— Penelope przyjęła na nowo Odyseusza, testując go ostatni raz. Widzisz, ich miłość pełna była podstępów i chwytów, oboje niesamowicie sprytni, więc siedząc na tronie Itaki, powiedziała, że przyjmie go jako męża tylko wtedy, gdy przestawi ich małżeńskie łoże. Widzisz, Isaacu, sęk w tym, że ich łoże zostało wyrzeźbione przez samego Odyseusza z rosnącego drzewa oliwnego. Nie dało się go przesunąć i wiedzieli o tym tylko oni dwoje. W momencie, gdy odpowiedział jej, wyjawiając jego konstrukcję, mogła mieć całkowitą pewność, że to on, nie ktoś, kto tylko przyjął jego twarz — dokończył opowieść, która zdecydowanie leżała miękko w jego sercu, na kocu włosia dzika. Morpheus nie był rzemieślnikiem, ale gdyby mógł wybrać, jego łoże małżeńskie byłoby cisowe, jak ich różdżki. Pomyślał, że może niepotrzebnie przechodził przez lustro. Westchnął do siebie.
Połowicznie słuchał, co mówił Isaac.
— W sumie nie wiem, jakie byłby przeszkody ku temu? Nieszczególnie znam się na Skrzatach.— wzruszył ramionami. Gdyby to była miłość do czarodzieja, to byłoby coś dziwnego, nieco obrzydliwego, skoro skrzaty wyglądają jak dziecięce ofiary pożarów. Wysłuchał losowania.
— Wybacz, muszę porwać do tańca moją szwagierkę — skinął mu głową i na boska podbiegł do swojej byłej szwagierki. — Jak się bawisz? — zapytał, z lekką zadyszką, wyciągając w stronę Tessy dłoń i prosząc ją do tańca.