28.07.2024, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2024, 00:04 przez Anthony Shafiq.)
Nastrój płynął przy stole, rozlewając się niczym rzeka pozbawiona koryta i celu. Nie odpowiadało mu to, jakby realnie woń nadgnitej wody wgryzała się we wrażliwe nozdrza. Ekscytacja z wyjścia, z maskarady, ze spotkania z rodem Delacour, czy choćby z szansy wyrwania dla siebie kilku chwil więcej z Erikiem, dogasała szybciej niż zakładał. Gra nie bawiła go, Morpheus drażnił manierą, rozmowa nie kleiła się w tak różnorodnym towarzystwie, a on nie miał ochoty być tego dnia klejem, który zabawiałby wszystkich.
Może to kwestia zmęczenia, minęło ledwie trzy dni od incydentu w teatrze i nawet jeśli eliksiry działały swoje cuda, na twarzy próżno było szukać siniaków, to był wciąż osłabiony. Był wciąż w procesie regeneracji.
Może to kwestia tego, że wolałby, o zgrozo! pić paskudne piwo w innych okolicznościach, niż raczyć się wybornym francuskim winem tutaj.
Skrzywił się na słowa Lorraine i odruchowo przejechał dłonią po swojej głowie.
– Może słońce zbyt mocno rozjaśniło mi włosy, ale błagam... ja i morskie fale? To po prostu ze sobą nie współgra. Idź jednak i pamiętaj, że bez dwóch oboli nie ma przejścia – dodał w roztargnieniu, po czym różdżkom transmutował tacę w srebrzystą sakiewkę, w której łatwiej mu było przemieszczać się z drobnicą.
– Chyba przed tymi atrakcjami muszę jeszcze zaczerpnąć powietrza. Wybaczcie proszę, widzimy się za moment. – Pożegnał się dziwnie nieobecnym tonem z pozostałą dwójką i wyszedł z pokoju do gry, kierując się na moment ku balkonom.
Może to kwestia zmęczenia, minęło ledwie trzy dni od incydentu w teatrze i nawet jeśli eliksiry działały swoje cuda, na twarzy próżno było szukać siniaków, to był wciąż osłabiony. Był wciąż w procesie regeneracji.
Może to kwestia tego, że wolałby, o zgrozo! pić paskudne piwo w innych okolicznościach, niż raczyć się wybornym francuskim winem tutaj.
Skrzywił się na słowa Lorraine i odruchowo przejechał dłonią po swojej głowie.
– Może słońce zbyt mocno rozjaśniło mi włosy, ale błagam... ja i morskie fale? To po prostu ze sobą nie współgra. Idź jednak i pamiętaj, że bez dwóch oboli nie ma przejścia – dodał w roztargnieniu, po czym różdżkom transmutował tacę w srebrzystą sakiewkę, w której łatwiej mu było przemieszczać się z drobnicą.
– Chyba przed tymi atrakcjami muszę jeszcze zaczerpnąć powietrza. Wybaczcie proszę, widzimy się za moment. – Pożegnał się dziwnie nieobecnym tonem z pozostałą dwójką i wyszedł z pokoju do gry, kierując się na moment ku balkonom.
Postać opuszcza sesję