26.07.2024, 21:33 ✶
Wyglądało na to, że wszyscy za wszystkimi tęsknili, co nie było ani trochę dziwne w rodzinie Longbottom. Choć generalnie Woody bawił się na Nokturnie nie najgorzej i wcale za Ministerstwem nie tęsknił, to wymazanie z pamięci rodziny i wszystkich przyjaciół nie było wcale łatwym zadaniem. Prawdę mówiąc: niewykonalnym. Tęsknił nawet za tym swoim nieszczęsnym ojcem, z którym podzielił go konflikt i którego oficjalnie enuncjował dupkiem.
— Rodzina i pewnie z tuzin kochanek — dopowiedział Woody, przewracając oczami. Niczym wścibska ciotka, nigdy nie opuszczał okazji do dopieczenia bratu z racji na jego rozwiązłość i… jak to Morpheus określał? Pojemne serce?
Bycie powodem największej rodzinnej dramy było osiągnięciem, choć trudno powiedzieć, aby było to osiągnięcie, z którego można być dumnym. Zapytany o to Woody zapewniłby, że niczego nie żałuje i to była jedyna słuszna opcja. Gdyby podrapać głębiej… cóż, nigdy nie chciał, żeby tak to wszystko wyszło. To znaczy: nie chciał, żeby jego wykroczenia wyszły na jaw. Sama reakcja? Jak inaczej mógł odpowiedzieć na środkowy palec pokazany mu przez Ministerstwo? Podkulić ogon i założyć własną działalność na rogu Pokątnej? Pomóc żonie prowadzić jej biznes? No... były to rozsądne opcje, ale nie mógłby sobie patrzeć w oczy po tym upokorzeniu.
— Nie jestem zaskoczony — poddał się i zostawił temat Albusa Dumbledore’a w spokoju. W pełni wierzył, że Brenny nie trzeba było długo zachęcać. Czy zachęcać w ogóle.
Tak samo zresztą jak i jego. Nawet gdyby to nie jeden z Longbottomów pojawił się w jego pubie z propozycją, zgodziłby się bez wahania. Mógł nie tęsknić za korytarzami Ministerstwa, biurokracją i strukturami, ale przed laty nie wybrał swojej kariery bez powodu. Chciał nieść pomoc tym, którym działa się krzywda, a już na pewno nie godził się na dyktatury i prześladowania.
— Nie robię tego dla ciebie. — Nie tylko dla ciebie, skorygował w myślach. — Niech te stare kości przysłużą się jeszcze czemuś szczytnemu, zamiast rozpijać całymi dniami Nokturn.
Nie był może rzeczywiście tak tragicznie stary, ale hej, niektórzy trzydziestolatkowie mówią o sobie geriatria, to i jemu można było uciec się takiej hiperboli.
— Kilka osób? — Zainteresował się tym fragmentem. — Kto jeszcze się w to wciągnął? Erik? — To ostatnie w zasadzie nie powinno być w ogóle pytaniem. Oczywiście, że Erik również był w to zaangażowany. Zagadką było, kogóż jeszcze upolował Dumbledore. Dziewczyny Derwina? Mavelle? Jakichś Crawleyów? Morpheusa?
— Rodzina i pewnie z tuzin kochanek — dopowiedział Woody, przewracając oczami. Niczym wścibska ciotka, nigdy nie opuszczał okazji do dopieczenia bratu z racji na jego rozwiązłość i… jak to Morpheus określał? Pojemne serce?
Bycie powodem największej rodzinnej dramy było osiągnięciem, choć trudno powiedzieć, aby było to osiągnięcie, z którego można być dumnym. Zapytany o to Woody zapewniłby, że niczego nie żałuje i to była jedyna słuszna opcja. Gdyby podrapać głębiej… cóż, nigdy nie chciał, żeby tak to wszystko wyszło. To znaczy: nie chciał, żeby jego wykroczenia wyszły na jaw. Sama reakcja? Jak inaczej mógł odpowiedzieć na środkowy palec pokazany mu przez Ministerstwo? Podkulić ogon i założyć własną działalność na rogu Pokątnej? Pomóc żonie prowadzić jej biznes? No... były to rozsądne opcje, ale nie mógłby sobie patrzeć w oczy po tym upokorzeniu.
— Nie jestem zaskoczony — poddał się i zostawił temat Albusa Dumbledore’a w spokoju. W pełni wierzył, że Brenny nie trzeba było długo zachęcać. Czy zachęcać w ogóle.
Tak samo zresztą jak i jego. Nawet gdyby to nie jeden z Longbottomów pojawił się w jego pubie z propozycją, zgodziłby się bez wahania. Mógł nie tęsknić za korytarzami Ministerstwa, biurokracją i strukturami, ale przed laty nie wybrał swojej kariery bez powodu. Chciał nieść pomoc tym, którym działa się krzywda, a już na pewno nie godził się na dyktatury i prześladowania.
— Nie robię tego dla ciebie. — Nie tylko dla ciebie, skorygował w myślach. — Niech te stare kości przysłużą się jeszcze czemuś szczytnemu, zamiast rozpijać całymi dniami Nokturn.
Nie był może rzeczywiście tak tragicznie stary, ale hej, niektórzy trzydziestolatkowie mówią o sobie geriatria, to i jemu można było uciec się takiej hiperboli.
— Kilka osób? — Zainteresował się tym fragmentem. — Kto jeszcze się w to wciągnął? Erik? — To ostatnie w zasadzie nie powinno być w ogóle pytaniem. Oczywiście, że Erik również był w to zaangażowany. Zagadką było, kogóż jeszcze upolował Dumbledore. Dziewczyny Derwina? Mavelle? Jakichś Crawleyów? Morpheusa?
piw0 to moje paliwo