28.07.2024, 21:45 ✶
Loteria z fantami, potem południowe stragany
Czekałem sobie kulturalnie. Kolejka była kolejką - świętością. Tu nie było miejsca na jakiekolwiek przepychanki, nawet takie drobne, więc z niechęcią zmierzyłem wzrokiem prowodyra mojego niezadowolenia, czytajcie: nie tak wspaniałego The Edge’a, a zaraz również jego towarzysza. Oczywiste, że rozpoznałem w nim młodego Prewetta, bękarta Edwarda Prewetta. Ten czarny, cóż, nie tchnął mi nikim szlachetnym, raczej czymś zdecydowanie odwrotnym, więc z ciekawością przysłuchiwałem się im rozmowie o fantach. Najwyraźniej znali się, cóż, zajebiście, jak to się wyrażał ten czarnowłosy. Odrażający. Mogłem się założyć o sześć galeonów, że był szlamą, na domiar złego nie znającą swojego miejsca. Już nawet nie chodziło o kolejkę, ale o ewidentną przyjaźń z Prewettem. Odrażające. Zresztą, blondyn wcale nie był lepszy w tym żałosnym obrazku. Jeszcze wymieniał się z nim na zaszlamione przedmioty.
Zniknęli mi w końcu z oczu. I dobrze. Nadeszła moja kolej na losowanie. Kolej, która mogła być już zdecydowanie wcześniej, przed gadatliwą parą. Ale dobrze, że nie zrezygnowałem przez nich z losowania, bo wpadło mi kilka ciekawych rzeczy, które być może kiedyś zostaną wykorzystane...? Schowałem wszystko do aktówki, a bynajmniej to, co się w niej zmieściło, po czym oddaliłem się w kierunku południowych straganów.
Pewnie zniknąłbym z imprezy przy najbliższym zakręcie, ale w moje oczy wpadł znowu ten czarnowłosy z Prewettem, więc nie mogłem tego zostawić ot tak! Wciąż sobie swobodnie rozmawiali, bawili się w swoim towarzystwie.
Pokręciłem niezadowolony głową, po czym postanowiłem nieco się odegrać za popchnięcie. Wysunąłem różdżkę z rękawa i rzuciłem dyskretnie zaklęcie na jego sznurówki. Miałem taki plan, żeby przy najbliższym kroku walnął tą swoją brzydką mordą o bruk. Tam, gdzie właściwie było miejsce tego potencjalnego mugolaka. Wstrętne ścierwo.
Uniosłem dumnie głowę, po czym ruszyłem niespiesznie przed siebie, mając nadzieję, że będzie mi dane jeszcze podziwiać swoje skromne dzieło.
Czekałem sobie kulturalnie. Kolejka była kolejką - świętością. Tu nie było miejsca na jakiekolwiek przepychanki, nawet takie drobne, więc z niechęcią zmierzyłem wzrokiem prowodyra mojego niezadowolenia, czytajcie: nie tak wspaniałego The Edge’a, a zaraz również jego towarzysza. Oczywiste, że rozpoznałem w nim młodego Prewetta, bękarta Edwarda Prewetta. Ten czarny, cóż, nie tchnął mi nikim szlachetnym, raczej czymś zdecydowanie odwrotnym, więc z ciekawością przysłuchiwałem się im rozmowie o fantach. Najwyraźniej znali się, cóż, zajebiście, jak to się wyrażał ten czarnowłosy. Odrażający. Mogłem się założyć o sześć galeonów, że był szlamą, na domiar złego nie znającą swojego miejsca. Już nawet nie chodziło o kolejkę, ale o ewidentną przyjaźń z Prewettem. Odrażające. Zresztą, blondyn wcale nie był lepszy w tym żałosnym obrazku. Jeszcze wymieniał się z nim na zaszlamione przedmioty.
Zniknęli mi w końcu z oczu. I dobrze. Nadeszła moja kolej na losowanie. Kolej, która mogła być już zdecydowanie wcześniej, przed gadatliwą parą. Ale dobrze, że nie zrezygnowałem przez nich z losowania, bo wpadło mi kilka ciekawych rzeczy, które być może kiedyś zostaną wykorzystane...? Schowałem wszystko do aktówki, a bynajmniej to, co się w niej zmieściło, po czym oddaliłem się w kierunku południowych straganów.
Pewnie zniknąłbym z imprezy przy najbliższym zakręcie, ale w moje oczy wpadł znowu ten czarnowłosy z Prewettem, więc nie mogłem tego zostawić ot tak! Wciąż sobie swobodnie rozmawiali, bawili się w swoim towarzystwie.
Pokręciłem niezadowolony głową, po czym postanowiłem nieco się odegrać za popchnięcie. Wysunąłem różdżkę z rękawa i rzuciłem dyskretnie zaklęcie na jego sznurówki. Miałem taki plan, żeby przy najbliższym kroku walnął tą swoją brzydką mordą o bruk. Tam, gdzie właściwie było miejsce tego potencjalnego mugolaka. Wstrętne ścierwo.
Uniosłem dumnie głowę, po czym ruszyłem niespiesznie przed siebie, mając nadzieję, że będzie mi dane jeszcze podziwiać swoje skromne dzieło.