22.07.2024, 23:40 ✶
Kobieta zapewne nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo udało się jej go otworzyć i rozluźnić. Minęło naprawdę dużo czasu od momentu, kiedy w jego głowie nawet na chwilę nie pojawiła się myśl o pracy. Jasne, z początu był nieco niepewny i zestresowany, ale kilka drinków oraz jej towarzystwo sprawiły, że pierwszy raz od miesięcy po prostu cieszył się chwilą. Rozmowa była zbyt wciągająca, po prostu nie miał czasu na martwienie się tak naprawdę czymkolwiek. Następnego dnia zapewne wróci do swojej szarej codzienności, ale w tej chwili nawet nie chciał o tym myśleć, zbyt mocno skupiony na tu i teraz. Bo przecież było na kim i na czym. Vior zdecydowanie nie dało się odmówić urody, ale w tej chwili skupiał się bardziej na ich dyskusji. Cholera, naprawdę miło mu się z nią rozmawiało. Niby nie mieli kontaktu od czasów szkoły, gdzie i tak nie spędzali wiele czasu, ale czuł się bardziej komfortowo niż przy większości znajomych.
— Podziwiam Twój upór i awersję do czapek, ale będę obstawał przy swoim. Jeszcze daleko do pierwszych mrozów, także mam nieco czasu, żeby cię doedukować. Prośbą albo groźbą — zadeklarował, ewidentnie jej grożąc. Niestety dodał do tego lekko wystawiony język, co ujmowało tej scenie powagi. — Oczywiście. "Składam podziękowania dla mojej inspiracji, ulubionej pacjentki z pracy.". No, chyba że nie chcesz się kryć pod pseudonimami i mam z imienia i nazwiska? "Dla Viorici Zamfir, bez której to dzieło nie ujrzałoby światła dziennego.". Chyba też brzmi dobrze? — dodał jeszcze, głośno się przy tym śmiejąc. Naprawdę nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł się tak dobrze. Nie chodziło nawet o to, że miło się rozmawiało. Chodziło raczej o fakt, że z jakiegoś niezrozumiałego powodu przestał się przejmować wszystkim, co robił. Pierwszy raz od naprawdę dawna jego myśli były spokojne, chociaż jednocześnie były też nieco zmulone i spowolnione.
Czuł się przy niej wyluzowany, ale nie na tyle, żeby jej teksty przestały na niego działać. Tak w zasadzie to w trakcie dzisiejszego wieczoru jego uszy przez zdecydowaną większość czasu były mniej lub bardziej czerwone.
— Hmm. Zasłużyć? Jakieś sugestie i wskazówki? — Zerknął na nią, lekko ciekawy odpowiedzi. Oczywiście nie miał zamiaru jej do niczego zmuszać, ale tak właściwie to z chęcią usłyszałby coś więcej o jej życiu. W końcu od Hogwartu minęło naprawdę sporo czasu. Zapewne zdążyła przeżyć jakieś fascynujące przygody.
— Och? Jestem przekonany, że mogłabyś mnie zaskoczyć, zapewne nie raz — rzucił z lekkim śmiechem. Zdecydowanie nie stawiał wysokiej poprzeczki ewentualnym oponentom w opowiadaniu o sobie.
Nie mówił tego na głos, ale w duchu ciekawiło go, kto wygra ten spontaniczny zakład. Nie, żeby zależało mu na wygranej. Po prostu zastanawiało go, gdzie spotkają się następnym razem. O ile oczywiście do tego dojdzie. Dalej nie był pewien, czy kobieta taka jak ona będzie chciała mu poświęcać więcej swojego czasu. Bo przecież był tylko sobą. Nawet ta świadomość nie była jednak w stanie sprawić, żeby przestał mieć nadzieje. Zbyt dobrze się bawił, żeby skazywać się na porażkę. Tak właściwie to najlepiej by było, gdyby dzisiejszy wieczór po prostu nigdy się nie skończył.
Nieco oprzytomniał, gdy rozmowa zeszła na poważniejsze tematy. Nawet teraz, wyluzowany i radosny czuł na karku nieprzyjemny chłód, gdy w grę wchodził Voldemort i jego wyznawcy. Na samą myśl o ofiarach, którymi miał okazję się zajmować, jego dłonie zacisnęły się w pięści. Dlaczego ludzie nie mogli się po prostu nauczyć żyć w pokoju?
