27.07.2024, 17:48 ✶
Tak, ten skok był epicki i dodał mi wiatru we włosach... w skrzydłach może, tak. Podskoczyłem raz jeszcze rozchichotany niczym goblin skarbnik, co to biegł wesoło do swoich piwnic wypełnionych przeróżnymi skarbami. Nie, wcale nie zamierzałem gromadzić niewysłowionego bogactwa. Ja z reguły od razu wydawałem albo komuś pożyczałem na wieczne oddanie, bo przecież mogłem sięgnąć po pieniądze, kiedy była tylko taka potrzeba.
Tak, pokazałem mu przy tym język. To dla motywacji by za szybko nie odpuszczał. Pewnie nawet biegłbym dalej przed siebie, gdzie tylko łapy by mnie poniosły, znaczy nogi, ale padły ciekawe słowa, który wgryzły się ciekawością w mój umysł. Nie byłem pewien, czy wierzyłem w słowa właściciela sakiewki, czy też nie. Bardziej byłem ciekawy, czy ta klątwa faktycznie istniała, czy jednak to był blef.
Zatrzymałem się. Tak, zatrzymałem się zaciekawiony. Wcale nie przyszło mi do głowy, że dwa lata nieszczęścia to dosyć sporo. Bardziej chciałem się świetnie bawić i przede wszystkim zaspokoić ciekawość. Co my tu mamy? CO MY TU MIELIŚMY!? Może te pieniądze były tak naprawdę z czekolady?!?!?!
Czym prędzej otworzyłem sakiewkę, zaglądając do środka z nieskrywaną ciekawością, czy coś mnie może kopnie w twarz...? A jeśli nie, jeśli faktycznie były tam monety, to złapałem jedną i polizałem... Ugryźć pewnie spróbować. Obejrzałem ją z każdej strony i z kantu strony też. Co to było? Czy to tylko taki patent na złapanie złodzieja?
- I co? - zapytałem zaskoczony Flinta, wbijając w niego uśmiechnięte spojrzenie. - Co to za klątwa?
...a jeszcze nie tak dawno temu Pani Florence kazała mi zakuwać, uczyć się na pamięć tych wszystkich skutków ubocznych zaklęć, uroków i klątw... Nauka zdecydowanie poszła se w las.
Tak, pokazałem mu przy tym język. To dla motywacji by za szybko nie odpuszczał. Pewnie nawet biegłbym dalej przed siebie, gdzie tylko łapy by mnie poniosły, znaczy nogi, ale padły ciekawe słowa, który wgryzły się ciekawością w mój umysł. Nie byłem pewien, czy wierzyłem w słowa właściciela sakiewki, czy też nie. Bardziej byłem ciekawy, czy ta klątwa faktycznie istniała, czy jednak to był blef.
Zatrzymałem się. Tak, zatrzymałem się zaciekawiony. Wcale nie przyszło mi do głowy, że dwa lata nieszczęścia to dosyć sporo. Bardziej chciałem się świetnie bawić i przede wszystkim zaspokoić ciekawość. Co my tu mamy? CO MY TU MIELIŚMY!? Może te pieniądze były tak naprawdę z czekolady?!?!?!
Czym prędzej otworzyłem sakiewkę, zaglądając do środka z nieskrywaną ciekawością, czy coś mnie może kopnie w twarz...? A jeśli nie, jeśli faktycznie były tam monety, to złapałem jedną i polizałem... Ugryźć pewnie spróbować. Obejrzałem ją z każdej strony i z kantu strony też. Co to było? Czy to tylko taki patent na złapanie złodzieja?
- I co? - zapytałem zaskoczony Flinta, wbijając w niego uśmiechnięte spojrzenie. - Co to za klątwa?
...a jeszcze nie tak dawno temu Pani Florence kazała mi zakuwać, uczyć się na pamięć tych wszystkich skutków ubocznych zaklęć, uroków i klątw... Nauka zdecydowanie poszła se w las.