30.07.2024, 00:28 ✶
Co za ciężki dzień!
Enzo nie był przyzwyczajony do rozwiązywania tak dużej ilości problemów w tak krótkim czasie. Zaczęło się od sprawy afrykańskiej i ta właśnie sprawa ciągnęła się i ciągnęła, a co gorsza, przez nią zaniedbywano inne, równie ważne zadania. To, co działo się w biurze tego dnia, wołało jednak o pomstę do nieba i Remington nie mógł zrobić nic, jak tylko poszukać odpowiedniego miejsca do utopienia stresu w alkoholu.
Zdecydował się na klasyczny pub crawl - jedno piwko tu, drugie piwko tam, trzecie jeszcze gdzieś indziej... i w żadnym z tych miejsc nie udało mu się znaleźć odpowiedniego rozmówcy, który chciałby mierzyć się z jego osobą i osobowością!
Po trzech piwach, wypitych po bardzo ciężkim dniu, był już nieco niepewny na nogach, lecz wciąż czuł, że może pić dalej. Ileż to było dla takiego faceta, jak on - trzy piwa! Problemem w kolejnym lokalu mogła jednak być dostępność stolika, lecz w porę zauważył, że pracownik wyciera jeden z blatów.
- Aha! Znalazłem! Siedzę! - Ucieszył się, odsuwając krzesło, by usiąść przy mytym przez Neila stoliku. - I teraz nie wstanę stąd, póki nie przyniesiesz mi piwa, mój drogi. - Enzo uśmiechnął się pięknie do mężczyzny, prezentując szparę między zębami. Na moment oparł podbródek na dłoniach, gdy łokcie wsparł na jeszcze mokrym blacie. To ta niespodziewana wilgoć zmusiła go do zabrania rąk. - Albo wiesz co? Nie, nie będę cię kłopotał, sam sobie przyniosę z baru. Właśnie tam wracasz, prawda?
Nie widział innego barmana, a ktoś go obsłużyć musiał!
Enzo nie był przyzwyczajony do rozwiązywania tak dużej ilości problemów w tak krótkim czasie. Zaczęło się od sprawy afrykańskiej i ta właśnie sprawa ciągnęła się i ciągnęła, a co gorsza, przez nią zaniedbywano inne, równie ważne zadania. To, co działo się w biurze tego dnia, wołało jednak o pomstę do nieba i Remington nie mógł zrobić nic, jak tylko poszukać odpowiedniego miejsca do utopienia stresu w alkoholu.
Zdecydował się na klasyczny pub crawl - jedno piwko tu, drugie piwko tam, trzecie jeszcze gdzieś indziej... i w żadnym z tych miejsc nie udało mu się znaleźć odpowiedniego rozmówcy, który chciałby mierzyć się z jego osobą i osobowością!
Po trzech piwach, wypitych po bardzo ciężkim dniu, był już nieco niepewny na nogach, lecz wciąż czuł, że może pić dalej. Ileż to było dla takiego faceta, jak on - trzy piwa! Problemem w kolejnym lokalu mogła jednak być dostępność stolika, lecz w porę zauważył, że pracownik wyciera jeden z blatów.
- Aha! Znalazłem! Siedzę! - Ucieszył się, odsuwając krzesło, by usiąść przy mytym przez Neila stoliku. - I teraz nie wstanę stąd, póki nie przyniesiesz mi piwa, mój drogi. - Enzo uśmiechnął się pięknie do mężczyzny, prezentując szparę między zębami. Na moment oparł podbródek na dłoniach, gdy łokcie wsparł na jeszcze mokrym blacie. To ta niespodziewana wilgoć zmusiła go do zabrania rąk. - Albo wiesz co? Nie, nie będę cię kłopotał, sam sobie przyniosę z baru. Właśnie tam wracasz, prawda?
Nie widział innego barmana, a ktoś go obsłużyć musiał!