29.07.2024, 17:55 ✶
Kolejny raz pojawiła się w apartamencie, który z jednej strony nęcił jej oczy, które uwielbiały rzeczy ładne, z drugiej trochę przytłaczał ilością pieniędzy, która nagle zaczęła ją otaczać. Smoki wypłeniające przestrzeń łypały na nią, a ona znów starała się wmówić sobie, że tak, znajduje się tutaj i jest jak najbardziej na miejscu. Przywołała swój uprzejmy uśmiech, wchodząc do gabinetu w jasnej koszuli i zwiewnej, granatowej spódnicy.
Przywitała się grzecznie z Anthonym, który był coraz bliższy zdobycia łatki jej klienta numer jeden, po czym z lekkim zdziwieniem, ruszyła do stolika, który jej wskazano.
Wydawała się nie zareagować na tę zmianę, czuła jednak się inaczej.
Brak rozdzielającego ich biurka sprawiał, że czuła się bardziej niczym przy herbatce ze starym znajomym, nie na spotkaniu z poważnym klientem. Mały dysonans, który jednak starała się ignorować.
Wolała się nie nabrać na podobne chwyty komuś, kto mógł jej zapłacić więcej niż ktokolwiek inny. A jednak wydała się mniej spięta niż ostatnio.
Poprosiła nawet o wino. Co prawda wypiła go w swoim życiu pewnie zdecydowanie zbyt dużo, nigdy nie stała się znawcą w tym temacie. Miało jednak przyjemny kolor i rześki smak, a dobry humor Anthonego udzielał się i jej.
Zajęła się najpierw pierścieniem. Lubiła trzymać ponownie swoje wyroby, szczególnie, gdy okazywały się cieszyć właścicieli. Wierzyła, że każdy posiadany przedmiot przesiąka ludzką energią. Uwielbiała stare przedmioty, ich drobne skazy będące śladami użytkowania i lubiła dowiadywać się o nich więcej, chłonąc stojące z nimi historie. Nawet, jeśli było to tylko parę tygodni, już wydawało jej się, że czuje się zupełnie inaczej niż mając w rękach dopiero c wykonany pierścień.
Znajomość przedmiotu zdecydowanie ułatwiała jego ulepszenie.
Założyła swój magiczny monokl, przyglądając się wnętrzu ozdoby.
- Pieczęć z odpowiednim zaklęciem powinna być w tym przypadku banalna do nałożenia. Lepiej, by sam dopasowywał się do stroju, czy aby właściciel decydował o palecie barw? - zapytała, odkładając tym samym na chwilę pierścień, i wyjęła swój notes, w którym zapisała co jest do zrobienia.
- A co do monety. - Wyjęła czarne pudełko, które wyniosła z zakładu w którym pracowała, chcąc zachować większy profesjonalizm, zawierające zamówiony przedmiot. - Mam nadzieję, że sprostała oczekiwaniom. Dłuższy termin odbioru sprawił, że mogłam mocniej popracować nad detalami. - Uśmiechnęła się, choć w duszy była pewna niepewność.
Zniknęła jednak, gdy usłyszała słowa pochwały.
A potem pojawiło się te pytanie, które słyszała coraz częściej i nad którym rozmyślała coraz częściej. Otworzenie własnego biznesu na poważnie trochę ją przerażało, a trochę było poza jej aktualnym zasięgiem. Bez finansów, zaplecza, prawdziwych umów z dostawcami. Jedyne co dopiero udało jej się tak naprawdę osiągnąć to zdobycie znajomości i klientów. Niby dużo, a jednak wciąż niewystarczająco.
- Myślałam oczywiście, ale nie mam jeszcze odpowiedniego zabezpieczenia finansowego by na to sobie pozwolić - odpowiedziała, przedstawiając tak naprawdę największy jej problem, nie rozwijając tej kwestii jednak bardziej.
