24.07.2024, 17:00 ✶
Jestem na kocyku -> idę tańczyć z Dorą
Ten drink chyba nie był dobrym pomysłem, bo gdy tylko wreszcie usiadł na kocu, by trochę odpocząć i upił kilka łyków, od razu zachciało mu się tańczyć. I to tak bardzo, jak chyba nigdy w życiu. Jeszcze chwila, a kuzyni i przyjaciele naprawdę pomyślą, że ktoś go podmienił, albo co gorsza, uznają że morze wpływa na niego zdrowotnie i każą mu przyjeżdżać nad nie częściej, jakby był jakąś chorobliwą niewiastą z książek obyczajowych ubiegłego wieku.
Na razie jeszcze siedział na kocu, walcząc z pokusą, jedynie podrygując nogą w rytm muzyki, zastanawiając się, czy dać się porwać tańcowi i wyciągnąć kogoś na parkiet, czy też spróbować zachować się, jak dorosły, ochłonąć chwilę, a potem podejść do tego całego cholernego niedźwiedzia z Windermere, na którego w sumie nie był już zły, ale ja pierdolę, naprawdę musiał zmieniać się w tego niedźwiedzia zamiast grzecznie się z nim pokłócić jak człowiek z człowiekiem Sama i przeprosić za tamto zachowanie, spowodowane magią ośrodka.
A wtedy nagle widok na swojego potencjalnego rozmówcę zasłoniła mu jakaś ciemnowłosa czarownica, która kucnęła obok niego. Basilius spojrzał na nią nieco zaskoczony, marszcząc brwi, bo zakładał, że to raczej on będzie musiał nakłaniać kogoś do tańca, a nie na odwrót. I może jak normalnie wykręciłby sie z takiej propozycji, tak muszla i drink dalej zdecydowanie na niego wpływały.
– Jasne – powiedział z uśmiechem, wstając z koca i podając rękę Dorze. – Basilius.