Wysłuchał jej słów z uwagą i powagą, chociaż na koniec nie mógł powstrzymać uśmiechu. — Rozmawiamy pierwszy raz od lat, a Ty już znasz odpowiedź na tego typu pytania? — zaczął, kręcą przy tym głową. Zaraz jednak spoważniał. — Jestem lekarzem i pomogę każdemu, kto będzie tego potrzebował... ale obiecuję na siebie uważać. Jeśli cię to pocieszy, w Mungu jest dość bezpiecznie. Aktualnie największym zagrożeniem może być śmierć z nudów w wyjątkowo spokojny dzień — dokończył, mając nadzieję, że z pomocą tego lekkiego żartu uda mu się nieco rozładować atmosferę.
— Ech. Przestaje mi się podobać to, jak często muszę ci przyznać rację — Skrzywił się, patrząc na nią spojrzeniem, w którym powaga przebijała się z rozbawieniem. — Gdyby Twoja mama znalazłaby mnie w takim stanie, mogłoby się pojawić całkiem sporo trudnych pytań. Wolałbym się nie wpakowywać w taką sytuację, także... postaram się wprowadzić pewne poprawki względem moich aktualnych działań. Jeśli będą potrzebowali dodatkowej pary rąk, to nie odmówię, ale... nie będę się wpychał na siłę. Czy taka odpowiedź jest zadowalająca? — dokończył, upijając kolejny łyk drinka, który zresztą zaraz opróżnił. Został mu już tylko ten mocniejszy, który z pewnością zwali go już z nóg. Z jednej strony tak duża troska ze strony kobiety wprawiała go w dyskomfort, ale jednocześnie była w sumie całkiem przyjemna.
Gdy przeszli do tańca, w jego głowie raz jeszcze zapanował błogi spokój, przynajmniej częściowo. Nigdy nie był zbyt dobrym tancerzem i sam ten fakt wywoływał w nim sporą dawkę stresu, ale tym razem nie uciekł. Obserwując ruchy Viora oraz innych tańczących ludzi, starał się ich naśladować. Szło mu nieco mizernie, ale po chwili wyłapał kilka ruchów, które zaczął powtarzać. Wciąż było to nieco ślamazarne, ale jak na niego zaskakująco dobre. Jeśli akurat nie skupiał się na odpowiednim ułożeniu nogi, żeby nie podeptać partnerki, patrzył w jej stronę, zachwycając się tym, jak bardzo była piękna.
— Więcej? Jeśli uważasz, że tyle że mną wytrzymasz... chętnie — gdy tylko to powiedział, uśmiechnął się szeroko. W tej chwili w jego głowie nie dałoby się znaleźć nawet jednej nieprzyjemnej myśli. Cieszył się chwilą, całkowicie i absolutnie. Jeszcze dwa tygodnie przez myśl by mu nie przeszło, że wyjdzie do baru z dawną znajomą ze szkoły, ale teraz nie wymieniłby tego na nic innego.
Pocałunek był chyba momentem kulminacyjnym. Cedric przelał w niego wszystkie myśli, które przechodził przez jego głowę tego wieczoru. Radość, spokój, śmiech, wstyd i szczery zachwyt kobietą. Normalnie nigdy nie odważyłby się na taki ruch, ale teraz... teraz wydawał mu się niezwykle trafiony. Gdy poczuł na karku jej dłonie, mimowolnie przysunął się bliżej, a gdy poczuł na wardze jej język, mimowolnie zadrżał.
Chciał więcej, ale jednocześnie wiedział, że Vior nigdy nie wyraziła zainteresowania czymś takim. Bo przecież wyszli na piwo jako znajomi. Przez kilka chwil, które w jego głowie cholernie się wydłużały, czekał na jej odpowiedź, a gdy w końcu ją otrzymał, przez dłuższą chwilę nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
Gdy chwyciła go za podbródek, znowu zadrżał, patrząc niepewnie w jej stronę. Oddech momentalnie mu przyśpieszył, a policzki poczerwieniały. Przez kilka kolejnych sekund milczał, walcząc z samym sobą, ale ostatecznie wygrało pragnienie.
