29.07.2024, 10:43 ✶
Woody też raczej wierzył w rozsądek Morpheusa w sprawach wyższej wagi, ale braterska złośliwość była zbyt silna. On sam zdecydowanie znajdował się po stronie braci trzymających się jednej kobiety przez długie lata, pomijając ten drobny szczegół, że się z nią rozwiódł. Nie to, że zamierzał cokolwiek narzucać najmłodszej latorośli Godryka, ale kto to widział, żeby taki stary kawaler z takiego dobrego domu.
— Nudna. — Pokręcił z niedowierzaniem głową, jakby nie mieściło mu się w granicach pojmowania, że Brenna w ogóle mogła w takim kontekście o sobie pomyśleć. Przewidywalna? Pod pewnymi względami może momentami tak, ale tego drugiego żadną miarą nie mógł jej zarzucić.
Był zadowolony, słysząc, że do tej pory zaangażowali się w sprawę przede wszystkim jego bracia, nie młodsze pokolenie. W lepszym świecie karku by nadstawiały tylko te stare pryki, a młodsi przyszli po nich ewentualnie posprzątać. Nie brakowało im przecież sił ani doświadczenia. W idealnym świecie nie musiałby karku nadstawiać nikt, ale okoliczności nie pozostawiały wyboru. W praktyce. W teorii mogli zgiąć karki i cieszyć się statusem czystokrwistych, ale nie trzeba było legilimenty, aby domyślić się, że nikomu w Warowni to nawet przez myśl nie przeszło.
— I niech mu będzie dane do końca wierzyć, że to tylko żart. — Bo w 1970 roku była jeszcze nadzieja, że sprawa rozejdzie się po kościach. Przejściowy okres wzburzenia, który zakończy się rozgonieniem wyznawców Voldemorta i powróceniem do znanego porządku. Nadzieja, że może grupa, która miała stać się Zakonem Feniksa, nigdy nie będzie musiała się rozwinąć i stanąć do prawdziwej walki.
Tak oto rozpoczęła się przygoda w Zakonie Feniksa dla Woody’ego Tarpaulina, czarnej owcy Longbottomów. Stał się ich oczami i uszami na Nokturnie, ręką zdolną sięgnąć tam, gdzie pozostali mogli nie być mile widziani.
— Nudna. — Pokręcił z niedowierzaniem głową, jakby nie mieściło mu się w granicach pojmowania, że Brenna w ogóle mogła w takim kontekście o sobie pomyśleć. Przewidywalna? Pod pewnymi względami może momentami tak, ale tego drugiego żadną miarą nie mógł jej zarzucić.
Był zadowolony, słysząc, że do tej pory zaangażowali się w sprawę przede wszystkim jego bracia, nie młodsze pokolenie. W lepszym świecie karku by nadstawiały tylko te stare pryki, a młodsi przyszli po nich ewentualnie posprzątać. Nie brakowało im przecież sił ani doświadczenia. W idealnym świecie nie musiałby karku nadstawiać nikt, ale okoliczności nie pozostawiały wyboru. W praktyce. W teorii mogli zgiąć karki i cieszyć się statusem czystokrwistych, ale nie trzeba było legilimenty, aby domyślić się, że nikomu w Warowni to nawet przez myśl nie przeszło.
— I niech mu będzie dane do końca wierzyć, że to tylko żart. — Bo w 1970 roku była jeszcze nadzieja, że sprawa rozejdzie się po kościach. Przejściowy okres wzburzenia, który zakończy się rozgonieniem wyznawców Voldemorta i powróceniem do znanego porządku. Nadzieja, że może grupa, która miała stać się Zakonem Feniksa, nigdy nie będzie musiała się rozwinąć i stanąć do prawdziwej walki.
Tak oto rozpoczęła się przygoda w Zakonie Feniksa dla Woody’ego Tarpaulina, czarnej owcy Longbottomów. Stał się ich oczami i uszami na Nokturnie, ręką zdolną sięgnąć tam, gdzie pozostali mogli nie być mile widziani.
Koniec sesji
piw0 to moje paliwo