22.07.2024, 23:06 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję stoisko. Rozmawiam z Morfeuszem, Anthonym, Jonathanem, Lorien i Lyssą.
Wyprostował się, gdy zorientował się, że do stoiska z dewocjonaliami podszedł nikt inny jak Anthony Shafiq. Nie nazwałby go przyjacielem, czy nawet bliskim znajomym, jednak... Znali się. Głównie przez inwestycje, jakich dokonywał Anthony, a które bardzo pozytywnie wpływały na obraz pomniejszych miejsc kultu zlokalizowanych poza granicami Londynu. Gdyby nie całe góry galeonów przeniesione do skrytki kowenu, wiele kapliczek zapewne obróciłoby się już w ruinę. Macmillan pochylił lekko głowę, aby powitać czarodzieja.
— Chodzi o miłość Matki — wytłumaczył, mamrocząc pod nosem, gdy wychwycił nutę zwątpienia w tonie głosu Shafiqa. — A w obecnych czasach jej nigdy nie ma za dużo. Można się nią wręcz zachłysnąć, jeśli zaczerpnie się z jej źródełka za dużo za jednym razem.
Sebastian wykorzystał moment rozproszenia swojego klienta i zaczął pakować poszczególne produkty wymienione przez Morfeusza, dając mężczyźnie czas na przywitanie się z resztą ludzi, która podeszła do stoiska.
— Niech Matka to panu w dzieciach wynagrodzi, panie Longbottom — odparł, gdy Morfeusz odmówił odebrania reszty. — Poproszę o odśpiewanie kilku pieśni na cześć pana hojności wobec kowenu.
Na wspomnienie o Brygadzie Uderzeniowej, zagryzł dolną wargę. Ledwo zdołał się powstrzymać przed pytaniem, czy i w kwestię brokatu była zamieszana niejaka BRENNA LONGBOTTOM. Na tym etapie kobieta stanowiła dla niego synonimem działań sił bezpieczeństwa. Eh, czemu nie mógł kojarzyć ich z kimś innym, tylko z tą namolną czarownicą, która co rusz wpadała w jakieś kłopoty, a potem rzucała je z impetem na jego biurko w ministerialnej kanciapie? Czemu Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie mógł mu się kojarzyć z Patrickiem Stewardem albo tym całym Bulstrodem?
— Niech chwalone będzie słowo Matki i jej wyznawców — powitał sztywno zgraję sprowadzoną do stoiska przez Shafiqa, przeskakując wzrokiem z Jonathana na Lorien, aby koniec końców utkwić go w najmłodszej uczestniczce tej wycieczki, czyli Lyssie. — Polecam książeczki ''szukam i znajduję''. Podobno są świetne na ćwiczenie pamięci i spostrzegawczości.
Zerknął kątem oka na swojego asystenta, który zdawał się robić, co w jego mocy, aby ignorować klientelę, która w mig znalazła się pod ich stanowiskiem pracy. Chociaż ten jeden raz jestem po twojej stronie, pomyślał Sebastian, zduszając ciężkie westchnienie w zarodku, zanim to zdołało zatańczyć na jego żołądku. Nie miał nic przeciwko liczebności gości, ale wolałby, gdyby ci faktycznie zadeklarowali na wejściu, czy chcą coś kupić, a może jedynie popatrzeć, bo na dobrą sprawę nie wiedział, na kim powinien się skupić. Macmillan przełknął ślinę i wbił wzrok w pustą przestrzeń tuż nad głową Morfeusza.