22.07.2024, 20:00 ✶
Basilius właśnie wspominał rzecz, która wydarzyła się bardzo dawno temu, kiedy jeszcze nawet nie był w Hogwarcie, a jednak... A jednak kiedy usłyszał od Florence, że może rzeczywiście jego próby wkręcania młodszego kuzyna podziałały i ten możliwe, że naprawdę mu uwierzył... Nie był w stanie ukryć tego złośliwego uśmiechu satysfakcji, który na chwilę objął jego twarz.
– Jesteś zdecydowanie zbyt uparta, by nie być z nami spokrewniona – powiedział, bo może i Florence charakterem odbiegała od wielu prewettowskich zachowań, tak jednak upór ewidentnie miała po ciotce. On sam natomiast chyba nigdy nie chciał myśleć za bardzo o tym co odziedziczył po którym rodzicu.
No kurwa mać. I czemu go to teraz spotkało? Miotła była zrobiona z drzew z Windermere i teraz się na nim mściła? Uznała, że nigdy go nie lubiła i teraz postanowiła to pokazać? Gdzieś w pobliżu była Brenna, której nie zauważył? Rozejrzał się po coraz bardziej oddalającym się terenie. Nie, żadnej Brenny. Za to robiło się coraz bardziej wysoko, a na horyzoncie...
No nie. No kurwa nie. Wioska mugoli. Jeszcze chwila i przez nią przeleci, a wtedy zamiast odpoczywać będzie musiał się bardzo gęsto tłumaczyć odpowiednim osobom. Ugh... Chciał tylko spędzić ten sierpień w spokoju? Czy naprawdę prosił o tak dużo?
Desperacko, próbował obniżyć lot miotły. Nic.
Próbował ją chociaż spowolnić. Dalej nic.
Sytuacji nie pomagał fakt, że trzymał się na niej dość pokracznie, bo po pierwsze nie był do końca zaznajomiony z lataniem, a po drugie nie miał przecież nawet czasu, by się porządnie złapać.
Co robić, co robić? Może nikt go nie zauważy?
Może w ten piękny, bezchmurny letni dzień nikt w wiosce nie postanowi wyjść na zewnątrz i spojrzeć w górę?
Spróbował sięgnąć po swoją różdżkę i niemal zleciał z miotły. Zacisnął mocniej usta. Super. Po prostu super. Spojrzał w dół. Czy powinien po prostu spać i uznać, że skoro Matka, życie, los, bogowie i wszystko postanowili się mu sprzeciwić to teraz mogli równie dobrze decydować o tym, czy sobie coś zrobi czy nie? Nie. Nie będzie spadać. Coś wymyśli.
Ponownie puścił jedną ręką drążek, by chwycić swoją różdżkę.
Udało się!
Miotła skręciła jakoś dziwnie, a on stracił równowagę.
No i spadał.
Biegnącą za nim Florence mogła zobaczyć, jak nagle sylwetka jej kuzyna, leci w stronę ziemi w akompaniamencie rzucanych na szybko, i pewnie nieudolnie, zaklęć które miały jakoś załagodzić upadek.
– Jesteś zdecydowanie zbyt uparta, by nie być z nami spokrewniona – powiedział, bo może i Florence charakterem odbiegała od wielu prewettowskich zachowań, tak jednak upór ewidentnie miała po ciotce. On sam natomiast chyba nigdy nie chciał myśleć za bardzo o tym co odziedziczył po którym rodzicu.
***
No kurwa mać. I czemu go to teraz spotkało? Miotła była zrobiona z drzew z Windermere i teraz się na nim mściła? Uznała, że nigdy go nie lubiła i teraz postanowiła to pokazać? Gdzieś w pobliżu była Brenna, której nie zauważył? Rozejrzał się po coraz bardziej oddalającym się terenie. Nie, żadnej Brenny. Za to robiło się coraz bardziej wysoko, a na horyzoncie...
No nie. No kurwa nie. Wioska mugoli. Jeszcze chwila i przez nią przeleci, a wtedy zamiast odpoczywać będzie musiał się bardzo gęsto tłumaczyć odpowiednim osobom. Ugh... Chciał tylko spędzić ten sierpień w spokoju? Czy naprawdę prosił o tak dużo?
Desperacko, próbował obniżyć lot miotły. Nic.
Próbował ją chociaż spowolnić. Dalej nic.
Sytuacji nie pomagał fakt, że trzymał się na niej dość pokracznie, bo po pierwsze nie był do końca zaznajomiony z lataniem, a po drugie nie miał przecież nawet czasu, by się porządnie złapać.
Co robić, co robić? Może nikt go nie zauważy?
Może w ten piękny, bezchmurny letni dzień nikt w wiosce nie postanowi wyjść na zewnątrz i spojrzeć w górę?
Spróbował sięgnąć po swoją różdżkę i niemal zleciał z miotły. Zacisnął mocniej usta. Super. Po prostu super. Spojrzał w dół. Czy powinien po prostu spać i uznać, że skoro Matka, życie, los, bogowie i wszystko postanowili się mu sprzeciwić to teraz mogli równie dobrze decydować o tym, czy sobie coś zrobi czy nie? Nie. Nie będzie spadać. Coś wymyśli.
Ponownie puścił jedną ręką drążek, by chwycić swoją różdżkę.
Udało się!
Miotła skręciła jakoś dziwnie, a on stracił równowagę.
No i spadał.
Biegnącą za nim Florence mogła zobaczyć, jak nagle sylwetka jej kuzyna, leci w stronę ziemi w akompaniamencie rzucanych na szybko, i pewnie nieudolnie, zaklęć które miały jakoś załagodzić upadek.