Agnes wychwalała Matthiasa. Aż rzygać się chciało, jeżeli mówiąc o skarbie, wciąż do niego nawiązywała. Richard spojrzał w kierunku Sophie i jej towarzysza. Pochłonięci byli rozmową między sobą. Nie na długo. Matthias zostawił Sophie samą, w większości obcym towarzystwie, udając się samotnie dokupić żetony. Odprowadził go wzrokiem i aż kusiło go podpowiedzieć bratanicy, aby poszła za nim. Bo jak to tak, że ją zostawia samą? Widział, że dziewczyna nie umiała się jakoś w tym towarzystwie odnaleźć. Zwłaszcza, że poruszano tutaj tematy niezbyt przyjemne dla ich rodziny. Tutaj trzeba było umieć rozmawiać.
Powiedziałby coś w tym temacie, ale powstrzymał się. Postanawiając delektować się łykiem tutejszego whisky, które pierw powąchał, jakby badał węchem jego jakość. Z ciekawości. W ten sposób zapełnił sobie usta, aby nie ponieść się kolejnej niepotrzebnej wymianie zdań.
Nazwisko Urlett Reykjavík, nie było mu obce. Choć samej kobiety nie znał, to jednak w Skandynawii, owe nazwisko mogło się gdzieś przewinąć, zasłyszeć. Nie musiało to oczywiście odnosić się do jej rodziny, ale kto wie. Ludzie, czarodzieje często emigrują do różnych krajów. Jak on sam.
Obserwując grających, miał dziwne wrażenie, że ta wprawiona w ruch ruletka ich hipnotyzuje. Gapią się, szukając w tym wrzuconej kulki, nie zdając sobie sprawy z tego, że to może działać magicznie do straty pieniędzy czy też do zawrotów głowy. Raz spojrzał i miał dość. Nie patrzył dłużej, jak tylko, kiedy ją wprowadzono w ruch i w momencie zatrzymania. Na głos krupiera. Interesował go może tylko wynik.
Tak jak zapowiedziała wcześniej Pani Gospodarz, ta runda była w tym momencie ostatnią. Wewnętrznie Richard poczuł ulgę, że wyjdą z tego pomieszczenia. Obserwował osoby opuszczające pomieszczenie, tłumaczące tym, że idą dokupić żetony. Przynajmniej niektórzy. Zostali prawie sami. Spojrzał na Lorien, która zwróciła się do niego, po czym spojrzenie przeniósł na córkę brata. Matthias nie wrócił po wiewióreczkę. Zgodził się z Lorien, że powinni w sumie porozmawiać.
Wyciągnął wolną rękę w stronę Sophie, jakby chciał, aby podeszła do niego, czy ogólnie do nich. Nie będzie stała tutaj sama.
- Chodź Słoneczko. Nie będziesz tutaj sama.Zachęcał od siebie w trosce o jej bezpieczeństwo, żeby nie czuła się tutaj zbyt obco. Zaraz po Lorien, jakby chciał bardziej zachęcić do towarzyszenia im.
"Z nami nie zginiesz." – dopowiedział sobie w myślach. Może powinno lepiej brzmieć, że z nimi się nie zgubi. Na jedno wychodzi.
Jeżeli Sophie zgodziła się im towarzyszyć, aż nie znajdą zaginionego w akcji Matthiasa, Richard skierował się z "córką" do wyjścia, kiedy Lorien zrobiła to przed nimi. Przepuścił pierw córkę i jeżeli w pomieszczeniu były ostatnie kobiety, przepuścił je również przodem, a sam jako ostatni wyszedł z pomieszczenia, aby dołączyć do Sophie i Lorien.