Ruda nie spodziewała się tego, że impreza skończy się dla nich tak wcześnie. Znaczy dla niej nie, wygrała przecież wyścig miotlarski, utarła nosa Atreusowi, ale co z tego? Cameron wyglądał jakby rozjechał go traktor, czy coś. Nie było to specjalnie przyjemne rozpoczęcie ogniska. Tak właściwie to zostali uziemieni na całą resztę imprezy. No nic, bywa i tak, powinna do tego przywyknąć. Tak, czy siak mogli zostać na plaży, chociaż wydawało jej się, że Lupin będzie wolał wrócić do siebie, najwyraźniej źle założyła.
Pan doktor Basilius zrobił co w jego mocy, żeby poskładać Camerona tutaj korzystając z tego, co było pod ręką. Heather nawet podziękowała mu uśmiechem, chociaż chwilę wcześniej śmiała się z niego, że jest dziadersem.
- Oj zadbam, zadbam, będę twoją pielęgniarką, szkoda, że nie mam odpowiedniego ubrania... - Oczywiście, że musiała się odezwać, nie potrafiła milczeć, nigdy.
Ruda była tak zaaferowana Cameronem, że nie zauważyła biegającego po plaży niedźwiedzia.
Udało im się jakoś doturlać do kocyków. - Przyda ci się znieczulenie. - Alkohol w końcu był lekarstwem na wszystkie choroby świata, przynajmniej zdaniem panny Wood, dlatego też właśnie udała się do baru, skąd wzięła dwa drinki, jeden dla siebie, drugi dla swojego dzielnego narzeczonego. - Pij, to na pewno ci pomoże.
Usiadła wreszcie na kocu obok Lupina. - Jak niby mam się bawić, jak ty jesteś tutaj uziemiony, tak to nie chcę. - Mieli wspólnie spędzić czas, takie przecież było założenie. - Możemy sobie tutaj zrobić lożę szyderców i podlągać co robią inni. - To wcale nie wydawało jej się być złym pomysłem, w sumie to już chyba zapomniała, że miała nakrzyczeć na Camerona za nieodpowiedzialność.
Upiła łyk swojego drinka przyglądając się zebranym wokół ogniska ludziom.