22.07.2024, 17:41 ✶
Dalej umieram, ale potem przechodzę na koc z Heather, żeby umierać na jej kolanach.
Noo… Oczywiście! Najłatwiej zamknąć rannego chłopa w domu o chlebie i wodzie, a samej bujać się po jakichś imprezach organizowanych na dzikich plażach, zamiast włączyć partnera w swoje hobby. Bo po co, skoro taki Cameron nie mógł wnieść do towarzystwa absolutnie nic, poza chaosem i rozrywką? Takie to właśnie było piekło młodych mężczyzn, których Matka pokarała przeznaczeniem w formie partnerki-celebrytki.
Wystarczyło kilka siniaków i uszkodzona kość, a Wielka Gwiazda już chciała odrzucać faceta w kąt i chować go pod stertą starych koców, żeby przypadkiem nikt nie zobaczył, do jakiego stanu się doprowadził w ciągu zaledwie kilku minut! A wystarczyło trochę wiary w to, że jej wybranek nie był z papieru. Tak czy siak, Lupin nigdzie się nie wybierał, a już na pewno nie miał zamiaru zostawić tutaj Heather samej. Niech im robią zdjęcia. Niech komentują jego głupotę, ale nie pozwoli, aby ta wpadka zrujnowała im dzień.
— Nie pie… Nie pieść się ze mną tak bardzo — odpowiedział Basiliusowi, zawieszając na moment głos, co by nie przekląć siarczyście. — Wszystko jest w porządku. Krew dalej jest w środku, czyli została tam, gdzie być powinna.
Na szczęście Florence Bulstrode jeszcze nie wyczuła zapachu krwi, który unosił się w powietrzu. Gdyby usłyszała te słowa, to zapewne sprawdziłaby, czy wszelkie dokumenty uprawniające Camerona do dołączenia do Akademii Munga nie były przypadkiem sfałszowane. Bądź co bądź, nie brzmiał w tej chwili jak medyk, ani nawet student magimedycyny. Eh, a pomyśleć, że winna temu wszystkiemu była tylko adrenalina i niechęć przed okazywaniem słabości w towarzystwie panny Wood.
— Heather zadba, żeby były bardzo przyjemne — obiecał Basiliusowi, nie dając w gruncie rzeczy Heather szansy na zaprzeczenie. — Tutaj oczywiście! Usiądziemy na jakimś kocu i wszystko będzie w jak najlepszym porządku...
Zaczął kręcić głową na prawo i lewo, próbując namierzyć jakieś wolne miejsce, jednak w pewnym momencie jego spojrzenie powędrowało w stronę wody, gdzie faktycznie buszował dziki niedźwiedź z Norą Figg na grzbiecie. Lupin zamrugał parokrotnie. Może jednak oberwał nieco mocniej, niż wszystkim się wydawało? Omamy wzrokowe to już nie przelewki, ale... Wtedy Basilius zaczął majstrować przy jego kości, a Camerona zamroczyło na tyle, że ocknął się dopiero po dłuższej chwili. A potem to już została tylko usunięcia się z widoku i....
— (…) I tak nigdzie się nie wybieramy — powtórzył, kiedy wylądował w końcu na jednym z koców. — Ja... Ja mogę tu sobie posiedzieć, a ty się baw. Serio. Jeszcze nie umarłem.
Noo… Oczywiście! Najłatwiej zamknąć rannego chłopa w domu o chlebie i wodzie, a samej bujać się po jakichś imprezach organizowanych na dzikich plażach, zamiast włączyć partnera w swoje hobby. Bo po co, skoro taki Cameron nie mógł wnieść do towarzystwa absolutnie nic, poza chaosem i rozrywką? Takie to właśnie było piekło młodych mężczyzn, których Matka pokarała przeznaczeniem w formie partnerki-celebrytki.
Wystarczyło kilka siniaków i uszkodzona kość, a Wielka Gwiazda już chciała odrzucać faceta w kąt i chować go pod stertą starych koców, żeby przypadkiem nikt nie zobaczył, do jakiego stanu się doprowadził w ciągu zaledwie kilku minut! A wystarczyło trochę wiary w to, że jej wybranek nie był z papieru. Tak czy siak, Lupin nigdzie się nie wybierał, a już na pewno nie miał zamiaru zostawić tutaj Heather samej. Niech im robią zdjęcia. Niech komentują jego głupotę, ale nie pozwoli, aby ta wpadka zrujnowała im dzień.
— Nie pie… Nie pieść się ze mną tak bardzo — odpowiedział Basiliusowi, zawieszając na moment głos, co by nie przekląć siarczyście. — Wszystko jest w porządku. Krew dalej jest w środku, czyli została tam, gdzie być powinna.
Na szczęście Florence Bulstrode jeszcze nie wyczuła zapachu krwi, który unosił się w powietrzu. Gdyby usłyszała te słowa, to zapewne sprawdziłaby, czy wszelkie dokumenty uprawniające Camerona do dołączenia do Akademii Munga nie były przypadkiem sfałszowane. Bądź co bądź, nie brzmiał w tej chwili jak medyk, ani nawet student magimedycyny. Eh, a pomyśleć, że winna temu wszystkiemu była tylko adrenalina i niechęć przed okazywaniem słabości w towarzystwie panny Wood.
— Heather zadba, żeby były bardzo przyjemne — obiecał Basiliusowi, nie dając w gruncie rzeczy Heather szansy na zaprzeczenie. — Tutaj oczywiście! Usiądziemy na jakimś kocu i wszystko będzie w jak najlepszym porządku...
Zaczął kręcić głową na prawo i lewo, próbując namierzyć jakieś wolne miejsce, jednak w pewnym momencie jego spojrzenie powędrowało w stronę wody, gdzie faktycznie buszował dziki niedźwiedź z Norą Figg na grzbiecie. Lupin zamrugał parokrotnie. Może jednak oberwał nieco mocniej, niż wszystkim się wydawało? Omamy wzrokowe to już nie przelewki, ale... Wtedy Basilius zaczął majstrować przy jego kości, a Camerona zamroczyło na tyle, że ocknął się dopiero po dłuższej chwili. A potem to już została tylko usunięcia się z widoku i....
— (…) I tak nigdzie się nie wybieramy — powtórzył, kiedy wylądował w końcu na jednym z koców. — Ja... Ja mogę tu sobie posiedzieć, a ty się baw. Serio. Jeszcze nie umarłem.