— Chcę. Nawet bardzo. Cholera, ja... — zaczął, ale nawet nie wiedział, jak wypowiedzieć na głos myśli tkwiące teraz w jego głowie. Zdradzały go jednak oczy, w których pojawiło się pożądanie. Nachylił się i raz jeszcze ją pocałował, tym razem nie odsuwając się przez dłuższą chwilę. Początkowo dłonie po prostu wisiały w powietrzu, ale w pewnym momencie wylądowały na jej talii, przyciągając ją bliżej niego. Gdy w końcu się oderwał, jego oddech był nierówny, ale nawet o tym nie myślał. Jego uwaga była całkowicie skupiona na niej. Nie odsuwając się, oparł się o jej czoło, próbując jakoś zebrać myśli.
— Naprawdę nie chcę, żeby ten wieczór się skończył — wyszeptał, patrząc jej przy tym prosto w oczy.
— Podziwiam Twój upór i awersję do czapek, ale będę obstawał przy swoim. Jeszcze daleko do pierwszych mrozów, także mam nieco czasu, żeby cię doedukować. Prośbą albo groźbą — zadeklarował, ewidentnie jej grożąc. Niestety dodał do tego lekko wystawiony język, co ujmowało tej scenie powagi. — Oczywiście. "Składam podziękowania dla mojej inspiracji, ulubionej pacjentki z pracy.". No, chyba że nie chcesz się kryć pod pseudonimami i mam z imienia i nazwiska? "Dla Viorici Zamfir, bez której to dzieło nie ujrzałoby światła dziennego.". Chyba też brzmi dobrze? — dodał jeszcze, głośno się przy tym śmiejąc. Naprawdę nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł się tak dobrze. Nie chodziło nawet o to, że miło się rozmawiało. Chodziło raczej o fakt, że z jakiegoś niezrozumiałego powodu przestał się przejmować wszystkim, co robił. Pierwszy raz od naprawdę dawna jego myśli były spokojne, chociaż jednocześnie były też nieco zmulone i spowolnione.
Czuł się przy niej wyluzowany, ale nie na tyle, żeby jej teksty przestały na niego działać. Tak w zasadzie to w trakcie dzisiejszego wieczoru jego uszy przez zdecydowaną większość czasu były mniej lub bardziej czerwone.
— Hmm. Zasłużyć? Jakieś sugestie i wskazówki? — Zerknął na nią, lekko ciekawy odpowiedzi. Oczywiście nie miał zamiaru jej do niczego zmuszać, ale tak właściwie to z chęcią usłyszałby coś więcej o jej życiu. W końcu od Hogwartu minęło naprawdę sporo czasu. Zapewne zdążyła przeżyć jakieś fascynujące przygody.
— Och? Jestem przekonany, że mogłabyś mnie zaskoczyć, zapewne nie raz — rzucił z lekkim śmiechem. Zdecydowanie nie stawiał wysokiej poprzeczki ewentualnym oponentom w opowiadaniu o sobie.
Nie mówił tego na głos, ale w duchu ciekawiło go, kto wygra ten spontaniczny zakład. Nie, żeby zależało mu na wygranej. Po prostu zastanawiało go, gdzie spotkają się następnym razem. O ile oczywiście do tego dojdzie. Dalej nie był pewien, czy kobieta taka jak ona będzie chciała mu poświęcać więcej swojego czasu. Bo przecież był tylko sobą. Nawet ta świadomość nie była jednak w stanie sprawić, żeby przestał mieć nadzieje. Zbyt dobrze się bawił, żeby skazywać się na porażkę. Tak właściwie to najlepiej by było, gdyby dzisiejszy wieczór po prostu nigdy się nie skończył.
Nieco oprzytomniał, gdy rozmowa zeszła na poważniejsze tematy. Nawet teraz, wyluzowany i radosny czuł na karku nieprzyjemny chłód, gdy w grę wchodził Voldemort i jego wyznawcy. Na samą myśl o ofiarach, którymi miał okazję się zajmować, jego dłonie zacisnęły się w pięści. Dlaczego ludzie nie mogli się po prostu nauczyć żyć w pokoju?
Wysłuchał jej słów z uwagą i powagą, chociaż na koniec nie mógł powstrzymać uśmiechu. — Rozmawiamy pierwszy raz od lat, a Ty już znasz odpowiedź na tego typu pytania? — zaczął, kręcą przy tym głową. Zaraz jednak spoważniał. — Jestem lekarzem i pomogę każdemu, kto będzie tego potrzebował... ale obiecuję na siebie uważać. Jeśli cię to pocieszy, w Mungu jest dość bezpiecznie. Aktualnie największym zagrożeniem może być śmierć z nudów w wyjątkowo spokojny dzień — dokończył, mając nadzieję, że z pomocą tego lekkiego żartu uda mu się nieco rozładować atmosferę.
