23.07.2024, 12:09 ✶
Bar - Erik, myślę o Geraldine i Thomasie. Rozmawiam z Morpheusem
Isaac spojrzał na Erika i uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Czyżby... przesadził? Starał się nie łapać Tessy zbyt nisko w talii, ponieważ była starsza i mimo, że kręcił nią jak mu się podobało, to należał jej się szacunek.
-Takiego komentarza się nie spodziewałem, więc chyba... no, nie mam dla ciebie żadnej ciętej riposty, ale... lubię trochę pokręcić partnerką w tańcu.- Westchnął z pogodnym uśmiechem i oparł dłoń na ramieniu kolegi. Ciężko jest sprawić, żeby Bagshot nie wiedział, co odpowiedzieć.
Isaac uśmiechnął się nieco szerzej na widok Geraldine i Thomasa, którzy trzymali się za ręcę. Yaxley'ówna była "twardą babką" i zawsze jej się wydawało, że da radę sama dźwigać swój krzyż. Wielu się jej bało i myśleli o niej jak o wielkiej kobiecie, która jednym ruchem ręki potrafiła zmiażdżyć potwora. I taka właśnie była, Bagshot nigdy by się o to nie spierał. Ludzie zapominali jednak, że to co było na zewnątrz, nie zawsze zgadzało się z tym, co było w środku. Geraldine potrzebowała wsparcia, komplementów i miłości. Chyba każda kobieta czasami chciałabym poczuć się mała i zaopiekowania w ramionach kogoś, kto ją kochał.
Przemyślenia przerwał mu dźwięk deportacji. Puścił ramię Erika i odwrócił się, ponieważ tuż obok niego, zmaterializował się Morpheus.
-Dobry wieczór, panie Longbottom. Wszystko w porządku?-Zapytał z nieco zamyślona miną, co nie do końca do niego pasowało. Powędrował myślami w różne strony, kiedy patrzył na Thomasa i Geraldine, I chyba jeszcze nie wrócił do siebie. Potarł palcami czoło i zamrugał, kiedy Morpheus pokrył się błyszczącymi łuskami.
Isaac spojrzał na Erika i uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Czyżby... przesadził? Starał się nie łapać Tessy zbyt nisko w talii, ponieważ była starsza i mimo, że kręcił nią jak mu się podobało, to należał jej się szacunek.
-Takiego komentarza się nie spodziewałem, więc chyba... no, nie mam dla ciebie żadnej ciętej riposty, ale... lubię trochę pokręcić partnerką w tańcu.- Westchnął z pogodnym uśmiechem i oparł dłoń na ramieniu kolegi. Ciężko jest sprawić, żeby Bagshot nie wiedział, co odpowiedzieć.
Isaac uśmiechnął się nieco szerzej na widok Geraldine i Thomasa, którzy trzymali się za ręcę. Yaxley'ówna była "twardą babką" i zawsze jej się wydawało, że da radę sama dźwigać swój krzyż. Wielu się jej bało i myśleli o niej jak o wielkiej kobiecie, która jednym ruchem ręki potrafiła zmiażdżyć potwora. I taka właśnie była, Bagshot nigdy by się o to nie spierał. Ludzie zapominali jednak, że to co było na zewnątrz, nie zawsze zgadzało się z tym, co było w środku. Geraldine potrzebowała wsparcia, komplementów i miłości. Chyba każda kobieta czasami chciałabym poczuć się mała i zaopiekowania w ramionach kogoś, kto ją kochał.
Przemyślenia przerwał mu dźwięk deportacji. Puścił ramię Erika i odwrócił się, ponieważ tuż obok niego, zmaterializował się Morpheus.
-Dobry wieczór, panie Longbottom. Wszystko w porządku?-Zapytał z nieco zamyślona miną, co nie do końca do niego pasowało. Powędrował myślami w różne strony, kiedy patrzył na Thomasa i Geraldine, I chyba jeszcze nie wrócił do siebie. Potarł palcami czoło i zamrugał, kiedy Morpheus pokrył się błyszczącymi łuskami.