25.07.2024, 22:26 ✶
Na kocyku z Heather.
Krew na miejscu, alkohol w łapie, kobieta obok... Lepiej być nie mogło, skomentował bezgłośnie z dziarskim uśmiechem wypisanym na twarzy, który dosyć wyraźnie kontrastował z widocznymi siniakami i obiciami po upadku z kilku metrów. Uniósł drinka w geście toastu, czekając, aż Ruda upije parę łyków. W pamięci miał wizytę przy stanowisku Nory Figg na Lammas, kiedy to nagle zaczęli chrumkać jak wiejskie świnie. Miał nadzieję, że Longbottom nie wpadła na podobny pomysł...
— W sumie... Jest z czego szydzić — mruknął pod nosem, przyglądając się tym wszystkim staruchom zebranym tutaj przez Brennę. — Dobrze, że wygrałeś z Bulstrodem. Wprawdzie nie sądziłem, że to ja zagwarantuje ci największą przewagę, to cieszę się, że mogłem pomóc.
Uśmiechnął się krzywo do Heather, upijając nieco drinka i zerkając w kierunku wody. Gdyby nie to, że przed chwilą zwalił się z miotły, to może nawet poszedłby popływać przy zachodzie słońca. Wolał jednak nie kusić losu. Skoro przestrzeń powietrzna była przeciw niego, to kto wie, jakie niebezpieczeństwa czyhały na niego pod powierzchnią wody? Cameron poruszył delikatnie ręką, którą doprowadził do porządku Basilius. Chociaż zaklęcie ustabilizowało jego stan, tak dalej odczuwał swego rodzaju dyskomfort przy nagłych ruchach.
— Coś czuję, że resztę lata skończę na zwolnieniu — skomentował, uderzając lekko swoim szkłem o drinka Rudej. — Myślisz, że będą zdziwieni, że wracam w takim stanie?
Uniósł wymownie brew. Jak na ich standardy, to i tak było dosyć spokojnie. Gdyby dołączył dziś do nich jeszcze Charles, to zamiast na wyścigu miotlarskim skończyłoby się na gonitwie za dzikim ptactwie w okolicy.
!drinkzniespodzianką
Krew na miejscu, alkohol w łapie, kobieta obok... Lepiej być nie mogło, skomentował bezgłośnie z dziarskim uśmiechem wypisanym na twarzy, który dosyć wyraźnie kontrastował z widocznymi siniakami i obiciami po upadku z kilku metrów. Uniósł drinka w geście toastu, czekając, aż Ruda upije parę łyków. W pamięci miał wizytę przy stanowisku Nory Figg na Lammas, kiedy to nagle zaczęli chrumkać jak wiejskie świnie. Miał nadzieję, że Longbottom nie wpadła na podobny pomysł...
— W sumie... Jest z czego szydzić — mruknął pod nosem, przyglądając się tym wszystkim staruchom zebranym tutaj przez Brennę. — Dobrze, że wygrałeś z Bulstrodem. Wprawdzie nie sądziłem, że to ja zagwarantuje ci największą przewagę, to cieszę się, że mogłem pomóc.
Uśmiechnął się krzywo do Heather, upijając nieco drinka i zerkając w kierunku wody. Gdyby nie to, że przed chwilą zwalił się z miotły, to może nawet poszedłby popływać przy zachodzie słońca. Wolał jednak nie kusić losu. Skoro przestrzeń powietrzna była przeciw niego, to kto wie, jakie niebezpieczeństwa czyhały na niego pod powierzchnią wody? Cameron poruszył delikatnie ręką, którą doprowadził do porządku Basilius. Chociaż zaklęcie ustabilizowało jego stan, tak dalej odczuwał swego rodzaju dyskomfort przy nagłych ruchach.
— Coś czuję, że resztę lata skończę na zwolnieniu — skomentował, uderzając lekko swoim szkłem o drinka Rudej. — Myślisz, że będą zdziwieni, że wracam w takim stanie?
Uniósł wymownie brew. Jak na ich standardy, to i tak było dosyć spokojnie. Gdyby dołączył dziś do nich jeszcze Charles, to zamiast na wyścigu miotlarskim skończyłoby się na gonitwie za dzikim ptactwie w okolicy.
!drinkzniespodzianką