10.01.2023, 11:11 ✶
Można było odnieść wrażenie, że teraz przez jej głowę przebiega milion obliczeń i schematów, próbujących się dopasować. Nie bez powodu była nazywana prymuską, kujonką – lubiła się uczyć, lubiła wiedzieć, lubiła logikę i porządek – a wbrew pozorom magia też takie schematy lubiła. Kiedy już się ją ujarzmiło, to wydawało się to wręcz oczywiste.
Usta jej lekko zadrgały, kąciki ust uniosły się w górę, kiedy Sauriel wspomniał o tym wybiegu – ale prócz tego, innej reakcji z jej strony nie było.
Nie przeszkadzał jej. Prowadził swoje badania, ale jej nie rozpraszał, co kobieta przyjęła z pewnym zadowoleniem. Miała na to mnóstwo pomysłów, problem polegał na tym, że jakoś… Żaden nie zadziałał. Po pół godzinie takiego machania różdżką bez większego efektu, Lestrange westchnęła głośno, oparła się plecami o… ścianę i traktując ją jako podpórkę osunęła się, by sobie usiąść. Zgięła też nogi na ile mogła i położyła je na ziemi, by nie świecić tym, co miała pod sukienką.
- To potrwa chyba trochę dłużej… Jak nic nie wymyślę to możemy poczekać, aż zaklęcie się wypali, ale… – westchnęła. - Zastanawiam się w którym momencie to poszło źle. Może gdybym to prześledziła, to… – nic nie wyczuła wtedy, gdy ściągała barierę. Więc może to było jeszcze wcześniej? Kiedy trzeba było odblokować klapę? Albo jeszcze wcześniej – przy haśle do budynku? Oparła potylicę o cegły za sobą i zapatrzyła się na Sauriela.
- Jakieś pomysły? – zapytała po chwili i z westchnieniem wzięła swoją różdżkę w palce i zaczęła się nią bawić. Nie panikowała. Na to było jeszcze trochę za daleko. To wcale nie tak, że właśnie utknęła zamknięta w ścianie z wampirem. Który w każdej chwili mógł się zrobić głodny. Wcale nie tak, że ten wampir miał się stać jej najbliższą rodziną.
- To co… Posiedzimy tu sobie tak pewnie aż czegoś nie wymyślę… Możemy tak sobie siedzieć w milczeniu, albo o czymś porozmawiać.
Usta jej lekko zadrgały, kąciki ust uniosły się w górę, kiedy Sauriel wspomniał o tym wybiegu – ale prócz tego, innej reakcji z jej strony nie było.
Nie przeszkadzał jej. Prowadził swoje badania, ale jej nie rozpraszał, co kobieta przyjęła z pewnym zadowoleniem. Miała na to mnóstwo pomysłów, problem polegał na tym, że jakoś… Żaden nie zadziałał. Po pół godzinie takiego machania różdżką bez większego efektu, Lestrange westchnęła głośno, oparła się plecami o… ścianę i traktując ją jako podpórkę osunęła się, by sobie usiąść. Zgięła też nogi na ile mogła i położyła je na ziemi, by nie świecić tym, co miała pod sukienką.
- To potrwa chyba trochę dłużej… Jak nic nie wymyślę to możemy poczekać, aż zaklęcie się wypali, ale… – westchnęła. - Zastanawiam się w którym momencie to poszło źle. Może gdybym to prześledziła, to… – nic nie wyczuła wtedy, gdy ściągała barierę. Więc może to było jeszcze wcześniej? Kiedy trzeba było odblokować klapę? Albo jeszcze wcześniej – przy haśle do budynku? Oparła potylicę o cegły za sobą i zapatrzyła się na Sauriela.
- Jakieś pomysły? – zapytała po chwili i z westchnieniem wzięła swoją różdżkę w palce i zaczęła się nią bawić. Nie panikowała. Na to było jeszcze trochę za daleko. To wcale nie tak, że właśnie utknęła zamknięta w ścianie z wampirem. Który w każdej chwili mógł się zrobić głodny. Wcale nie tak, że ten wampir miał się stać jej najbliższą rodziną.
- To co… Posiedzimy tu sobie tak pewnie aż czegoś nie wymyślę… Możemy tak sobie siedzieć w milczeniu, albo o czymś porozmawiać.