— Ech. Przestaje mi się podobać to, jak często muszę ci przyznać rację — Skrzywił się, patrząc na nią spojrzeniem, w którym powaga przebijała się z rozbawieniem. — Gdyby Twoja mama znalazłaby mnie w takim stanie, mogłoby się pojawić całkiem sporo trudnych pytań. Wolałbym się nie wpakowywać w taką sytuację, także... postaram się wprowadzić pewne poprawki względem moich aktualnych działań. Jeśli będą potrzebowali dodatkowej pary rąk, to nie odmówię, ale... nie będę się wpychał na siłę. Czy taka odpowiedź jest zadowalająca? — dokończył, upijając kolejny łyk drinka, który zresztą zaraz opróżnił. Został mu już tylko ten mocniejszy, który z pewnością zwali go już z nóg. Z jednej strony tak duża troska ze strony kobiety wprawiała go w dyskomfort, ale jednocześnie była w sumie całkiem przyjemna.
Gdy przeszli do tańca, w jego głowie raz jeszcze zapanował błogi spokój, przynajmniej częściowo. Nigdy nie był zbyt dobrym tancerzem i sam ten fakt wywoływał w nim sporą dawkę stresu, ale tym razem nie uciekł. Obserwując ruchy Viora oraz innych tańczących ludzi, starał się ich naśladować. Szło mu nieco mizernie, ale po chwili wyłapał kilka ruchów, które zaczął powtarzać. Wciąż było to nieco ślamazarne, ale jak na niego zaskakująco dobre. Jeśli akurat nie skupiał się na odpowiednim ułożeniu nogi, żeby nie podeptać partnerki, patrzył w jej stronę, zachwycając się tym, jak bardzo była piękna.
— Więcej? Jeśli uważasz, że tyle że mną wytrzymasz... chętnie — gdy tylko to powiedział, uśmiechnął się szeroko. W tej chwili w jego głowie nie dałoby się znaleźć nawet jednej nieprzyjemnej myśli. Cieszył się chwilą, całkowicie i absolutnie. Jeszcze dwa tygodnie przez myśl by mu nie przeszło, że wyjdzie do baru z dawną znajomą ze szkoły, ale teraz nie wymieniłby tego na nic innego.
Pocałunek był chyba momentem kulminacyjnym. Cedric przelał w niego wszystkie myśli, które przechodził przez jego głowę tego wieczoru. Radość, spokój, śmiech, wstyd i szczery zachwyt kobietą. Normalnie nigdy nie odważyłby się na taki ruch, ale teraz... teraz wydawał mu się niezwykle trafiony. Gdy poczuł na karku jej dłonie, mimowolnie przysunął się bliżej, a gdy poczuł na wardze jej język, mimowolnie zadrżał.
Chciał więcej, ale jednocześnie wiedział, że Vior nigdy nie wyraziła zainteresowania czymś takim. Bo przecież wyszli na piwo jako znajomi. Przez kilka chwil, które w jego głowie cholernie się wydłużały, czekał na jej odpowiedź, a gdy w końcu ją otrzymał, przez dłuższą chwilę nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
Gdy chwyciła go za podbródek, znowu zadrżał, patrząc niepewnie w jej stronę. Oddech momentalnie mu przyśpieszył, a policzki poczerwieniały. Przez kilka kolejnych sekund milczał, walcząc z samym sobą, ale ostatecznie wygrało pragnienie.
— Chcę. Nawet bardzo. Cholera, ja... — zaczął, ale nawet nie wiedział, jak wypowiedzieć na głos myśli tkwiące teraz w jego głowie. Zdradzały go jednak oczy, w których pojawiło się pożądanie. Nachylił się i raz jeszcze ją pocałował, tym razem nie odsuwając się przez dłuższą chwilę. Początkowo dłonie po prostu wisiały w powietrzu, ale w pewnym momencie wylądowały na jej talii, przyciągając ją bliżej niego. Gdy w końcu się oderwał, jego oddech był nierówny, ale nawet o tym nie myślał. Jego uwaga była całkowicie skupiona na niej. Nie odsuwając się, oparł się o jej czoło, próbując jakoś zebrać myśli.
— Naprawdę nie chcę, żeby ten wieczór się skończył — wyszeptał, patrząc jej przy tym prosto w oczy.