28.07.2024, 21:00 ✶
Stali bywalcy Rejwachu nigdy nie byli odsyłani z kwitkiem i to nie tylko dlatego, że goście stanowili dla baru zysk. Bez wizyt tych z kartą stałego klienta, którzy przez lata stali się bardziej gośćmi samego Woody’ego niż jego biznesu, czarodziej mógłby na Nokturnie nie wytrzymać. Rozmowy przy barze rozpraszały samotność, która kąsała go od czasu opuszczenia domu. Znajome twarze, na których widok już od progu wyciągał ich ulubione trunki czy pozycje specjalne spoza menu, były najlepszym momentem zmiany.
— Mało co w tym nędznym życiu jest jednocześnie dobre i zdrowe. Trucizna smakuje najlepiej. — Znacząco podniósł swój kufel i upił łyk. Oczywiście był to żart. Wcale nie uważał Vior za truciznę, ale słowa same cisnęły się na usta.
Ona porównywała się do porządnych członków społeczeństwa, on do jednego konkretnego: Godryka Longbottoma. Całe swoje życie stawiał sobie poprzeczkę na wysokości ojcowskiej cnoty, ale ostatecznie pisany był mu inny żywot. Zdecydowanie mniej prawy. Dla Woody’ego każdy środek można było uświęcić celem, zło było spektrum, a niektóre grzechy nawet znajdowały swoje usprawiedliwienie. Zupełnie nie do pomyślenia dla świętego Godryka.
— Miałem na myśli moje drinki, ale dobrze wiedzieć, że czasem myślisz o poczciwym staruszku. — Położył rękę na piersi, jakby do głębi wzruszyło go jej wyznanie.
Pozwolił jej opowiadać, a w międzyczasie przygotował nową szklankę tego samego, co właśnie kończyła. Tę oczywiście na koszt firmy, skoro winny był ulania części z poprzedniego.
— A więc faktycznie zjebałaś — podsumował, stawiając przed nią alkohol. — Ale nie rozpędzaj się aż do zepsułam wszystko. Z twoich opowieści, Cedric to rozsądny chłopak, zrozumie. Przed tobą tylko jedna opcja wybrnięcia, nieprzyjemna: powiedzieć prawdę i przeprosić. — Wzdrygnął się wewnętrznie na samą myśl. Zbyt wiele razy poległ na tym polu. — Ulży ci. On doceni, że zależy ci na tyle na waszej relacji, żeby to zrobić. Współczuję, nienawidzę tego robić. Zawsze możesz też uciec, ale może nie idź jeszcze w tym kierunku.
Gdyby mądrala stosował się tych rad wcześniej, może wciąż miałby żonę i nie miał pubu na Nokturnie. Zamiast podejść do tego, co spierdolił, rozsądnie i dojrzale, za każdym razem stawał na głowie, wybierając najdurniejsze sposoby rozwiązywania problemów. Czy też nierozwiązywania, a zamiatania ich pod dywan czy wpychania do zamrażarki. Wybuchły mu potem wszystkie prosto w twarz.
Oprócz bycia posłańcem złych wieści i rad, które łatwo się opowiadało z perspektywy niezaangażowanego bezpośrednio obserwatora, odezwała się w nim również longbottomiarska krew. Ta, która uczyniła go dobrym wujkiem wszystkich pałętających się po Warowni dzieciaków, a teraz rozszerzyła te uczucia na dzieciaki (już nie takie małe) Nokturnu.
— Widzę, że się starasz. Nie bądź dla siebie za ostra — poprosił, kładąc jej dłoń na ramieniu. — Dasz temu kilka dni, ochłoniecie oboje i jakoś to naprawisz.
— Mało co w tym nędznym życiu jest jednocześnie dobre i zdrowe. Trucizna smakuje najlepiej. — Znacząco podniósł swój kufel i upił łyk. Oczywiście był to żart. Wcale nie uważał Vior za truciznę, ale słowa same cisnęły się na usta.
Ona porównywała się do porządnych członków społeczeństwa, on do jednego konkretnego: Godryka Longbottoma. Całe swoje życie stawiał sobie poprzeczkę na wysokości ojcowskiej cnoty, ale ostatecznie pisany był mu inny żywot. Zdecydowanie mniej prawy. Dla Woody’ego każdy środek można było uświęcić celem, zło było spektrum, a niektóre grzechy nawet znajdowały swoje usprawiedliwienie. Zupełnie nie do pomyślenia dla świętego Godryka.
— Miałem na myśli moje drinki, ale dobrze wiedzieć, że czasem myślisz o poczciwym staruszku. — Położył rękę na piersi, jakby do głębi wzruszyło go jej wyznanie.
Pozwolił jej opowiadać, a w międzyczasie przygotował nową szklankę tego samego, co właśnie kończyła. Tę oczywiście na koszt firmy, skoro winny był ulania części z poprzedniego.
— A więc faktycznie zjebałaś — podsumował, stawiając przed nią alkohol. — Ale nie rozpędzaj się aż do zepsułam wszystko. Z twoich opowieści, Cedric to rozsądny chłopak, zrozumie. Przed tobą tylko jedna opcja wybrnięcia, nieprzyjemna: powiedzieć prawdę i przeprosić. — Wzdrygnął się wewnętrznie na samą myśl. Zbyt wiele razy poległ na tym polu. — Ulży ci. On doceni, że zależy ci na tyle na waszej relacji, żeby to zrobić. Współczuję, nienawidzę tego robić. Zawsze możesz też uciec, ale może nie idź jeszcze w tym kierunku.
Gdyby mądrala stosował się tych rad wcześniej, może wciąż miałby żonę i nie miał pubu na Nokturnie. Zamiast podejść do tego, co spierdolił, rozsądnie i dojrzale, za każdym razem stawał na głowie, wybierając najdurniejsze sposoby rozwiązywania problemów. Czy też nierozwiązywania, a zamiatania ich pod dywan czy wpychania do zamrażarki. Wybuchły mu potem wszystkie prosto w twarz.
Oprócz bycia posłańcem złych wieści i rad, które łatwo się opowiadało z perspektywy niezaangażowanego bezpośrednio obserwatora, odezwała się w nim również longbottomiarska krew. Ta, która uczyniła go dobrym wujkiem wszystkich pałętających się po Warowni dzieciaków, a teraz rozszerzyła te uczucia na dzieciaki (już nie takie małe) Nokturnu.
— Widzę, że się starasz. Nie bądź dla siebie za ostra — poprosił, kładąc jej dłoń na ramieniu. — Dasz temu kilka dni, ochłoniecie oboje i jakoś to naprawisz.
piw0 to moje paliwo