanie. Powinniśmy mu sprawić taką tabliczkę na drzwi gabinetu. Albo powiedzieć w Biurze Łączności z Centaurami, że mają nową konkurencję.- Szepnęła szeptem jak najbardziej scenicznym, upewniając się, że Shafiq to usłyszy, ale ten zdążył się już pozbyć tandetnej szarfy.
Nie miała nic przeciwko, żeby dołączyć do przyjaciół. Nawet jeśli początkowy plan zakładał tylko wizytę u Nory, mieli jeszcze cały wieczór nim trzeba będzie się zbierać. Pozostawiła swoje na wpół wypite wino na ladzie, uznając, że wystarczy. Wciąż nie była pewna czy można mieszać tą całą cytrynówkę z czymkolwiek.
Wzięła Lyssę pod rękę uśmiechając się do niej i jej kota Biedactwo, wpadło w sam środek samozwańczej londyńskiej loży szyderców. Mogło być gorzej. Mógł ją ktoś zobaczyć z tą okropną nieprzyzwoitą świeczką.
Stoisko Kowenu.
Nieszczególnie lubiany przez Lorien temat.
Z wiarą był taki mały problem, że aby działała… No to trzeba było wierzyć. Tymczasem w czarownicy nie było nawet naparstka uwielbienia do boskości. Jasne, bardzo przezornie wrzucała datki do puszek na Londyński Kowen, przestrzegała zwyczajów i z reguły brała udział w sabatowych obrzędach, ale nigdy nie przyszło jej do głowy tracić cenne sekundy życia na coś tak bezsensownego jak rozmyślanie co czeka ich “po tym”.
Ptaki i tak nie idą do Limbo.
Przyjrzała się asortymentowi uważnie, ostatecznie raczej nie znajdując nic dla siebie. Mogła co najwyżej wziąć książkę z przepisami na wypieki dla Sophie, ale już miała dla niej prezent. Więc sobie odpuściła. Z tego wszystkiego nawet nie słuchała wywodu Anthony’ego, więc gdy odwrócił się w ich stronę, ewidentnie szukając aprobaty, zrobiła to co zawsze. Skinęła poważnie głową. No oczywiście, że tak. Miał pełną rację! Zmrużyła oczy, obserwując czy reakcja była odpowiednia. Jeśli nie to przerwała skinięcie i pokręciła lekko głową, niemal oburzona. Skądże znowu, absolutnie nie! Jak tak w ogóle można?
Shafiq jednak szybko zainteresował się czymś innym, więc odetchnęła z ulgą. Tak przynajmniej na parę sekund, bo zwabiona tym całym “panie Longbottom!” podniosła głowę znad kolorowych zakładek.
Dobrze, że byli przy świętym stoisku, bo Lorien mogła sobie pozwolić na pełne zgrozy westchnięcie.
- Dobra Matko…- Spojrzała niemal przerażona na Morpheusa, który wciąż miał na sobie resztki brokatu. Pozwoliła ucałować się w policzki, przyjęła nawet komplementy, mamrocząc tylko coś w stylu “och już nie kłam!”, po czym spróbowała otrzepać choć trochę tego brokatu z szaty czarodzieja. Spojrzała niechętnie na pyłek który został jej na palcach. Cudownie.- Morfeo, jak ty wyglądasz… Brygada wepchnęła cię do basenu z brokatem?- Potrząsnęła głową z niedowierzaniem.- Moja towarz… Och, racja.- Odsunęła się kawałek, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu towarzyszącym im dziewczyny.- To jest Lyssa. Jej matka jest młodszą siostrą mojego męża.- Powiedziała spokojnie, ani myśląc szukać w pamięci jak po angielsku nazwać to dziwaczne powiązanie. Zwłaszcza, że dziewczynę poznała niecałą godzinę, dwie temu? A przy okazji nieszczególnie się wyrywała, żeby zdradzić gdzie jest jej prawdziwa pasierbica.
Ta cała afera z cytrynówką to był temat na dłuższe spotkanie.