- Ciężko mi ruszać dupę ostatnio, ale nie aż tak. - Bywały takie dni (noce), że poruszenie się wydawało zbyt dużym wysiłkiem, żeby w ogóle się na niego poważyć. Egzystencja paliła, a łóżko było idealnym miejscem do gaszenia pożarów - jedynym prawidłowym. Tu i teraz zabrzmiało to jak żart, kiedy się uśmiechnął w ten krzywy, ironiczny sposób, przyglądając się Victorii, oślepiony jej blaskiem. Doprawdy, mógł to lepiej przemyśleć i nie wychodzić z ciemnych piwnic prosto na taki PIĘKNY dzień. Piękny jak dla kogo... dla tych, którzy mogli się cieszyć słońcem, ot co. - Miałby zrezygnować z twoich prób zjarania mnie żywcem? Jeszcze czego... - Opuścił rękę, którą próbował zasłaniać słońce. Irracjonalnie, bo przecież w cieniu już i tak wszystko było jedno. Nie zrobił w jej kierunku większego kroku - ledwo jeden. Taki, żeby odsunąć się od zimnej wody, która na niego pryskała z wodospadu. Dobrze, że była blisko, bo jego huk pewnie porwałby jego głos całkowicie.
Nie było jednak wytłumaczenia tej sytuacji, było za to ciekawskie i sceptyczne spojrzenie połączenie w jedno. Musiał przekonywać samego siebie, że to w ogóle ma sens, że warto. Nie bał się śmierci, ale ewentualnych konsekwencji prowadzenia frywolnych eksperymentów? Ha... Przecież nie mogła tego testować na wampirzej myszy... ciekawe, czy w ogóle coś takiego miało prawo powstać.
- Ay... i przy okazji może się wszystko zacząć jarać, a wtedy wrócę bez gaci do domu. Wyobraź sobie minę Anny. - On sobie wyobrażał bardziej minę Eryka, albo Chestera. Bo jakoś sądził, że pewnie Joseph tylko uniósłby jedną brew i podziwiał widok w całej swojej dostojności. Wiedział, że ten staruch przeżywał JAKIEŚ emocje - on ich po prostu nie chciał okazywać. Czasami miał wrażenie, że ten wampir jest nawet mniej spaczony czarną magią niż on sam. Pojawił się tu w samej koszuli, wiele do ściągania nie było. Ale też nie to, że było mu do tego rozbierania się nadmiernie spieszno. Niekoniecznie był przystosowany do paradowania nago, a już szczególnie nago w dziczy przed Victorią Lestrange. - Znasz bajkę o Mowgli? Taki dzikusek, co też z siurkiem na wierzchu latał po lasach. Czy tam innej dżungli. - Dziecko wychowane przez panterę... czy jakieś tam inne wilki. Jakkolwiek to leciało.
Wyciągnął rękę po małą fiolkę i przyjrzał się jej. To był jeszcze moment na rezygnację. Z czego? Ryzyka? I marzenia? Ciekawe, na ile to wystarczyło? Pewnie nie wiadomo. Nie wiadomo też, czy dobrze zareaguje z eliksirem chroniącym na ogień. Niczego nie było wiadomo, bo chyba nikt takich badań... nie, na pewno prowadzili. Nikt się za to tym nie wsławił. Nic dziwnego. Pewnie nawet jak jakiś wampir dostał to w swoje łapy to zamordował tego, kto stworzył eliksir - i zabrał to dla siebie. Były z nich samotnicze i podłe kreatury. Sauriel by tak zrobił. Gdyby nie to, że Victoria był Victorią.
- Testowałaś to na jakichś wampirzych myszkach? - Mógł się powstrzymać przed tym głupim pytaniem, owszem. Pokiwał głową i odkręcił to, żeby teraz powąchać. Wyglądało ładnie, pachnieć? Śmierdziało. Jak chyba wszystkie eliksiry, pomijając jakieś amortencje. Pewnie było też wybitnie paskudne, ale już... nie ma znaczenia. Łyknął, skrzywił się, pomlaskał...
- Rzygać mi się chce. - A to było osiągnięcie biorąc pod uwagę, że ledwo pamiętał rzyganie. Dziwne... uczucie. To tak chwilę trwało. Pozornie się nic nie działo, ale w skonfundowanej minie Sauriela widać było, że nie wszystko było dobrze. Wcale niedobrze. Na tyle, że zrobił kroczek w tył i przysiadł na kamieniu, pochylając się w przód. Miał wrażenie, że żyły mu puchną razem z wnętrznościami, ale nic nie podchodziło do gardła - nie mogło, bo przecież nawet krew nie płynęła już przez jego żyły. Chyba gdyby musiał oddychać to właśnie by się dusił. - Żyje. - Wydusił gardłowo.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.