- Porozmawiaj. Ja znawcą nie jestem. Może Robert lepiej to wyjaśni.
Zgodził się z synem, że temat lepiej zostawić pod dyskusję z odpowiednią osobą, która stworzyła te świeczki. I choć było wszystko napisane na opakowaniu, to tajemnica zawsze pozostawała w wykonaniu. Kto lepiej tego nie powie jak ich specjalista i twórca Robert Mulciber?
Przynajmniej im czas jakoś zleciał na luźnej rozmowie i sprzeczaniu się o nazewnictwo. Richard mógł i nie musiał mieć racji, co do tych świeczek. Znał jednak większość produktów stworzonych przez brata, pamiętając co mu o nich mówił.
Zaciągnął się papierosem ponownie, słuchając Charlesa. Wypuścił dym gdzieś w bok. Spojrzał na Charlesa, kiedy po jego uwadze odnośnie palenia czegoś, czego on sam nie jest wstanie zrozumieć, wspomniał iż sam już próbował.
- Idzie się przyzwyczaić.Odpowiedział krótko, w kwestii pytania, patrząc na swojego wypalonego do połowy papierosa. Już w okresie szkolnym zaczął palić. Udało się dopiero, kiedy w końcu z bratem dostali przepustkę do Hogsmeade. Udało mu się przekonać starszego kolegę z domu Slytherina, aby mu załatwił paczkę.
- Smakowe są łagodniejsze, wydają z siebie nawet inny zapach. Też takie paliłem, jak mnie częstowali. Ale bardziej preferuję tradycyjne.
Wyraził swoje zdanie na ich temat. Lecz nie przypuszczał, że Charles taki chętny i otwarty będzie na rozmowy o tytoniu. Dzieckiem nie był. Richard palić mu nie bronił, jeżeli chciał spróbować. Droga wolna.
Młodzieńca jednak świerzbiła dupa, że musiał wstać, podejść do ich straganu i poprawić świeczki czy co tam według niego stało krzywo. Richard tylko się lekko uśmiechnął i pokręcił głową. Dał już sobie spokój z tym. Byleby młody nie kombinował za jego plecami.
- I słusznie.Zgodził się i tematu już nie ciągnął. Chłopak chociaż pod tym względem wiedział, że mugolom nie należy pomagać. Ani finansować ich pracy.
Strzepnął popiół z papierosa i spojrzał w stronę sceny, gdzie zaczęli najpewniej wprowadzać jakąś piosenkarkę, co będzie się darła na całą ulicę. Westchnął, ponownie się zaciągnął i spojrzał na zegarek. Jakoś to przeżyje.