W końcu wiedziała, że to nie wszystko czego dziś chciał od niej Shafiq. I zdecydowanie nie chciał jej tu osobiście by porozmawiać o jej perypetiach z interesem. Tu chodziło o coś większego i czekała, czego dokładnie od niej oczekiwał.
Upiła łyk wina, czekając na zdradzenie kolejnego zlecenia, a jej serce zabiło mocniej z ekscytacji.
Przywitała się grzecznie z Anthonym, który był coraz bliższy zdobycia łatki jej klienta numer jeden, po czym z lekkim zdziwieniem, ruszyła do stolika, który jej wskazano.
Wydawała się nie zareagować na tę zmianę, czuła jednak się inaczej.
Brak rozdzielającego ich biurka sprawiał, że czuła się bardziej niczym przy herbatce ze starym znajomym, nie na spotkaniu z poważnym klientem. Mały dysonans, który jednak starała się ignorować.
Wolała się nie nabrać na podobne chwyty komuś, kto mógł jej zapłacić więcej niż ktokolwiek inny. A jednak wydała się mniej spięta niż ostatnio.
Poprosiła nawet o wino. Co prawda wypiła go w swoim życiu pewnie zdecydowanie zbyt dużo, nigdy nie stała się znawcą w tym temacie. Miało jednak przyjemny kolor i rześki smak, a dobry humor Anthonego udzielał się i jej.
Zajęła się najpierw pierścieniem. Lubiła trzymać ponownie swoje wyroby, szczególnie, gdy okazywały się cieszyć właścicieli. Wierzyła, że każdy posiadany przedmiot przesiąka ludzką energią. Uwielbiała stare przedmioty, ich drobne skazy będące śladami użytkowania i lubiła dowiadywać się o nich więcej, chłonąc stojące z nimi historie. Nawet, jeśli było to tylko parę tygodni, już wydawało jej się, że czuje się zupełnie inaczej niż mając w rękach dopiero c wykonany pierścień.
Znajomość przedmiotu zdecydowanie ułatwiała jego ulepszenie.
Założyła swój magiczny monokl, przyglądając się wnętrzu ozdoby.
- Pieczęć z odpowiednim zaklęciem powinna być w tym przypadku banalna do nałożenia. Lepiej, by sam dopasowywał się do stroju, czy aby właściciel decydował o palecie barw? - zapytała, odkładając tym samym na chwilę pierścień, i wyjęła swój notes, w którym zapisała co jest do zrobienia.
- A co do monety. - Wyjęła czarne pudełko, które wyniosła z zakładu w którym pracowała, chcąc zachować większy profesjonalizm, zawierające zamówiony przedmiot. - Mam nadzieję, że sprostała oczekiwaniom. Dłuższy termin odbioru sprawił, że mogłam mocniej popracować nad detalami. - Uśmiechnęła się, choć w duszy była pewna niepewność.
Zniknęła jednak, gdy usłyszała słowa pochwały.
A potem pojawiło się te pytanie, które słyszała coraz częściej i nad którym rozmyślała coraz częściej. Otworzenie własnego biznesu na poważnie trochę ją przerażało, a trochę było poza jej aktualnym zasięgiem. Bez finansów, zaplecza, prawdziwych umów z dostawcami. Jedyne co dopiero udało jej się tak naprawdę osiągnąć to zdobycie znajomości i klientów. Niby dużo, a jednak wciąż niewystarczająco.
- Myślałam oczywiście, ale nie mam jeszcze odpowiedniego zabezpieczenia finansowego by na to sobie pozwolić - odpowiedziała, przedstawiając tak naprawdę największy jej problem, nie rozwijając tej kwestii jednak bardziej.
W końcu wiedziała, że to nie wszystko czego dziś chciał od niej Shafiq. I zdecydowanie nie chciał jej tu osobiście by porozmawiać o jej perypetiach z interesem. Tu chodziło o coś większego i czekała, czego dokładnie od niej oczekiwał.
Upiła łyk wina, czekając na zdradzenie kolejnego zlecenia, a jej serce zabiło mocniej z ekscytacji.