22.07.2024, 17:50 ✶
Świat mugolski rzeczywiście potrafił dać pewien azyl przed wszystkim, co działo się w tym czarodziejskim. Tak zawsze czuła się gdy, odwiedzała kiedyś dziadków, a gdy ich zabrakło, zaczęła szukać go gdzieś indziej. Nigdy go nie znalazła. A jednak przebywanie w mugolskich barach, parkach i zapominanie o tym, że zrąbała sobie na jakimś etapie całe życie potrafił czasem stanowić jego namiastkę.
Nie spodziewała się, że naprawdę spotka tu znajomą twarz, zresztą, większość albo nie przejmowała się nią na tyle, by naprawdę przejąć się tym, co robiła na tej ławce, albo znała ją na tyle, że wiedziała, jak postępować z nią w podobnym przypadku. W końcu nie raz z nimi piła zalewając swoje smutki, widzieli ją zdecydowanie w gorszych momentach życia i zdawali sobie sprawę, że była już na wielu frontach sprawą straconą. Tak to przynajmniej widziała i jakoś się z tym pogodziła.
Z Maxem nie widziała się szmat czasu. Wysyłali sobie wiadomości, wiele jednak zapewne w nich ominęli. A na pewno Viorica, nic chcąc obarczać młodszego kolegi problemami, które zdecydowanie mogły być zbyt wielkie w jej oczach na młodszą głowę, która miała przed sobą przyszłość, która mogła być jeszcze całkiem spokojna i normalna. Udawała więc, że wcale nie poznała co to znaczy być na marginesie społeczeństwa, mówiąc same dobre rzeczy i naginając trochę rzeczywistość.
Nie spodziewała się, że to się na niej odbije.
Nie była nawet mocno pijana, w butelce ubyło tylko kilka łyków wódki, na tyle, by rozgrzać jej policzki i lekko przytępić umysł.
Liczyła więc na miłe spotkanie po latach. Dostała, cóż, w sumie sama nie wiedziała co.
Patrzyła z szeroko otwartymi oczami na butelkę, która powoli była opróżniania na ziemię. Została kompletnie zaskoczona przez bezpośredniość Maxa. Zaraz jednak zerwała się do pozycji stojącej, nawet mocno się nie chwiejąc, i próbowała uratować resztkę płynu zabierając ją z rąk chłopaka. Pogorszyła jednak sprawę. Butelka ostatecznie spadła na ziemię, a Viorica patrzyła na mokrą plamę, czując, jak zaczyna napełniać ją furia.
- Pojebało cię? - zapytała głosem przesiąkniętym wściekłością, patrząc na Maxa przez kilka sekund, słuchając jego wspaniałomyślnych stwierdzeń i pytań.
Na które po chwili ciszy nie wytrzymała i roześmiała się trochę histerycznie.
- Ponad co? Zachlanie mordy w parku? Cieszy mnie wysokie mniemanie o mojej osobie, ale uwierz mi, te dno już dawno zwiedziłam - odparła z uśmiechem, który wcale nie był wesoły. Spojrzała na stopy, na butelkę, która roztrzaskała się wcześniej w mak i nie wiedziała co ma robić.
Uciekać? Kuszące, ale zerknęła na Maxa, który wydawał się naprawdę chcieć jej wysłuchać, o ona chyba potrzebowała spojrzenia kogoś, kto należał właśnie do tego normalnego, nie zatrutego świata. Opadła więc na ławkę z westchnieniem, butem przesuwając szkło, które ryło w parkowej ścieżce wzory.
- Wisisz mi flaszkę - wymamrotała na wstępie, po czym zapatrzyła się w swoje stopy. - Co się dzieje? A no, jak zwykle okazuje się, że mam talent do psucia wszystkiego, co mogłoby być czymś dobrym w moim życiu. Kimś w tym przypadku. Nic nowego - mówiła, a jej lewa dłoń nieświadomie przystąpiła do skubania skórki przy prawym kciuku.
Nie spodziewała się, że naprawdę spotka tu znajomą twarz, zresztą, większość albo nie przejmowała się nią na tyle, by naprawdę przejąć się tym, co robiła na tej ławce, albo znała ją na tyle, że wiedziała, jak postępować z nią w podobnym przypadku. W końcu nie raz z nimi piła zalewając swoje smutki, widzieli ją zdecydowanie w gorszych momentach życia i zdawali sobie sprawę, że była już na wielu frontach sprawą straconą. Tak to przynajmniej widziała i jakoś się z tym pogodziła.
Z Maxem nie widziała się szmat czasu. Wysyłali sobie wiadomości, wiele jednak zapewne w nich ominęli. A na pewno Viorica, nic chcąc obarczać młodszego kolegi problemami, które zdecydowanie mogły być zbyt wielkie w jej oczach na młodszą głowę, która miała przed sobą przyszłość, która mogła być jeszcze całkiem spokojna i normalna. Udawała więc, że wcale nie poznała co to znaczy być na marginesie społeczeństwa, mówiąc same dobre rzeczy i naginając trochę rzeczywistość.
Nie spodziewała się, że to się na niej odbije.
Nie była nawet mocno pijana, w butelce ubyło tylko kilka łyków wódki, na tyle, by rozgrzać jej policzki i lekko przytępić umysł.
Liczyła więc na miłe spotkanie po latach. Dostała, cóż, w sumie sama nie wiedziała co.
Patrzyła z szeroko otwartymi oczami na butelkę, która powoli była opróżniania na ziemię. Została kompletnie zaskoczona przez bezpośredniość Maxa. Zaraz jednak zerwała się do pozycji stojącej, nawet mocno się nie chwiejąc, i próbowała uratować resztkę płynu zabierając ją z rąk chłopaka. Pogorszyła jednak sprawę. Butelka ostatecznie spadła na ziemię, a Viorica patrzyła na mokrą plamę, czując, jak zaczyna napełniać ją furia.
- Pojebało cię? - zapytała głosem przesiąkniętym wściekłością, patrząc na Maxa przez kilka sekund, słuchając jego wspaniałomyślnych stwierdzeń i pytań.
Na które po chwili ciszy nie wytrzymała i roześmiała się trochę histerycznie.
- Ponad co? Zachlanie mordy w parku? Cieszy mnie wysokie mniemanie o mojej osobie, ale uwierz mi, te dno już dawno zwiedziłam - odparła z uśmiechem, który wcale nie był wesoły. Spojrzała na stopy, na butelkę, która roztrzaskała się wcześniej w mak i nie wiedziała co ma robić.
Uciekać? Kuszące, ale zerknęła na Maxa, który wydawał się naprawdę chcieć jej wysłuchać, o ona chyba potrzebowała spojrzenia kogoś, kto należał właśnie do tego normalnego, nie zatrutego świata. Opadła więc na ławkę z westchnieniem, butem przesuwając szkło, które ryło w parkowej ścieżce wzory.
- Wisisz mi flaszkę - wymamrotała na wstępie, po czym zapatrzyła się w swoje stopy. - Co się dzieje? A no, jak zwykle okazuje się, że mam talent do psucia wszystkiego, co mogłoby być czymś dobrym w moim życiu. Kimś w tym przypadku. Nic nowego - mówiła, a jej lewa dłoń nieświadomie przystąpiła do skubania skórki przy prawym kciuku.