Ruda nie spodziewała się, że ten dom będzie krył w sobie tyle tajemnic. Może nie było jej tutaj od początku, bo musiała ogarnąć zmianę w pracy, jednak i dla niej nie zabrakło tu rozrywki. Ogólnie całkiem niezła impreza się kręciła, Heath lubiła jak dużo się działo, więc nie zamierzała narzekać.
- Ruchałaś się ze śmierciożercą? FUUUUJ. - Wood skrzywiła się słysząc słowa Millie, może nie powiedziała tego wprost, ale ona już swoje dodała. - Znaczy wiesz, każdemu mogło się zdarzyć, ale dalej fuuuuj. - Nigdy nie wiadomo przecież kto był po której stronie mocy.
Wood nie znała ich wszystkich jakoś mega mocno, nie przeszkadzało jej to jednak w tym, żeby siedzieć tu teraz i żreć słodycze popijając je pyszną herbatką. Musiała nawiązać bliższe więzi ze starszą częścią Zakonu Feniksa, skoro niedawno i ona do niego dołączyła. Szkoda, że nie było tu Charliego, jemu na pewno też by się spodobało w Księżycowym Stawie. Miała świadomość, że musiał się chować, był w końcu Rookwoodem, a czystokrwiści współpracujący z takimi jak oni nie byli mile widziani, zresztą własna rodzina próbowała go sprzątnąć z tego świata kilka miesięcy temu. Była więc samotną wyspą, najmłodszym ogniwem w Zakonie Feniksa, co wcale jej nie przeszkadzało.
Ruda za cholerę nie znała się na herbacie, więc w ogóle nie zauważyła, że daje grzybem, wypiła całą filiżankę dosyć szybko, bo wpychała co chwilę kolejne ciastka do paszczy, popijanie sprawiało, że mogła więcej zjeść.
- Może z wami nie latałam, ale też zaliczyłam wspaniałe podbijanie nieba, uratowałam nawet tę chatę przed spaleniem, zaczęłam się zastanawiać, czy się nie przebranżowić na strażaka. - Była bardzo dumna z tego, że udało jej się ugasić pożar, który zaczął chłonąć ogród.