25.07.2024, 11:08 ✶
Spod sceny -> przechodzę do Chateau des Dragons
Żadne z występujących nie okazało się asem w walce wręcz, ale lekki, ledwo zauważalny uśmiech przemknął po ustach Cathala, gdy okazało się, że Ginewra zaprezentowała się najlepiej. Wiedział już, że później spyta, czy teraz powinien być dla niej uprzejmiejszy, w obawie, że postanowi użyć na nim swoich nowo nabytych umiejętności. Zaklaskał kilka razy, a potem, kiedy znikła za sceną wraz z Brygadzistką i – niespodzianka – Bertim Bottem (nie znali się może, ale Cal nie zapominał twarzy, a ta Bertiego dostatecznie często pojawiała się w gazetach, aby utkwiła w pamięci Shafiqa), i on się oddalił, by zniknąć gdzieś w tłumie.
Większość straganów, tak jak poprzednio, nie wzbudzała jego zainteresowania, bo to ciężko było przykuć. Nie zamierzał pić tutaj mocnych nalewek, nie chciał sięgać po cytrynówkę, przyćmiewającą zmysły, gdy i tak w tłumie za wiele było bodźców, niewiele dbał o biżuterię, a bibeloty, jeśli już jakieś w domu trzymał, to przywoził raczej z podróży niż kupował pod domem. Dostrzegł jednak, z pewnym zdumieniem, że przy stoisku kowenu stoi Sebastian.
Nie podszedł tam na razie, nie chcąc pchać się w tłum ludzi, otaczających kapłana. Przystanął za to przy stoisku Chateau des Dragons, jednej z winnic Shafiqa i chwilę stał tak po prostu, zapatrzony w szyld. Gdyby nie był tak wysoki, może skończyłby nawet popchnięty przez kogoś pod nogi innych. Myślał w tej chwili o Anthonym: o swoim bladym, chudym krewnym w nienagannie skrojonych garniturach, właścicielu winnic, Kruku z wężem pod skórą, demonstrującym światu doskonałe maniery i, zdaniem Cathala, patrzącym z czarodziejskich plakatów w całym Londynie, dbającym wyłącznie o własny interes.
Jasnowłosy, opalony Shafiq, z dwudniowym zarostem, w wymiętej, lnianej koszuli, o nieco bezczelnym podejściu, z całym dziedzictwem Slytherina, nie mógł się od niego bardziej różnić.
Podszedł bliżej stoiska i poprosił o degustację chyba głównie z ciekawości, która pchała Cathala przez całe życie do przodu. Był ciekaw, co takiego Shafiq serwował tutaj ludziom, chcąc przyciągnąć uwagę – bo zakładał, że właśnie takie pragnienie przyświecało Anthony’emu, skoro rozdawał trunek za darmo.
Patrzcie na mnie, zdawało się krzyczeć to stoisko.
Żadne z występujących nie okazało się asem w walce wręcz, ale lekki, ledwo zauważalny uśmiech przemknął po ustach Cathala, gdy okazało się, że Ginewra zaprezentowała się najlepiej. Wiedział już, że później spyta, czy teraz powinien być dla niej uprzejmiejszy, w obawie, że postanowi użyć na nim swoich nowo nabytych umiejętności. Zaklaskał kilka razy, a potem, kiedy znikła za sceną wraz z Brygadzistką i – niespodzianka – Bertim Bottem (nie znali się może, ale Cal nie zapominał twarzy, a ta Bertiego dostatecznie często pojawiała się w gazetach, aby utkwiła w pamięci Shafiqa), i on się oddalił, by zniknąć gdzieś w tłumie.
Większość straganów, tak jak poprzednio, nie wzbudzała jego zainteresowania, bo to ciężko było przykuć. Nie zamierzał pić tutaj mocnych nalewek, nie chciał sięgać po cytrynówkę, przyćmiewającą zmysły, gdy i tak w tłumie za wiele było bodźców, niewiele dbał o biżuterię, a bibeloty, jeśli już jakieś w domu trzymał, to przywoził raczej z podróży niż kupował pod domem. Dostrzegł jednak, z pewnym zdumieniem, że przy stoisku kowenu stoi Sebastian.
Nie podszedł tam na razie, nie chcąc pchać się w tłum ludzi, otaczających kapłana. Przystanął za to przy stoisku Chateau des Dragons, jednej z winnic Shafiqa i chwilę stał tak po prostu, zapatrzony w szyld. Gdyby nie był tak wysoki, może skończyłby nawet popchnięty przez kogoś pod nogi innych. Myślał w tej chwili o Anthonym: o swoim bladym, chudym krewnym w nienagannie skrojonych garniturach, właścicielu winnic, Kruku z wężem pod skórą, demonstrującym światu doskonałe maniery i, zdaniem Cathala, patrzącym z czarodziejskich plakatów w całym Londynie, dbającym wyłącznie o własny interes.
Jasnowłosy, opalony Shafiq, z dwudniowym zarostem, w wymiętej, lnianej koszuli, o nieco bezczelnym podejściu, z całym dziedzictwem Slytherina, nie mógł się od niego bardziej różnić.
Podszedł bliżej stoiska i poprosił o degustację chyba głównie z ciekawości, która pchała Cathala przez całe życie do przodu. Był ciekaw, co takiego Shafiq serwował tutaj ludziom, chcąc przyciągnąć uwagę – bo zakładał, że właśnie takie pragnienie przyświecało Anthony’emu, skoro rozdawał trunek za darmo.
Patrzcie na mnie, zdawało się krzyczeć to stoisko.