24.07.2024, 21:24 ✶
Mówię do Erika, idę z panem Longbottom'em
Kiedy pan Longbottom przyznał, że nie spał od ponad doby, Isaac uniósł ku górze brwi i westchnął. Sam nie wiedział dlaczego, ale żywił wobec tego człowieka dziwnie opiekuńcze uczucia. Kiedy Morpheus był w okolicy, bardzo często szukał go spojrzeniem, żeby upewnić się, że… że co? Sam do końca nie wiedział, dlaczego to robił.
-Jeśli nie będzie pan o siebie dbał, panie Longbottom, to Erikowi i Brennie będzie przykro. Mi zresztą też.- Powiedział pogodnie, uśmiechając się lekko kącikiem ust. Przytaknął na propozycję oglądania zachodu słońca.
-Idę na spacer z Twoim wujem.- Szepnął do ucha Erika, odstawiając na blat pustą szklankę po drinku. Ruszył za Morpheusem i kiedy oddalili się od tłumu, a muzyka nie przeszkadzała w rozmowie, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
-Papierosa, panie Longbottom? I całkiem ładna z pana rybka.- Powiedział z rozbawieniem w głosie. Poczęstował mężczyznę papierosem i podążał za nim, aż nie stanęli w wodzie po łydki.
-Woli pan wschody słońca, zachody czy widok nocnego nieba?- Zapytał, zerkając na niego kątem oka. Zaciągnął się papierosem i skierował wzrok na bąbelki którym się przyglądał.-Ja osobiście wolę gwieździste niebo. Mam w domu zaczarowany sufit. Podobny jak w Hogwarcie, ale pokazuje tylko nocne niebo. Mugole mówią, że każda spadająca gwiazda to jedno życzenie. Proszę sobie wyobrazić, że przed snem widzę ich co najmniej dziesięć.- Mówił, delektując się papierosem i szumem morskich fal.
Isaac spojrzał prosto w puste oczy Morpheusa i uśmiechnął się szeroko. Skinął głową.
-I pewnie ucałuje mnie jeszcze nie raz.- Nie wiedział co musiałoby się stać, żeby opuściła go pogoda ducha. Był idealistą i wierzył w "światło ukryte w mroku". Zawsze znajdzie powód aby żyć i czerpać z czegoś szczęście.
Kiedy pan Longbottom przyznał, że nie spał od ponad doby, Isaac uniósł ku górze brwi i westchnął. Sam nie wiedział dlaczego, ale żywił wobec tego człowieka dziwnie opiekuńcze uczucia. Kiedy Morpheus był w okolicy, bardzo często szukał go spojrzeniem, żeby upewnić się, że… że co? Sam do końca nie wiedział, dlaczego to robił.
-Jeśli nie będzie pan o siebie dbał, panie Longbottom, to Erikowi i Brennie będzie przykro. Mi zresztą też.- Powiedział pogodnie, uśmiechając się lekko kącikiem ust. Przytaknął na propozycję oglądania zachodu słońca.
-Idę na spacer z Twoim wujem.- Szepnął do ucha Erika, odstawiając na blat pustą szklankę po drinku. Ruszył za Morpheusem i kiedy oddalili się od tłumu, a muzyka nie przeszkadzała w rozmowie, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
-Papierosa, panie Longbottom? I całkiem ładna z pana rybka.- Powiedział z rozbawieniem w głosie. Poczęstował mężczyznę papierosem i podążał za nim, aż nie stanęli w wodzie po łydki.
-Woli pan wschody słońca, zachody czy widok nocnego nieba?- Zapytał, zerkając na niego kątem oka. Zaciągnął się papierosem i skierował wzrok na bąbelki którym się przyglądał.-Ja osobiście wolę gwieździste niebo. Mam w domu zaczarowany sufit. Podobny jak w Hogwarcie, ale pokazuje tylko nocne niebo. Mugole mówią, że każda spadająca gwiazda to jedno życzenie. Proszę sobie wyobrazić, że przed snem widzę ich co najmniej dziesięć.- Mówił, delektując się papierosem i szumem morskich fal.
Ucałowała cię Oizys. Przykro mi.
Isaac spojrzał prosto w puste oczy Morpheusa i uśmiechnął się szeroko. Skinął głową.
-I pewnie ucałuje mnie jeszcze nie raz.- Nie wiedział co musiałoby się stać, żeby opuściła go pogoda ducha. Był idealistą i wierzył w "światło ukryte w mroku". Zawsze znajdzie powód aby żyć i czerpać z czegoś szczęście.