Potaknął. Powinien. Powinien. Było wiele rzeczy, które powinien. Powinien mieć żonę i dzieci, powinien chodzić do pracy od ósmej do czwartej, powinien trzymać się z daleka od tego, co przynosi czarna magia. Wziął papierosa od Isaaca i zapalił również, karmiąc nawyk. Powinien je rzucić. Co z tego. Dobrze maskowały smród czarnej magii i przypominały mu o lepszych czasach. Smaku nostalgii ciężko się pozbyć.
— Niemal jestem oburzony, że nie znasz tej historii, ale czuję się zaszczycony, że mogę ci ją przedstawić. Odyseusz jest jednym z greckich dowódców, którzy popłynęli do Troi, aby odbić z rąk Parysa Helenę Spartańską, zobowiązany przyrzeczeniem, które sam wymyślił. Gdy wybrano męża Heleny, aby zapobiec rozlewowi krwi pośród adoratorów, ustalono przysięgę, że zawsze przyjdą z pomocą sobie wzajemnie, gdy sprawa będzie dotyczyć Heleny. Tym sposobem zobowiązał się do ruszenia z Itaki pod Troję. Spędzili osobno dwadzieścia lat— głos Morpheusa jakby się załamał na liczbie, jakby coś sobie uświadomił. Coś przykrego przemknęło przez jego twarz, zaraz jednak zabrane przez może. — Gdy powrócił, jego syn był już dorosły, a w pałacu nie rozpoznał go nikt poza starym piastunem i psem, który czekał na jego powrót. Zabił wtedy też wszystkich adoratorów, którzy ogłosili go martwym i próbowali przejąć Itakę przez ślub z Peleopą. Jedną z moim teorii jest ta, że jej tęsknota za mężem była przyczyną jego długiej drogi. Penelopa tkała gobelin i mówiła, że przyjmie adoratorów, gdy go skończy i każdej nocy pruła go, wydłużając nieświadomie nić drogi Odyseusza, bo ten powrócił dokładnie wtedy gdy zmuszono ją do zakończenia pracy.
Westchnął ciężko i porzucił wodę razem z łuskami, które zniknęły, jakby opowiadały inną historię. Historię Małej Syrenki, która porzuciła ogon i stąpała w bólu tysiąca noży dla mężczyzny, który wybrał inną. W swojej miłości dziewczyna zamiast zabić ukochanego, rzuciła się w wodę, aby zmienić się w pianę morską. Kochał tragiczne historie, pewnie dlatego, że bardzo się z nimi utożsamiał.
— Wywróżę ci coś pięknego któregoś dnia. — stwierdził, wychodząc na brzeg. Sól osiadła na włoskach na nogach i wysychała bladym, białym śladem na skórze. Niechętnie jednak opuszczał brzeg. Musiał posprzątać myśli, wszystko spisać. Przestać pędzić. Przestać o nim myśleć.
Dwadzieścia lat.